środa, 9 sierpnia 2017

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

Nowa bryka dla przewoźnika! Czyli coś zupełnie nowego co od jakiegoś czasu zamieszkało u nas w domu. Jestem mamą dwóch aktywnych maluchów, które każdą możliwą chwilę spędzają na świeżym powietrzu. Okres wakacyjny, słońce i całe to piękno zachęca by aktywnie spędzić czas. Staram się dbać o ich rozwój fizyczny i motorykę dużą dlatego chętnie uczymy się z Jasiem nowych rzeczy.


Sztukę jeżdżenia na rowerze, gokardzie, jeździkach i innych cudach napędzanych nogami mamy już opanowane do perfekcji. Dlatego przyszła pora na coś całkiem innego, co porusza się dzięki wykorzystaniu małych rączek. Tak dokładnie rączek a nie nóg. Tym pojazdem jest TwistCar.

Co to jest TwistCar?

To pojazd napędzany ruchami kierownicy, z którym do tej pory mieliśmy kontakt tylko w tak zwanych "kinder planetach" lub innych tego typu tworach. Tam niestety był ograniczony plac, by móc sobie bez ograniczeń pojeździć i sprawdzić wszystkie jego możliwości. Od jakiegoś czasu TwistCar jest z nami i wywołał prawdziwą braterską sprzeczkę. Chłopcy musieli zmieniać się pierwszego dnia co kilka minut a na koniec jeździli na nim razem (oczywiście młodszy jako pasażer).

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

Jak działa TwistCar?

Jeździk jest napędzany za pomocą kierownicy, którą trzeba ruszać w prawo i w lewo. To bardzo proste! Wystarczy usiać na dosyć sporym siedzeniu, nogi umieścić na specjalnych matach z przodu, dzięki którym nie spadną i kręcić. Im szybciej to robimy tym szybciej jedziemy, oczywiście kierować też się da, ale wymaga to wszystko skupienia, sprawności fizycznej (wtedy ją ćwiczymy) i chęci do dobrej zabawy.

Dla kogo jest przeznaczony TwistCar.

Produkt jest przeznaczony dla dzieci powyżej 3 roku życia ale myślę, że 2,5 latki też sobie z nim śmiało poradzą. Chodzi o to by dziecko mogło pojąć zasady działania na, których opiera się jeździk.

Muszę przyznać, że nawet mój dosyć spory tyłek również zagościł na siedzeniu i próbowałam swoich sił, ponieważ wytrzymałość ma do 120 kg, a pomimo tego, że przybywa mnie ostatnio tu i ówdzie nadal jeszcze mi dużo brakuje do tej liczby. Kolorystyka jest duża, aż pięć pozycji do wyboru, nasz jest zielony (kolor nadzieli - wybrał Ł). TwistCar, to przede wszystkim świetna zabawa dla dzieci (i dorosłych też, jeśli nie przekraczają 120 kg) połączona z ruchem, zdobywaniem nowych umiejętności, doskonaleniem motoryki dużej i mnóstwem uśmiechu na twarzy.

Życzę udanej zabawy dla wszystkich dzieci, które tak jak moje chłopaki są walnymi elektronami, naładowanymi sporą dawką energii nie do wyczerpania. 

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

 

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rodzeństwo - jak budować więzi.


Rodzeństwo - jak budować więzi.

Rodzeństwo to więzi krwi, wygrany los na loterii i wielkie szczęście. Tak najczęściej każdemu kojarzy się to słowo. Z autopsji jednak wiem, że to też wieczne sprzeczki, rywalizacja, mnóstwo śmiechu i łez. Każdy człowiek jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny i unikatowy. Jak zatem budować więzi między rodzeństwem?


Wydawać by się mogło, że rodzeństwo zawsze powinno mieć dobry kontakt, być za sobą, pomagać, wspierać. Niestety, znam takie osoby, które nie utrzymują kontaktu ze swoim bratem czy siostrą i nawet nie znają ich miejsca pobytu. Uważam, że nic nie bierze się z niczego i od samego początku my rodzice powinniśmy chociaż spróbować stworzyć sprzyjające warunki do tego, aby pomiędzy maluchami wytworzyła się "więź" i aby mogli po prostu być dla siebie. 

Zacznijmy już, gdy drugie dziecko jest jeszcze w brzuchu.

Wszystko zależy od różnicy wiekowej między dziećmi. Jednak zanim kolejne dziecko przyjdzie na świat rozmawiamy i tłumaczymy, że już niedługo pojawi się nowy członek rodziny. Nie pozwólmy na to by starszy czuł się mniej ważny, potrzebny i kochany. Niech pojawienie się brata lub siostry będzie też wyczekiwane przez niego. Starajmy się jak najlepiej przygotować dziecko na zmiany, które go czekają. 

Wspólnie spędzony czas.

Według mnie najważniejszą zasadą budowania więzi i dobrych relacji z rodzeństwem jest wspólnie spędzony czas. Nie da się nawiązać więzi z kimś z kim się nie przebywa. Potrzebna jest wspólna zabawa, psoty, wygłupy. Nie dzielmy się dziećmi. Jeśli będziemy tak postępować i każdy z rodziców zajmie się innym dzieckiem, to będzie znak, że jeden drugiemu "kradnie" mamę lub tatę. Spędzajmy czas wspólnie, nie da się nawiązać więzi za pomocą telefonu czy komputera, trzeba być obecnym ciałem i duszą. 
 

Każdy jest inny - nie porównuj, nie stawiaj jako wzór.

Zdarza się tak, że dzieci są bardzo do siebie podobne i wszytko robią podobnie. Co, jeśli nie? Nigdy, ale to nigdy nie porównuj.  Nie mów młodszemu, że np. "jeszcze nie umiesz jeździć na rowerze? Twój brat w twoim wieku już to umiał" lub "patrz jak dobrze uczy się twój brat, dlaczego ty tak nie potrafisz?". Takie zachowanie prowadzi do tego, że jeden na drugiego zaczyna być zły, co nie wpływa pozytywnie na ich relacje. Każdy jest dobry w czymś innym, w końcu ludzie są różni, niektórzy mają umysły matematyczne, inni humanistyczne i w swoich dziedzinach czują się świetnie. 

Nie faworyzujmy.

Sytuacje z faworyzowaniem młodszego dziecka widzę bardzo często, co bardzo mnie martwi. Niestety, ale mniejszemu dziecku pozwala się na więcej tłumacząc to: "bo on jest malutki", równocześnie nie pozwalając na to starszemu. Starszak absolutnie nie rozumie dlaczego tamten może a on nie. Zastanówcie się, co wtedy czuje wasze dziecko? Ono też uważa, że jest małe.



Ja mam to szczęście, że mam starszego brata, który zawsze mnie wysłucha, jak trzeba to skarci, ale wiem, że mogę na niego liczyć. Nasze charaktery są skrajnie różne. Jestem gadułą, której buzia się nie zamyka, on jest typowym słuchaczem i kiedy do niego dzwonię prowadzę po prostu monolog. W dzieciństwie jako młodsza siostra często byłam jego "rzepem", bo wszędzie chciałam z nim, ale wraz z wkroczeniem w świat nastolatków przeszło mi. Jednak na naszym podwórku, gdzie spotykaliśmy się z innymi dziećmi miałam swojego osobistego obrońcę na którego do dziś mogę liczyć, choć każde z nas ma już swoją rodzinę. I tego właśnie pragnę dla moich chłopaków, aby pomimo tego, że w dorosłym życiu założą już swoje rodziny będą mogli też być dla siebie wsparciem.

Nawet w bajkach rodzeństwo "ma tę moc", bo w klasyce mojego dzieciństwa Jaś i Małgosia pokonali wspólnymi siłami złą czarownicą, a teraz dla moich maluchów Anna i Elza razem przezwyciężają przeciwność losu i walczą o siebie.

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie spotkanie zorganizowane przez markę Enfamil, na którym miałam przyjemność poznać wspaniałą, uśmiechniętą i zarażającą energią Małgosię Ohme. To właśnie ona opowiedziała nam pokrótce jak prawidłowo powinna funkcjonować rodzina, o ścieżce rozwoju psychicznego człowieka, budowaniu relacji między dzieckiem a rodzicem, cyklu życia rodziny, przywiązaniu i wielu innych. Mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie, ale jedno z wielu. 





poniedziałek, 31 lipca 2017

Jak wypocząć z dzieckiem na urlopie? 5 puntów, o które musisz zadbać.

Urlop, zdecydowanie kojarzy się wszystkim z wypoczynkiem i czasem wolnym, ale jak to zrobić, jeśli jesteś matką?

 

Pierwsze i najważniejsze to wybór odpowiedniego miejsca!

Jeśli miejsce będzie złe prawdopodobnie nic was nie uratuje. Dlaczego to takie ważne? A dlatego, że dzieci mają bardzo duży wpływ na nasze samopoczucie i tego, jak spędzamy czas. Jeśli gdzieś się wybieramy, sprawdźmy atrakcje jakie tam są oraz czy wiekowo są do nich dostosowane. My w tym roku wybraliśmy się nad morze, było to pokierowane wieloma względami, ale najważniejszym był ten, że będziemy razem z naszymi bardzo bliskimi przyjaciółmi. Między ich synkiem a naszym Jasiem jest tylko 5 dni różnicy! Kompan do zabawy to podstawa. Spędziliśmy cudownie 8 dni w Plater74 Apartamenty Rodzinne Darłowo i był to strzał w dziesiątkę, ponieważ na terenie znajduje się podgrzewany basen (a nad morzem, wiadomo jaka woda jest przeważnie ...), więc chłopaki wyszaleli się, zanim poszliśmy robić babki na największej piaskownicy, jaką w życiu widzieli. Dodatkowo na późne wieczory lub chwilę, kiedy robiliśmy obiad było miejsce do szaleństwa na trawie lub zjeżdżalni, a gdy padał deszcz przez cały czas dostępna była bawialnia, która znajdowała się w piwnicy. Jedno wiem na pewno, wrócę tam jeszcze kiedyś! Podsumowując, starajmy się przewidzieć też te nie koniecznie perspektywiczne aspekty naszej wyprawy, czyli zła pogoda lub brak odpowiedniego miejsca do zabawy. Co wtedy? Odpowiedz, znajdziecie w następnych punktach.

Zabawki i gadżety zajmujące czas (bynajmniej nie twój).

Wiem, że podobno można się bawić wszystkim, ale jednak nie ryzykowałabym i polecam zaopatrzyć się kilka gadżetów, by podsunąć je dzieciom i delektować się, słońcem, widokiem czy po prostu chwilą spokoju. Wybierając coś dla dziecka, pomyślmy, gdzie to będziemy trzymać (nasz pokój obecnie wygląda jak sklep z zabawkami podczas remanentu, więc kwestia jest naprawdę ważna), ile miejsca mamy, by móc to gdzieś spakować w podróży, oraz jakość. Dla mnie są to najistotniejsze rzeczy, ponieważ po pierwsze cierpię na brak miejsca, po drugie nie lubię kupować czegoś na chwilę, czegoś, co może nie przetrwać nawet jednego małego wypadu z dziećmi lub zagraża ich bezpieczeństwu. Zawsze sprawdzajmy certyfikaty i to z czego dana zabawka jest zrobiona, warto wydać kilka złotych więcej, by móc korzystać z czegoś przez kilka sezonów. W naszej walizce znalazły się dwa zwijane silikonowe wiaderka Scrunch-bucket, które są rewelacyjnie wykonane, można je zwijać, wywijać i upchnąć w najmniejszy kąt, zmieszczą się nawet do damskiej torebki, jednym słowem cudo. Następnie Cuppi od Quut, czyli zestaw łopatka sitko i piłeczka, gdzie łopatka wiodła prym w zabawach. Bardzo wygodna i nawet ja się nią bawiłam. Quut produkuje również wielofunkcyjne łopatki Triplet i taką samą widziałam za parawanem rozłożonym obok tylko kolorystyka inna, więc to musi coś znaczyć. Idealna dla tych, co lubią mieć kilka w jednym.
Wyobraźnia dzieci nie zna granic, więc wymyślenie zabawy nie zajmuje dużo czasu. Mój Jaś chciał chyba wylać całą wodę z morza, bo kursował z tym wiaderkiem tam i z powrotem, był tym bardzo zaaferowany.


Odpowiedni dobór akcesoriów do miejsca, gdzie się wybieramy.

I tu Was mam! Bo wydaje się to bardzo oczywiste, ale wcale takie nie jest. Jeśli wybieracie się w góry, to nie zakładajcie japonek, bo jest to bardzo niebezpieczne, a nad wodę za to sprawdzą się one perfekcyjnie. Jak już wspominałam wcześniej my wypoczywaliśmy nad wodą i to tą polską, czyli Bałtykiem. Oczywiście nieważne czy jest to morze, jezioro, rzeka czy basen te rzeczy na pewno ułatwią życie każdemu rodzicowi, a o to przecież nam chodzi. Najważniejsze to krem przeciwsłoneczny z wysokim filtrem, skóra dziecka, jak i dorosłego, może zostać bardzo łatwo poparzona przez słońce, więc trzeba ją chronić. Staś właśnie skończył 20 miesięcy, a jego skóra nadal jest jeszcze taka delikatna, dlatego by chronić go jeszcze bardziej zakupiłam dla niego koszulkę do pływania, która dodatkowo zawiera filtr UV. Kolejny niezbędnik to majteczki do pływania z wkładką chłonną UV 50+ od Lassig, ponieważ na co dzień nadal mamy pampersa, a woda to nie jest miejsce, w którym maluch powinien załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne. Świetnie sprawdzą się również na basenie krytym w chłodniejsze dni. Jestem nimi oczarowana, bo można je prać w pralce i są wielokrotnego użytku, więc mój portfel odczuje ulgę, bo nie muszę już kupować specjalnych pampersów do pływania. Oczywiście ręcznik, to absolutna podstawa! U dzieci najlepiej sprawdzają się te typu ponczo, osłonią one przed wiatrem, pozwolą się ogrzać po morskiej kąpieli, można nawet w nich biegać, a one nie spadną (przetestowane na wysłanych dzieciach). My wybraliśmy produkt firmy Lassig ręcznik poncho Viking dodatkowo ma ochronę słoneczną UV 50+, która ochroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem, jest bardzo mięciutki i szybko schnący.
Zabawa w wodzie to świetna sprawa, ale oprócz wszystkich typowych dmuchańców, które warto ze sobą zabrać chciałam wam pokazać świetny gadżet, który sprawdzi się zarówno na wyjeździe, jak i w domu podczas kąpieli. Moluk. Deszczowa Chmurka Plui jest rewelacyjna, posiadamy dwie sztuki, ponieważ chłopcy się o nią zabijają podczas rutynowych, codziennych kąpieli. Jest troszkę magiczna, bo pada z niej deszcz, który można zatrzymać jednym palcem. Nie zajmuje dużo miejsca, więc łatwo ją zabrać na wycieczki małe i duże.



Woda.

Woda, bynajmniej nie ta, w której moczymy pupy, ale ta, która jest nam niezbędna do życia. Musimy koniecznie pamiętać, by pić. Bardzo łatwo się odwodnić, szczególnie chodzi mi tu o dzieci, które w ferworze zabawy zapominają o całym świecie i mogłyby wtedy żyć powietrzem. Jeśli jesteście eko lub nie lubicie bez sensu wydawać pieniędzy, to warto zaopatrzyć się w bidon, który uzupełniamy odpowiednimi płynami. Nam towarzyszył Lassig bidon z zapasową słomką Wildlife Żółw. Sprawdził się bardzo dobrze poza tym, że moje chłopaki już go porysowały, bo przecież to są straszne łobuzy (jest bardzo wytrzymały). Zaletą bidonu jest zamknięcie, z którym poradzi sobie nawet młodsze dziecko jak mój Stachu. Również szczelność jest na najwyższym poziomie, bo nic z niego nie wycieka. Na uwagę zasługuje też uchwyt, który jest na zatrzask, a nie na rzep. Dzięki temu nigdy sam się nie rozepnie, więc trudniej go zgubić.

Środek transportu dla maluchów.

Opcji jest kilka jak, to w życiu zawsze bywa trzeba dopasować coś do siebie. Dla maluchów, które jeszcze nie chodzą, ale już samodzielnie siedzą polecam nosidło ergonomiczne Tula, rewelacyjnie sprawdziło się u nas zarówno przy Jasiu jak i przy Stasiu to zakup, który się zwrócił. Dziecko jest blisko nas i może nawet w nim spać. Dodatkowo nic nas nie ogranicza w przemieszaniu się poza naszymi własnymi nogami i siłami.
Mój Stanisław to bardzo aktywny bobas, ale jednak nadal potrzebuje wózka.  Wybór padł na model  Elodie Details wózek spacerowy Stockholm Stroller Graphic Grace, dzięki temu, że jest taki mały, upchenliśmy z nim jeszcze nasze bagaże, bo cały tył zajmują dwa foteliki dziecięce. Co sprawiło, że wybrałam ElodieDetails? Najważniejsze, czyli rozkłada się on na płasko, a mój Stasiu ma jeszcze drzemkę w ciągu dnia i nie chciałabym by spał taki "wykręcony" (marudne dziecko równa się nieszczęśliwy rodzic). Dodatkowo podnóżek można regulować, więc jak Stasiu śni o puchatych owieczkach, to może mieć wyprostowane nóżki i się porządnie zrelaksować. Przed niekontrolowanym wyjściem powstrzymują go 5 punktowe pasy. Zaś piękna duża budka, ochroni dziecko przed deszczem, wiatrem, słońcem, czy piaskiem, który rzuca w niego straszy brat. Jest też kosz na zakupy i to większy niż przy moim poprzednim wózku, więc jestem szczęśliwa, bo ja zawsze wchodzę do sklepu tylko po jedną rzecz, a potem wracam niczym wielbłąd do domu. Jedyny minus dla mnie to hamulec, bo przy zwykłym (nie typu parasolka) wózku miałam go przy rączce i taki wariant bardziej mi odpowiadał, ale ten oczywiście działa, jest też w 100% sprawny.
Jeśli wam też podoba się biało-czarny design, jednak przed jego wyborem powstrzymuje was wizja brudu? To już się nie martwcie ten wózek można łatwo wyprać, schodzą nawet maliny (przetestowałam).
I jeszcze na koniec trzy rzeczy, które może nie są takim koniecznym "musthave", ale są fajne więc opowiem wam o nich. Beaba, opakowanie na smoczek Play Print blue. Jeśli ktoś myśli, że nie jest mu potrzebne, to się myli. Rewelacja! Nasz smoczek jest zawsze czysty w podróży, nie dotyka rzeczy, które nie powinien np., kluczy, telefonu, jedzenia itp. Dziecko bierze go do buzi, więc warto wydać te kilka groszy i mieć dla niego specjalne miejsce. Opakowanie jest higieniczne, praktyczne i ładne.
W tym roku wykonaliśmy również Jasiowi pierwsze w jego życiu tatuaże. Spokojnie, nie takie prawdziwe, ale zmywalne. Dobraliśmy je oczywiście tematycznie i jak na porządnego nadmorskiego małego mężczyznę dostał iście pirackie rysunki. Był bardzo zafascynowany, a zrobienie ich zajęło 2 minutki. To tani i bardzo skuteczny sposób, by wywołać troszkę tego szczerego, dziecięcego uśmiechu na buzi. Najlepsze z tego wszystkiego były opowieści o tym, co on tam ma na rękach, jakby mógł, kazałby się obkleić cały. Djeco Tatuaże Piraci świetnie się trzymają, zeszły dopiero po zastosowaniu porządnej ilości mydła. Myślę, że w przyszłości zaopatrzymy się jeszcze w jakieś inne rodzaje z tej serii.
Na koniec Skip Hop, plecaczek Zoo Baby - Pszczoła, można w nim schować prawdziwe skarby, te bez któych maluch nie chce wyjść z domu lub te które wspólnie znajdziecie podczas zwiedzania i odkrywania świata na nowo. 


Nie ważne czy jedziemy na jeden dzień, trzy, tydzień czy miesiąc zawsze starajmy się o to by nasze dzieci były bezpieczne, by miejsce, w którym będziecie przebywać było im przyjazne, a produkty którymi się bawią nie zagrażały ich zdrowiu i sprawiały mi radość. Zadbajmy również o doborowe towarzystwo. Dlatego z tego miejsca chciałam bardzo serdecznie pozdrowić moich przyjaciół w końcu wytrzymali z nami cały tydzień, a to nie lada wyczyn.

Dodacie coś jeszcze od siebie? 








wtorek, 25 lipca 2017

Lekka i prosta sałatka z kuskusem.

Lekka i prosta sałatka z kuskusem. Za oknami słońce ogrzewa wszystko swoimi promieniami, jest pięknie! W taką pogodę często nie masz ochoty na przysłowiowego schabowego, golonkę czy inne cuda. Nie chcesz, żeby twój brzuch był tak ciężki, że będziesz czuła, że przegrywasz z grawitacją. Chcesz czuć się lekko, przyjemnie? To super, bo mam taki przepis, który na pewno się sprawdzi. Najważniejsze jest to, że nie trzeba spędzić  pół dnia przy przysłowiowych garach by i można ją zabrać ze sobą na wynos, bo je się ją na zimno.

 

Składniki potrzebne do przygotowania sałatki z kuskusem:

- 150 kaszy kuskus,
- 2 małe piersi z kurczaka lub jedna duża,
- średniej wielkości zielony ogórek,
- żółta papryka,
- pęczek szczypiorku,
- 8 pomidorów koktajlowych,
- 2 łyżki soku z cytryny,
- gałązka świeżej mięty
- 4 gałązki natki pietruszki,
- ząbek czosnku,
- sól,
- pieprz. 

Sposób przygotowania sałatki z kuskusem:

Kaszę kuskus przygotować zgodnie z instrukcją, która znajduje się na opakowaniu. W międzyczasie pokroić w kostkę kurczaka przyprawić solą, pieprzem, podsmażyć na patelni  i odłożyć do ostygnięcia. Ogórka obrać, usunąć nasiona i pokroić w kostkę razem z papryką. Pomidory koktajlowe przekroić na pół. Szczypiorek, pietruszkę oraz mięte posiekać. Wszystko razem ze sobą dokładnie wymieszać, dodać wyciśnięty ząbek czosnku, sól, pieprz oraz sok z cytryny. Odstawić na co najmniej 15 minut, żeby wszystko się przegryzło i jeść ze smakiem.

Smacznego! Mam nadzieję, że wam będzie smakować, a jeśli lubicie sałatki tak jak ja to polecam również przepis na prostą sałatkę z makaronem ryżowym.

Lekka i prosta sałatka z kuskusem.

Lekka i prosta sałatka z kuskusem.

Lekka i prosta sałatka z kuskusem.

Lekka i prosta sałatka z kuskusem.

Lekka i prosta sałatka z kuskusem.



piątek, 21 lipca 2017

Matka wakacyjna! Czyli jaka?

Matka wakacyjna! Czyli jaka?

Wakacje! Chciałoby się śpiewać "słońce, świeci nad nami ogrzewa nasze nagie ciała promieniami, lato...." itp. A teraz zejdźmy na ziemię. Jeśli jesteśmy w Polsce to z tym słońcem różnie bywa, jest kapryśne jak dziecko przy ząbkowaniu. Jedyne, na co możemy sobie pozwolić to optymizm, dobry humor i relaks! Wiem, niektóre mamy przeczytają poprzednie zdanie kilka razy, ale potwierdzam relaks  jest możliwy, nie jest z nim tak jak ze złotym pociągiem, co to każdy słyszał o jego istnieniu, ale nikt nie widział. Udowodnię wam, że można!



Matka wakacyjna! Czyli jaka?

Cały rok się starasz, żeby było jak najlepiej, choć nie zawsze wychodzi tak jakby się chciało (matka też człowiek, popełnia błędy), ale jest wizja i misja do spełnienia a ty zawsze zwarta i gotowa, aby zapewnić wszystko, co najlepsze dla swojego dziecka. Gotujesz zdrowo a wiadomo, że twoje dziecko dałoby się pokroić za frytka (tudzież, żelka, czekoladkę lub co tam akurat preferuje), pierzesz, sprzątasz organizujesz czas wolny po żłobku, przedszkolu lub innej instytucji, która sprawuje pieczę nad maluchem kiedy, ty pracujesz, by zaspokoić wszystkie potrzeby waszej rodziny. I tak codziennie, jak w dniu świstaka od rana do wieczora, aż w końcu nadchodzi ten upragniony przez wszystkich czas urlopu! Obdarta z marzeń o tym, że będziesz się nudzić, pośpisz do 10 i będziesz cierpieć na nadmiar czasu wolnego zbierasz w sobie "tę moc" by móc przetrwać dwa tygodnie (ja w tym roku luksusowo 3 tygodnie) tylko i wyłącznie z własną rodziną i odpocząć (a przynajmniej spróbować). Na przemian zalewana falą radości, strachu i niepewności czy przetrwasz ten czas w jednym kawałku. Matka wakacyjna wkracza do akcji.

Co zrobić, by naładować baterię i uszczęśliwić rodzinkę? 

Odpowiedź jest bardzo prosta. Matko wyluzuj rajtuzy i ciesz się życiem! Masz więcej niż ci się wydaje a zawsze chcesz lepiej i bardziej perfekcyjnie. Zacznij od siebie. Jeśli ty będziesz szczęśliwa to inni też. Zaakceptuj się z tym wszystkim co bardzo chciałabyś zmienić. Wiem, miałaś być fit, eko, bio, wege itp. Nie wyszło, nadal zostało te kilka cm w biodrach czy w uszach, jeden czort. A może włosy miały być gęste, jedwabne i lśniące a wiszą takie biedne trzy na krzyż niczym u Golluma z "Władcy Pierścieni"? Wiesz co? WYLUZUJ rajtuzy! Słońce i tak wstanie, zacznie się kolejny niepowtarzalny dzień twojego życia, po co się dręczyć, że coś jest nie tak jak miało być, lepiej się cieszyć tym, co jest. Zaakceptuj siebie taką jaką jesteś. Rodzince na wakacjach też troszkę "odpuść", przecież ten gofr (lub kilka) ich nie zabije, nie zawsze musi być tak zdrowo. Wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem. Kilka frytek, lody czy inna kaloryczna bomba nie zrujnuje nawyków żywieniowych twojego dziecka. Niech każdy przez cały rok wraca w myślach do tych wspólnie spędzonych chwil i odlicza dni to następnych.

WAKACJE!!!!!! 

Niestety czasy kilku miesięcy beztroskiego leniuchowania podczas szkoły, czy studiów już minęły. Kiedyś jako dziecko nie mogłam się już doczekać tego "wolnego", teraz jako rodzic nie koniecznie pałam takim entuzjazmem. Jestem pracującą mamą dwójki bardzo energicznych maluchów, więc jak na razie mamy tylko jeden miesiąc wolnego od żłobka (uffffff......). Przez  ten czas musimy tak wszystko zorganizować by móc sprawować nad nimi opiekę. Staram się, by dobrze się bawili i z niecierpliwością czekali na następny rok. Pozdrawiam Matka Wakacyjna. 

sobota, 8 lipca 2017

10 wakacyjnych gadżetów dla dzieci, które pozwolą nam wypocząć i odpocząć.

10 wakacyjnych gadżetów dla dzieci, które pozwolą nam wypocząć i odpocząć.

Wakacje, urlop czy po prostu dzień wolny kiedyś kojarzył mi się całkowicie inaczej niż dziś, kiedy jestem mamą dwóch wulkanów energii w postaci Jasia i Stasia.  Wcześniej, spędzałam ten czas tak, aby się jak najbardziej zrelaksować i naładować baterię. Obecnie wiem, że na pewno porządnie się zmęczę, będę miała okazję wykorzystać wszelkie zasoby kreatywności, wytrwałości i tą cierpliwość, o której istnieniu jeszcze nie wiedziałam. Jednak są sposoby, aby sobie troszkę ułatwić, bo nierozważnie byłoby sobie utrudniać prawda? Jak to zrobić? Bardzo prosto! Zabieramy ze sobą prawdziwy niezbędnik małego podróżnika i liczymy, że w ferworze zabawy znajdziemy też kilka minut tylko dla siebie, bo niewątpliwie każdemu jest to potrzebne.



Poniżej kilka fajnych produktów, które uszczęśliwią zarówno dzieci, jak i rodziców. Zaczynamy odliczanie.

1. Scrunch-bucket. Zwijane wiaderko silikonowe.

To prawdziwy must have i odkrycie tego sezonu wakacyjnego. Po pierwsze są piękne, na co ja jako prawdziwa kobieta zawsze zwracam uwagę, po drugie bardzo funkcjonalne. Można je wyginać w każdą stronę i nic im się nie dzieje, dzięki temu zajmują naprawdę mało miejsca a z tym jak wiadomo zawsze jest problem. Zwinięte zmieści się do każdej damskiej torebki! Przyda się nie tylko do piasku, ale także do noszenia wody i innych skarbów znalezionych podczas wspólnych spacerów.

2. Scrunch-frisbee. Silikonowe Frisbee.

Frisbee, to kolejny produkt marki Scrunch-frisbee zabawka, którą każdy rodzić bawił się będąc dzieckiem a teraz może pobawić się razem z własnym. Dla małych, dużych, starych i młodych, ponadczasowy i uniwersalny. Powinien być w każdym domu. Ten, który my wybraliśmy, jest cały silikonowy, więc ryzyko uszkodzenia spada do minimum. Staś ma manię stawania na wszytko co jest bardzo niewskazane przy plastikowych gadżetach a w tym przypadku nie mam się czym martwić, bo nic się nie stanie. Oczywiście zajmuje bardzo mało miejsca i można go dosłownie wcisnąć wszędzie.
Czy zabawka musi być skomplikowana, naładowana elektroniką, światełkami i innymi bajerami, aby bawić? Zdecydowanie nie, a ten produkt jest tego idealnym przykładem. Genialny wynalazek. Chmurka oczywiście potrzebuje wody, aby mógł z niej padać deszcz, można też kontrolować ilość spadającej wody za pomocą palca! Mój Jasio bardzo ją lubi, szczególnie jak kąpie się ze Stasiem, bo wtedy ciągle robi mu deszcz, co sprawia radość im obojgu. Wspaniale sprawdzi się nad wodą, jak i podczas domowych kąpieli.

4. Quut. Cuppi - zestaw łopatka, sitko i piłeczka.  Albo Quut. Triplet Łopatka Wielofunkcyjna. 

Cuppi, to zestaw składający się z trzech produktów: łopatki, sitka i piłeczki. To, co cechuje najbardziej ten produkt, to jakość i wielofunkcyjność. Plastik jest bardzo "mocny", wiec na 100% przetrwa kilka sezonów budowania przeróżnych konstrukcji, kopania i przesiewania. Zastanówmy się jak szybko złamały się te wszystkie płatkowe gadżety do piasku, które niedawno kupiliśmy i następnym razem wybierzmy produkty z głową.  Oczywiście wszystko tak zaprojektowane, by po złożeniu zajmowało jak najmniej miejsca.

 
Triplet to takie multi urządzenie, bo spełnia kilka funkcji. Ten produkt może być łopatką, grabkami, sitkiem i pachołkiem, na którego można wrzucać różne przedmioty kiedy np. pada deszcz i trzeba zostać w domu. Wielofunkcyjność, to największy atut triplet. Świetnie się sprawdzi dla rodziców, którzy nie lubią ze sobą nosić całego arsenału zabawek i oszczędzi miejsca na inne niezastąpione gadżety w podróży. 

5. Lassig. Ręcznik Poncho Viking 120x60 cm UV 50+.

Z racji tego, że my wybieramy się nad morze, to jest obowiązkowa rzecz, którą musimy ze sobą zabrać. Na wszelkich wyprawach nad wodę małą czy dużą najlepszym rozwiązaniem jest ręcznik typu ponczo. Dodatkowo ten ma ochronę przed słońcem, co dla takich maluchów jest bardzo ważne.

6. Lassig. Majteczki do pływania z wkładką chłonną UV 50+.

Dla wszystkich nieodpieluchowanych urwisków, które uwielbiają się chlapać. Wielorazowego użytku, więc to zakup, który się zwraca! Wykonanie majteczek i materiał są wysokiej jakości, bezszwowe z innowacyjną podszewką pochłaniającą wilgoć oraz wszyta wkładka, która wchłonie to na co akurat naszemu maluchowi przyjdzie ochota. Daje dziecku wygodę i bezpieczeństwo, ponieważ dodatkowo zaopatrzone są w ochronę UF 50+.

7. Beaba. Opakowanie na smoczek Play Print blue.

Smoczek to specyficzny produkt, bo tylu jest jego zwolenników, jak i przeciwników. Jeśli już takowy posiadamy, to wato byłoby go gdzieś trzymać, aby się nie zgubił, nie dotykały go inne przypadkowe rzeczy i był czysty w momencie, kiedy nasze dziecko będzie go potrzebować. Etui można otworzyć jedną ręką, ma mały karabińczyk, dzięki czemu można je przymocować oraz pięknie wygląda.

8. Elodie Details. Wózek spacerowy Stockholm Stroller Graphic Grace.

Jestem mamą 1,5 rocznego malucha i w tej chwili nie wyobrażam sobie dużego wyjazdu bez wózka. Powierzchnia w samochodzie gdzie mogę zapakować nasze bagaże jest mocno ograniczona, więc szukałam dla nas najlepszej spacerówki typu "parasolka". Co przekonało mnie do jej zakupu? Rozkładane siedzenie do pozycji leżącej, duży kosz, niesamowicie duża budka, która ochroni moje dziecko przed słońcem, deszczem czy wiatrem. Lubię ładne rzeczy i oczywiście od razu zwróciłam uwagę na ten wzór, ufff.... że mogę to wszystko prać, bo mój Stachu to niezły brudasek. Wózek jest z nami od niedawna, ale jak do tej pory spisuje się bardzo dobrze. Zobaczymy, jak poradzi sobie na wczasach.

9. Djeco. Tatuaże Piraci.

A hoj przygodo! Każdy szanujący się pirat powinien mieć tatuaż! To wspaniała zabawa, dla dzieci, jak i dorosłych. Każdy z rodziny może wybrać sobie własny tak, aby było wiadomo, że jesteście z jednej pirackiej załogi. Wzorów jest mnóstwo, więc z łatwością dopasujecie coś do waszej rodziny.

10. Lassig. Bidon z zapasową słomką Wildlife Żółw.

Woda! Nie tylko ta, w której nasze dzieci będą moczyły rączki, nóżki czy pupy, ale także ta, którą będą pić. Stanowi ona około 75% masy dziecka dlatego nie możemy dopuścić do odwodnienia. Niestety słońce i mnóstwo ruchu sprzyjają szybszej utracie jej z organizmu. Nie ma nic lepszego niż woda, dlatego bidon jest niezbędny przy dłuższych spacerach, wycieczkach czy wyjściach. Ma uchwyt dzięki czemu wzrasta szansa na to, że go nie zgubimy oraz bardzo fajny system otwierania i chowania słomki tak, aby nic nieodpowiedniego, niepożądanego nie dostało się do środka.



Czas wolny, który mamy poświęćmy dzieciom, ale nie zapomnij też o sobie drogi rodzicu bądź opiekunie. Zapewnijmy dobrą zabawę i bezpieczeństwo naszym dzieciom, bo to one są przecież najważniejsze. Warto wybierać produkty dobre jakościowo, bo to wydatek, który w perspektywie czasu się zwraca, ponieważ przerwa z nami kilka lat. Nie utrudniajmy sobie, może być przyjemnie i dla nas i dla dziecka. Bawmy się! Mam nadzieję, że coś z powyższej listy przypadło Wam do gustu.

piątek, 30 czerwca 2017

"Piękna i Bestia". Ponadczasowa klasyka.

"Piękna i Bestia". Ponadczasowa klasyka.

"Piękna i Bestia", to książka mojego dzieciństwa, ale nie tylko mojego, bo również mich rodziców i dziadków. Została spisana ponad 400 lat temu i co jakiś czas ukazują się jej nowe wydania. Nic dziwnego, jej przesłanie jest ponadczasowe i wciąż aktualne pomimo upływu czasu. 



Piękna mieszka wraz ze swym ojcem w małym miasteczku, jest inna od wszystkich dziewcząt, bo interesują ją książki, jest wrażliwa i lubi bujać w obłokach. Jej ojciec jest wynalazcą, choć nie zawsze wszystko idzie po jego myśli. Kiedy wyrusza na targ gubi się w mrocznym lesie i znajduje schronienie w starym zamku. Nieświadomy zagrożenia zostaje schwytany przez Bestię. Piękna odnalazła ojca i postanowiła zostać w zamku zamiast niego. Bestia jest wielki i przerażający, jednak nie zawszy taki był. Kiedyś był przystojnym księciem, zadufanym i niewidzący nikogo poza sobą. To kara za to, że nie dał schronienia i gościny pewnej staruszce, która okazała się czarodziejką i rzuciła na niego klątwę. Zanim spadnie ostatni płatek róży, Bestia musi się zakochać z wzajemnością. Bella z czasem przyzwyczaja się do niego i zaczyna zauważać w nim wiele dobrych cech, powoli budzi się prawdziwe uczucie...

"Piękna i Bestia" to baśń opowiadająca o sile miłości o tym, że potrafi ona przezwyciężyć wszystko nawet klątwę. 

Niedawno w kinach można było oglądać film na podstawie książki. Jako prawdziwa fanka oczywiście byłam. Teraz mogę ją czytać i oglądać z moimi chłopkami. "Piękna i Bestia" Wydawnictwa EGMONT zachwyca ilustracjami, co dla mnie jest bardzo ważne, bo mój niespełna 3,5 latek i 1,5 roczny Staś uwielbiają oglądać, to co znajduje się na każdej stronie. Jaś sam opowiada sobie opowieść na podstawie tego, co widzi i muszę przyznać, że dobrze mu idzie.

Miłość to najpiękniejsze uczucie ze wszystkich jest jej wiele rodzajów np. rodzicielka, przyjacielska czy ta jedyna do naszej życiowej drugiej połówki, z którą razem pokonujemy przeciwności losu. 

"Piękna i Bestia" - obowiązkowa pozycja w każdej biblioteczce. 


"Piękna i Bestia". Ponadczasowa klasyka.

"Piękna i Bestia". Ponadczasowa klasyka.

"Piękna i Bestia". Ponadczasowa klasyka.

"Piękna i Bestia". Ponadczasowa klasyka.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...