środa, 18 października 2017

Kiedy i jak nauczyć dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

A, b, c, d, e..... i tak dalej, oczywiście to początek alfabetu. Kiedy opanujemy go do perfekcji otwierają się magiczne drzwi do nieograniczonej wiedzy! W zależności od tego, jaką literaturę wybierzemy, śmiejemy się, płaczemy, uczymy, dziwimy czy nawet boimy. Dziwne kształty już nie są tylko jakimiś nieokreślonymi znaczkami powtarzającymi się co jakiś czas, ale literami, dzięki którym możemy przeczytać, co tylko chcemy. Jak w posty sposób zachęcić dziecko do nauki liter, bez stresu, przymusu i z uśmiechem na twarzy? Zaraz Wam zdradzę.


Kiedy rozpocząć naukę alfabetu?

W tej kwestii nie ma jakiś jasno określonych ram. Musimy sami zauważyć czy jest jakiekolwiek zainteresowanie tym tematem. Dzieci są bardzo ciekawskie i głodne całego świata, jeśli zaczynają pytać "co to jest?" np. wskazując jakąś literę na opakowaniu lub w książeczce, śmiało możemy zacząć naukę. Oczywiście nie na siłę, tylko razem bawiąc i miło spędzając czas. Jednak takimi pytaniami dziecko daje nam zielone światło do działania.

Jak zachęcić dziecko do nauki alfabetu?

Zacznijmy od imienia naszej pociechy. Pokażmy, z jakich liter składa się jego imię. Nauczmy brzemienia poszczególnych liter, które się w nim znajdują i tego, jak się je czyta. Imię to coś, co identyfikuje każde dziecko, poznanie jego pisowni zachęci go do dalszej nauki.

Co możemy robić razem z dzieckiem, by poznało litery?

Metod jest naprawdę wiele. Ja stawiam na zabawę, bo myślę, że jest to coś co zawsze się sprawdzi. Zacznijmy od tego, co lubi dziecko. Mój Jasio lubi układać klocki, powstają z nich przeróżne budowle jednak kiedy akurat nie konstruujemy jakiś pięknych architektonicznych dzieł, to poznajemy litry. Z tymi znakami jest już opatrzony podczas innych zabaw. Wtedy nazywamy je po "imieniu" czyli te namalowane kształty zaczynają nabierać już jakiegoś znaczenia i nie są już tylko piękną ozdobą na klockach. Ostatnio moje serce zdobyła mata wraz z klockami od Janod, która już dosyć sporo czasu jest z nami, ponieważ dzięki niej nauka liter jest świetną zabawą. Najfajniejsze jest też to, że służy ona również jako pojemnik do przechowywania klocków, co dla mnie jako matki jest nieocenionym plusem. U nas zawsze jest mało miejsca i każdy centymetr się liczy. Mata z klockami Janod przydaje się też podczas wypadów na świeże powietrze, bo wtedy jest świetnym miejscem na którym, te klocki układamy. Klocki, to taki przedmiot, który nigdy nie nudzi i można go wykorzystać na wiele sposobów, bo nauki kolorów, literek lub rozwijania motoryki małej, kiedy powstają przeróżne budowle za pomocą tych małych rączek.

Magnesy! To nasze najnowsze odkrycie. Magnesy to coś, czym zawsze moi chłopcu lubili się bawić, mamy sporą kolekcję na lodówce i uwielbiają je przyczepiać i odczepiać i tak w kółko. Zbieramy magnesy z różnych miejsc, w które się udajemy, bo jakoś w innej formie pamiątki mnie nie kręcą i nie lubię za dużo bibelotów, na które zwyczajnie opada później kurz. Dlatego tak bardzo spodobały mi się magnesy od Mudpuppy. Co je wyróżnia? Fajne opakowanie, które jest na zatrzaski i samo odpinanie i zapinanie sprawia już radość. A w środku cały alfabet, każda literka bardzo kolorowa i staranie wykonana. Zawsze zwracam uwagę na jakość, bo chcę by produkt był z nami na dłużej. Puzzle są drewniane i nie tak łatwo je uszkodzić (wiem, bo testował je Stachu na wszelkie sposoby, nawet zębami). Świetnie sprawdzą na lodówce, ale u nas już w tym miejscu jest tyle wszystkiego (magnesy z podróży, obrazki Jasia, zdjęcia), że te nie mają racji bytu. Dlatego dla tych, którzy nie mają wolnej przestrzeni na lodówce mam inne rozwiązanie, a mianowicie grzejnik. Właśnie na nim ostatnio powstają przeróżne twory literowe, to dobre rozwiązanie by chłopcy mogli się nimi bawić w swoim pokoju (a ja mogłabym w tym czasie spokojnie np. gotować lub pić kawę). Jednego żałuję, że wcześniej się w nie nie zaopatrzyłam eh...

Puzzle również są świetnym rozwiązaniem do nauki liter, kiedyś pisałam już o nich tu: Dlaczego warto układać puzzle? Dla każdego małego puzzlo-maniaka będą idealne. Sami zobaczycie tam jakie one są piękne.
Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

Kiedy i jak nauczy dziecko literek? Nauka alfabetu.

czwartek, 12 października 2017

Najgorsze co możesz zrobić swojemu dziecku przed wizytą u lekarza.

Najgorsze co możesz zrobić swojemu dziecku przed wizytą u lekarza.

Jesień to czas słońca, deszczu, wiatru, a wszystko fundowane na przemian, jak w liczby w totolotku. Taka pogoda niestety sprzyja różnego rodzaju chorobą. Dodatkowo uczęszczanie dzieci do żłobka i przedszkola zapewnia gwarantowane rozrywki, w postaci rodzinnych wycieczek z wizytą u pediatry, regularnie co jakiś czas. Jednak to co niedawno usłyszałam od mojej pediatry sprawiło, że zabrakło mi słów, a uwierzcie mi w moim przypadku to było prawie niemożliwe.



Każdy rodzic, który kocha swoje dzieci, chce dla nich jak najlepiej. Wszystko co robimy, robimy z myślą o nich. Wiem, że nie ma ludzi idealnych i idealnych matek, tym bardziej, choć internety to różne bzdury czasem pokazują. Jadnak wiedzcie, że na 100% ich nie ma. Popełniamy błędy, ale ta sprawa wykracza poza moje wszelkie wyobrażenia. Bo popełniać błąd, a narażać życie i zdrowie dziecka, to całkiem dwie oddzielne sprawy.

Możemy się zaliczyć do grona szczęśliwców, bo posiadamy prywatną opiekę medyczną i prawie zawsze, dostaję się do lekarza w ten dzień, w którym jest taka potrzeba. Na jednej z wizyt z młodszym synkiem, który niestety często choruje (cierpi na tym moja psychika i portfel) Pani pediatra pytając się o objawy, zapytała nas również o to, czy gorączkuję. Odpowiedzieliśmy, że tak, ale obecnie nie ma. Synek miał ponad 38 stopni i został mu podany lek przeciwgorączkowy. Wtedy podeszła wraz ze swoim termometrem sprawdzić. Wszystko było ok i powiedziała mi właśnie, to w co nadal nie mogę uwierzyć. Powiedziała, że przeraża ją fakt, że coraz więcej rodziców przychodzi do niej z dziećmi, które mają po 39 stopni gorączki, od kilku godzin. Rodzice zaś nie podają im żadnych leków, bo nie chcą zaburzać obrazu pacjenta dla lekarza. Chcą bowiem by, ona miała pełen obraz symptomów występujących u dzieci! Jeśli Twoje dziecko ma podwyższoną temperaturę, nie pozostawiaj go bez opieki, to TY rodzicu jesteś odpowiedzialny za życie i zdrowie swojego dziecka! Podaj lek przeciwgorączkowy.

Gorączka to naturalna reakcja obronna organizmu, jednak u małych dzieci może być naprawdę groźna. Osłabia organizm i sprawia, że jest bardzo zmęczony. Niestety utrzymująca się, może doprowadzić do niewydolności krążenia. UWAGA u dzieci poniżej 3 roku życia, mogę pojawić się drgawki nawet z utratą przytomności. Sama miałam już taki przypadek, kiedy Jasio miał ponad rok. Miał wysoką gorączkę, próbowałam ją zbić wszystkimi dostępnymi i znanymi przeze mnie sposobami, kiedy nagle dostał drgawek (nigdy nie chcę już takiego czegoś przechodzić, bo moje serce na ten widok przestało bić). Wezwałam pogotowie, choć zanim przyjechało udało mi się ją obniżyć. Na szczęście nic się nie stało, ale nie wyobrażam sobie nie reagować. Dlatego nigdy, nie zrozumiem ludzi, którzy narażają zdrowie własnych dzieci.

Apeluję do wszystkich, by nie narażali życia i zdrowia swoich dzieci, w oczekiwaniu na wizytę lekarską i podawali leki przeciwgorączkowe swoim dzieciom zawsze, wtedy kiedy wymagają one podania.

czwartek, 5 października 2017

Prosty i aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.

Prosty i aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.

Jesień ma zarówno swoje plusy, jak i minusy. Kiedy świeci słońce a na drzewach mienią się kolorowe liście, jest po prostu bosko! Gorzej, kiedy za oknem wieje i leje, choć po takich atrakcjach pogodowych moje dzieci z radością szaleją, skacząc po wszystkich kałużach, jakie tylko znajdą. Jesień to również sezon grzybowy. Uwielbiam takie świeżo zerwane grzyby, które mają jeszcze ten obłędny zapach lasu. Dlatego dzisiaj powiem Wam jak przygotować aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.


Osobiście uważam, że proste jedzenie jest naprawdę dobre i prawdziwy diabeł tkwi w szczegółach albo może i w składnikach. Warto używać dobrych jakościowo produktów, bo przecież jesteśmy tym, co jemy. Jednak wróćmy do tematu i pogotujmy coś razem.

Składniki potrzebne do przygotowania aromatycznego makaronu z grzybami leśnymi:

- grzyby leśne - świeże lub mrożone,
- makaron - ja używam Lubelli wstążki długie nr 11,
- 200 mln śmietany 30 %,
- średnia cebula,
- ząbek czosnku,
- pęczek natki pietruszki - ja mam swoją całoroczną na tarasie, kiedy ją kroje w całym domu pachnie,
- łyżka masła,
- sól, pieprz.

Sposób przygotowania aromatycznego makaronu z grzybami leśnymi:

Zaczynamy od postawienia osolonej wody na makaron, przygotowujemy go wg. przepisu na opakowaniu. Pamiętajmy by był al dente ponieważ wchłonie jeszcze troszkę sosu. Cebulę siekamy w drobną kostkę i przysmażamy na maśle. Grzyby myjemy, suszymy, kroimy w plasterki i dorzucamy do zeszklonej cebuli. Smażymy wszystko około 4-5 minut. Następnie zmniejszamy ogień i wlewamy śmietankę. Dodajcie sól, pieprz i czosnek. Jak sos zgęstnieje wsypcie drobno posiekaną natkę pietruszki, daje fantastyczny smak. Następnie łączycie z makaronem i podajecie cieplutkie na stół a z tamtą prosto do brzucha.

Mam nadzieję, że będziecie tak samo zakochani w tym makaronie, jak ja. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak życzyć Wam smacznego.


Prosty i aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.

Prosty i aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.

Prosty i aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.

Prosty i aromatyczny makaron z grzybami leśnymi.
 #lubelloveinspiracje #lubella #lubellaikoszgrzybow

poniedziałek, 25 września 2017

Podwójna mama - jak to jest i z czym trzeba się zmierzyć?

Podwójna mama - jak to jest i z czym trzeba się zmierzyć?

Bycie mamą jest trudne. Bycie podwójną mamą, to prawdziwe wyzwanie. Jestem podwójną mamą już od 20 miesięcy i czas z dziećmi zasuwa mi jak prawdziwa formuła jeden. Z czym musiałam się zmierzyć przez ten czas i jakie problemy pokonywałam? O tym wszystkim dzisiaj Wam napiszę.


Mity i bajki związane z macierzyństwem.

Z dwójką jest łatwiej.
Co jest łatwiej? Łatwiej chyba wyjść z siebie i stanąć obok, albo trzasnąć drzwiami obrotowymi!  Musisz robić dwa razy więcej rzeczy. Samo wyjście z domu jest już wyzwaniem. Kiedy w zimie zapakowałam jednego w wózek, starszego i siebie opatuliłam, a on oświadcza, że chce siku. Wtedy masz ochotę wyć do księżyca. W sklepie rozbiegają się jak dwa bieguny a ty jesteś sama i kalkulujesz, który jest wolniejszy, by wybrać za kim biec. Naciągają na podwójną ilość rzeczy, bo przecież każdy chce mieć to samo! Niby znasz już instrukcje obsługi i wiesz co i jak więc jest troszkę łatwiej, ale dziecko nie zawsze pomimo tego, że ma tych samych rodziców, jest takie samo. Jedno przesypia noce, drugie budzi się wtedy, kiedy właśnie zapadasz w głęboki sen i tak 20 razy aż wstanie słońce.

Dzieci same się sobą zajmą.
Hahahahahahahaha....... czekam na to z utęsknieniem, ale serio, też się na to dałam nabrać. Oni się sobą zajmuję przez 10 minut a potem jest płacz. Jeśli akurat obejdzie się bez płaczu, to jest mamoooooo!!!! A Stasio mi zabiera autko, rozwala tory, burzy klocki itp. A ja przecież nie zwiąże młodszego sznurkiem by starszy mógł się w "spokoju" pobawić. Wiem (albo chociaż się łudzę), że przyjdzie taki czas, że będą się razem bawić, zważając choćby na tak małą różnice wieku między nimi, jednak do tego jeszcze długa droga jęków, stęków i ojojania. 

Koszty.
Podobno drugie dziecko prawie nic nie kosztuje. To jest kłamstwo! Prawdą jest, że dużo rzeczy (jeśli jest mała różnica wieku) masz po pierwszym maluchu, ale i tak wydatek jest taki jak następny kredyt hipoteczny. Pampersy, butelki, soczki, leki (one są kosmicznie drogie), zabawki itp., lista jest naprawdę długa. Dodatkowo jeśli uczęszczają do instytucji tj. żłobek i przedszkole, to kolejny spory koszt.

Czego jako podwójna mam musiałam się nauczyć?

Rozróżniać potrzeby.
Dwójka dzieci nie oznacza zaspakajania tych samych potrzeb. Różny wiek sprawia to, że jeden jak i drugi wymagają ode mnie całkiem innych rzeczy. Staś chciałby, więcej czasu spędzać "na mnie" czyli na rękach, potrzebuje dużo więcej bliskości. Natomiast Jaś chce razem coś porysować, ułożyć, zaśpiewać itp. Choć są braćmi bardzo się od siebie różnią.  

Więcej luzu czyli wyluzować.
Więcej luzu mamy! Serio, więcej luzu. Przestań się przejmować tym, że nie masz perfekcyjnie posprzątane, że nie ugotowałaś obiadu z eko warzyw i bio makaronu, nie upiekłaś sama chleba itp. Robisz tyle na ile starczy Ci sił. Nie staraj się o beatyfikacje pracując ponad, to na co możesz sobie pozwolić. Jesteś tylko człowiekiem, potrzebujesz również chwili dla siebie.  Nie szukaj problemu tam gdzie go nie ma. Ja zdecydowanie wyluzowałam i jest mi lepiej. 

Jeśli jest możliwość, poproś o pomoc.
To nic złego prosić o pomoc jeśli wiesz, że ktoś chętnie Ci jej udzieli. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Jeśli padasz z sił, stajesz się nerwowa - a to odczują wszyscy prędzej czy później. Wiem, że niekiedy strach jest spuścić dziecko z oka i powierzyć na kilka godzin pod opiekę kogoś innego, ale jeśli macie kogoś zaufanego, to korzystajcie!

Dzielić po równo.
Absolutnie nie ma takiego czegoś, że on ma więcej, bo jest młodszy czy starszy. Takie zachowanie wzbudza złe emocje, które potem negatywnie wpływają na relację miedzy rodzeństwem. Dzielmy zawsze po równo rzeczy jak i siebie. 

Czego się bardzo bałam?

Bałam się tego czy będę umiała podzielić tą miłość na pół. Jasia kochałam bezgranicznie i był moim całym światem. Stasia kochałam od pierwszej chwili kiedy się dowiedziałam, że będzie z nami jednak nie wiedziałam jak, to będzie kiedy on przyjdzie na świat i czy mogę mieć "dwa całe światy"? Okazała się, że tak! Nie trzeba dzielić miłości na pół, tylko kochać jedną ich obojga. Tak samo ich uwielbiam, tak samo się o nich martwię i tak samo mnie denerwują.  

Co najlepiej im aktualnie wychodzi?

W jednym są perfekcyjnie zgrani. Broją wspólnie w ciszy i zgodzie. Jak coś kombinują, to nie ma przepychanek i krzyków jest współpraca i to prawdziwie braterska. Czasem naprawdę ciśnienie mi się podnosi do niebezpiecznego punktu, ale uwielbiam patrzeć na te ich psoty, tak rodzi się braterska więź. 

Powiem jedno. Pierwszy rok, to prawdziwy Meksyk. Ja przetrwałam go sama, bo nikt do nas nie przyjeżdżał żeby wyjść na spacer czy na plac zabaw z chłopcami, abym mogła choć troszkę dojść do siebie. Jednak patrząc się na moje szkraby, które co prawda często się popychają, ale też bardzo kochają - czasami moje serce rozpływa się niczym śnieg na wiosnę. Kiedy na przykład w sklepie Jasio zawsze pamięta by kupić coś też dla Stasia, pyta się czy chce zjeść ostatnią malinkę i przytula go tak mocno, że na twarzy Stasia pojawia się grymas. Wtedy wszystko wydaje się prostsze i dodaje mi sił na kolejny dzień.

Ten post powstał przy współpracy z marką Enfamil. Na spotkaniu zorganizowanym przez markę poznałam wspaniałą Gosię Ohme, która nagrała rozmowę jak odnaleźć się w rodzicielstwie po swojemu. Gosia zaraża energią, więc watro to zobaczyć. Zapraszam również do śledzenia videobloga Enfamil, gdzie mamy dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat rozwoju dziecka. W pierwszym odcinku poznacie Ewę i jej córeczkę Emilkę, w następnych odcinkach pojawią się kolejne bohaterki i ich dzieci.   





poniedziałek, 18 września 2017

Fit i zdrowo! Deser z komosą ryżową, nasionami chia i kiwi.

Fit i zdrowo! Deser z komosą ryżową, nasionami chia i kiwi.

Lato już nas opuszcza i nadchodzą chłodne dni. Wydawać by się mogło, że skoro nie będziemy z siebie zrucać ubrania a zakładać coraz, to więcej warstw, możemy sobie odpuścić. Nic bardziej mylnego! Uwierzcie mi, że przybiera się bardzo łatwo, ale gubi wolno. Dlatego, jeśli chcesz coś słodkiego i zdrowego, to mam coś, co idealnie się nada.


Przede wszystkim cieszy mnie to, że Polacy mają coraz większą świadomość tego, co jedzą i zwracają uwagę na, to co jest na etykiecie. Podobno jesteśmy tym co jemy, więc teraz drogi czytelniku przeanalizuj swoje 5 ostatnich posiłków i zastanów się: kim jesteś? A potem pomyśl jak sprawić by było lepiej. Wracajmy jednak do meritum, czyli naszego deseru.

Jak zrobić deser z komosą ryżową, nasionami chia i kiwi?

Składniki potrzebne do przygotowania deseru:
- 1/2 szklanki komosy ryżowej,
- 4 łyżki nasion chia,
- 200 ml mleka kokosowego,
- 200g serka ricotta,
- 4 kiwi,
- 3 łyżki konfitury (ja miałam truskawkową domową, własnego wyrobu),
 - 1 łyżka miodu.

Sposób przygotowania deseru z komosą ryżową, nasionami chia i kiwi.

Nasiona chia mieszamy z mleczkiem kokosowym i odkładamy, aż zgęstnieje. W tym czasie zgodnie z instrukcją na opakowaniu gotujemy naszą komosę ryżową (quinoa). Kiedy chia jest już gotowe nakładamy na nie serek ricotta, wymieszany z konfiturą. Ostatnia warstwa to ugotowana i zblendowana komosa wraz z kiwi i miodem. Na koniec bierzemy łyżkę i pałaszujemy. To jest zdecydowanie ten najlepszy etap.

Smacznego!

PS. A tu możecie znaleźć inny zdrowy deser: Zdrowy fit (fig) deser w kilka minut. Uwielbiam figi.

Fit i zdrowo! Deser z komosą ryżową, nasionami chia i kiwi.

Fit i zdrowo! Deser z komosą ryżową, nasionami chia i kiwi.
 

wtorek, 5 września 2017

Jak wybrać odpowiednie kapcie dla przedszkolaka - 4 cenne wskazówki.

Nogi niosą nas przez całe życie, niezależnie od tego, jakich wyborów dokonujemy. Dźwigają nasz ciężar dzień za daniem. Dzieci jeszcze bardziej eksploatują tę część ciała. Są naszym żywym srebrem, wszędzie wlezą, pobiegną, wskoczą. Dlatego już od małego powinniśmy zwrócić uwagę na prawidłowe obuwie naszych podopiecznych. To bardzo ważne by ich stopy były zdrowe, prawidłowo się rozwijały i byśmy my rodzice nie zrobili im krzywdy dobierając nieodpowiednie obuwie. Dziś podpowiem wam, na co zwrócić uwagę przy doborze kapci dla przedszkolaka i nie tylko.


Jest wrzesień i wiele maluchów właśnie zaczyna swoją przygodę z przedszkolem. Mój Jaś w tym roku właśnie jest takim małym przedszkolakiem, który zaczyna swoją nową przygodę. Niestety (lub stety) jestem mamą pracującą, więc Jaś spędza w przedszkolu całkiem sporą część dnia. Dlatego bardzo ważne jest by miał na stopach odpowiednie kapcie, które nie będą go ograniczać i będą dla jego stóp zdrowe.

Jak wybrać odpowiednie kapcie dla przedszkolaka - 4 cenne wskazówki:

Zapięcie.

Rodzicu, nie komplikuj! Zapięcie musi być łatwe, by dziecko samo mogło ściągnąć i założyć kapcie. Najlepszym rozwiązaniem jest rzep, bez żadnych zbędnych mechanizmów. Dziecko w przedszkolu musi nauczyć się samodzielności, więc nie utrudniajmy mu tego.

Obcas Thomasa.

Tak, tak obcas! Obuwie dziecięce z takim obcasem jest bardzo zdrowe. Ma on na celu zmienić sposób obciążenia stref wzrostowych stopy. Zalecany przy profilaktyce i leczeniu wady stopy. Oczywiście lepiej zapobiegać niż leczyć prawda? Dlatego na ten punkt powinniśmy zwracać szczególną uwagę.

Wkładka.

Dzięki niej możemy zapobiegać płaskostopiu. Powinna być dobrze wyprofilowana i najlepiej skórzana.

Wygląd.

W ładnym zawsze czujemy się lepiej prawda? Dziecko też będzie się tak czuło, będzie bardziej pewne siebie, zadowolone i mniej zawstydzone.


Pamiętajmy, że buty mają nie być ani za małe, ani za duże, kiedy mierzymy dziecku stopę dodajmy tylko 1 cm i to naprawdę wystarczy. Noga ma się czuć swobodnie, ponieważ jest ciągle w ruchu. Podczas przedszkolnych zabaw dziecko, kuca klęka, kładzie się lub przybiera inne pozycje, w których kapcie mają mu nie nie utrudniać i nie przeszkadzać.

My w tym roku wybraliśmy kapcie marki SlippersFamily. Spełniają wszystkie nasze kryteria wyboru, są:
- z dobrych materiałów,
- mają łatwe zapięcie na rzep, z czym mój 3,5 latek radzi sobie bezproblemowo,
- posiadają obcas Thomasa, profilaktyka przede wszystkim,
- bardzo dobrze wyprofilowaną wkładkę skórzaną,
- są ładne (zawsze na to zwracam uwagę).

Dodatkowo cena, jest bardzo atrakcyjna. Kacie, które posiadają obcas Thomasa i są tak dobrze wykonane bardzo trudno znaleźć w tak niskiej cenie. Jest jeszcze jeden plus do każdych z nich można dobrać przepiękny worek! To komplet idealny dla każdego malca. Jestem nimi zachwycona, więc mam dla Was niespodziankę i podsyłam Wam rabat na 10%! Co trzeba zrobić podczas zakupów w SlippersFamily? Użyć kodu 54563 i już gotowe! Bardzo proste i przyjemnie. Czyli podsumowując wpisujemy KOD: 54563 i mamy -10%.

Dbajmy o małe stopy, które jeszcze mają tyle szczytów do zdobycia i kilometrów do przebycia. Niech będą zdrowe i niosą nasze dzieci w świat, zarówno ten przedszkolny, jak i ten, który je jeszcze czeka.










czwartek, 31 sierpnia 2017

Moje bajeczki - seria książeczek dla dzieci.

Moje bajeczki, to seria książek dla dzieci, którą wydało Wydawnictwo Egmont. Nasza biblioteczka jest już naprawdę sporych rozmiarów, ale te mnie zachwyciły, więc muszę zrobić chyba remanent w naszych zbiorach na właśnie takie perełki.


Wszystkich kochający literaturę i zapach nowej książki (tak jak ja) zapraszam na krótką recenzję czterech egzemplarzy z serii "Moje bajeczki"

1. Masz i Niedźwiedź. Moje Bajeczki - o psikusach i psotach.

To pierwsza bajka, na jaką skusił się mój Jaś, by oglądać cokolwiek na wielkim ekranie (czyli tv). Jego młodszy brat Staś, też ją kocha i nie uznaje jak na razie nic innego. Mamy już kilka pozycji książkowych z udziałem niesfornej Maszy i radośnie powitaliśmy też tą! W środku znajduje się aż osiem opowiadań. Nie są to jednak nowe bajki (a szkoda), lecz te, które już znamy z filmów. Jednak całkiem inaczej jest jak się je ogląda i opowiada o tym wszystkim co tam się dzieje (a zawsze dzieje się dużo). Jest zawsze dużo śmiechu i psot. Polecam wszystkim miłośnikom Miszy i Maszy.

2. Tomek i przyjaciele. Moje Bajeczki o lokomotywach.

Tomek to bardzo użyteczna lokomotywa i wraz z całym gronem swoich przyjaciół przeżywa wiele niesamowitych przygód. Książeczka ma dziewięć krótkich opowiadać a każde z nim, ma innego głównego bohatera. Oglądaliśmy również już pełnometrażowy film o tej dzielnej lokomotywie, więc ta pozycja po prostu do nas pasuje.

3. Kraina Lodu. Moje Bajeczki o Annie i Elsie.

Słysząc "kraina lodu" od razu w głowie mam piosenkę "Mam tę moc!", nie może być inaczej. Miłość, która jest między rodzeństwem potrafi zdziałać cuda i przezwyciężyć wszytko. O tym mogliśmy się przekonać czytając lub oglądając pełnometrażową wersję "Krainy Lodu". W tej książeczce natomiast znajduje się osiem krótkich opowiadać z udziałem tych słodkich pannic. Fajne jest to, że nie są to przepisane z filmu sytuacje, ale całkiem nowe, które możemy odkryć czytając książkę razem z dzieckiem. Osobiście najbardziej kocham Olafa, skradł moje serce od razu.

4. Bob Budowniczy. Moje Bajeczki o Bobie Budowniczym.

Buduje, naprawia i ratuje z opresji, czyli nikt inny jak Bob Budowniczy. Nie robi tego oczywiście sam, ale ze wspaniałą drużyną, która zawsze go wspiera. Dzięki nim powstało już bardzo dużo wspaniałych budowli. W książeczce jest osiem opowiadań, które już kiedyś mogliśmy zobaczyć oglądając odcinki niezawodnej ekipy budowlanej na ekranie tv. Jednak dla wszystkich miłośników konstruowania, budowania i naprawiania będzie idealna. Po prostu Bob Budowniczy - damy rady!!!

Wszystkie cztery pozycje charakteryzują się tym, że mają krótkie opowiadanie, co dla małych dzieci jest bardzo ważne, bo nie potrafią jeszcze na długo skupić swojej uwagi. Dodatkowa format bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bo są kwadratowe i małe, dlatego łatwo je schować do torebki, bagażu lub małego plecaka przyszłego mola książkowego. Świetnie się sprawdzą na wyjeździe. Ilustracje są duże i kolorowe, co wzbudza zainteresowanie maluchów. Bardzo przyjemnie się je czyta.

Która najbardziej Wam się podoba?









wtorek, 29 sierpnia 2017

Sałatka z brokułem w roli głównej - banalnie prosta!

Sałatka z brokułem w roli głównej - banalnie prosta!

Sałatkę z brokułem miałam okazję skosztować na sześćdziesiątych urodzinach mojego taty. Przy pierwszym kęsie od razu wiedziałam, że to jest to! Wielka jedzeniowa miłość. Ja i ona razem. Dlatego zrobiłam maślane oczy i otrzymałam przepis, którym się właśnie w tej chwili z wami dzielę. 

Oczywiście jest bardzo prosta, bo tylko takie w moim przypadku są do wykonania przy moich dwóch małych łobuzach.


Składniki potrzebne do wykonania sałatki z brokułem:

- dwa brokuły, 
- cztery jajka, 
- ser feta (jedno opakowanie), 
- pół szklanki słoneczniku, 
- dwie łyżki jogurtu naturalnego (jak najbardziej lobię te typu greckiego, bo są gęste), 
- jedna łyżka majonezu, 
- 2 ząbki czosnku, 
- pieprz.

Sposób przygotowania sałatki z brokułem:

Różyczki brokułów gotujemy w osolonej wodzie na miękko lub al dente jak kto lubi. W drugim garnku gotujemy jajeczka i tu już zdecydowanie na twardo. Po ugotowaniu, obieramy je i kroimy w cząstki. W międzyczasie na patelni prażymy na złoto słonecznik (ja kupuję do sałatek łuskany, ale jeśli ktoś jest męczennikiem może sam wyłuskać, ewentualnie zlecić mężowi za karę). Ser feta wyjmujemy z opakowania i kroimy w kostkę. 
Sos jest bardzo łatwy, wystarczy wymieszać jogurt z majonezem, dodać pieprz i wyciśnięte przez praskę ząbki czosnku.  Całość porządnie zamieszać, aż wszytko się połączy w całość.
Ostatni etap to połączanie wszystkich sadników razem i konsumpcja - czyli bardzo przyjemna czynność.  
Smacznego!

Jeśli jesteście fanami sałatek jak ja, to potem inne moje przepisy jak np. "Sałatka ziemniaczana - kiedy w lodówce jest tylko światło", ale jest tego dużo więcej, więc szperajcie śmiało. 

Sałatka z brokułem w roli głównej - banalnie prosta!

Sałatka z brokułem i serem feta

Sałatka z brokułem i serem feta

Sałatka z brokułem i serem feta

Sałatka z brokułem i serem feta


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Choroba", na którą Twoje dziecko jest narażone idąc do przedszkola lub żłobka.

Choroba na którą Twoje dziecko jest narażone idąc do przedszkola lub żłobka.

Większość matek chciałoby zostać w domu z dzieckiem w pierwszych latach życia. Niestety, nie zawsze jest taka możliwość, czy to ze względów ekonomicznych, czy życiowych. Wtedy, jeśli nie mamy babci, cioci, kuzynki itp, która mogłaby zająć się naszymi dziećmi wybieramy instytucje, które są do tego specjalnie stworzone. Ta opieka różni się od tej, którą do tej pory każda matka zapewniała w domu, jest dużo dzieci i kilka Pań. Dziecko musi się nauczyć żyć w grupie i do niej dopasować. Nie ma tam miejsca by iść pod prąd, są jasno wyznaczone reguły, które trzeba przestrzegać. Jak wszędzie jest dużo plusów i minusów, jednak ja dzisiaj chciałam wam napisać o "chorobie", z którą zawsze mamy styczność od września do czerwca z przerwami.


Żłobek i przedszkole to siedlisko zarazków i wylęgarnia chorób. Niestety brzmi to brutalnie, ale prawdziwie. Na przykład w takim żłobku jedną zabawkę bierze zapewne do buzi niejedno dziecko. Natomiast wymiana wszelakich bakterii następuje zaskakująco "sprawnie". Wiem dziecko musi nabrać odporności, a nabywa ją paradoksalnie poprzez przebyte choroby. Nie ma sterylnego świata, ale to jedno z czym borykam się już od 3 lat u obojga dzieci. Wszystko to spędza mi sen z powiek, bo jeśli oni nie mogą spać to ja też! Tak zwana transakcja wiązana.

Na jaką "chorobę" jest narażone twoje dziecko, idąc do przedszkola lub żłobka?

To może jest trywialne oraz banalne i odpowiedź niby nikogo nie zdziwi ,a jednak za mało się o tym mówi! Katar! Spędza sen z powiek naszym maluchom, a one nam. Uciążliwy i ciągnący się w nieskończoność. Chciałoby się rzec "katar to nie choroba" jasne, że nie. Jednak to jej “dobry” początek. Organizm daje znać, że coś się dzieje i tu drogi rodzicu zależy od Ciebie, jak zareagujesz.

Kiedy byłam mamą po raz pierwszy przejmowałam się wszystkim aż za nadto. Nie miałam doświadczenia i wolałam dmuchać na zimne, co powodowało natychmiastową wizytę u lekarza. Teraz już podchodzę do tego inaczej.

Mamy kilka odmian kataru. Tak najprościej ( i tu może być nawet chwilę wesoło): 
- przeźroczysty - początkowy, często występujący przy alergiach, ząbkowaniu - to znak, że coś się dzieje!
- zielony - kiedy organizm walczy z infekcją,
- żółty - kiedy organizm broni się przed wirusem,
- czerwony - kiedy naczynia w nosie zostaną uszkodzone,
- szary (czarny) - gdy nawdychamy się dużo kurzu.

Jeśli u naszego maluch pojawia się ten przeźroczysty, to jeszcze nie ma co wpadać w panikę.Warto mieć jednak na uwadze, że coś się dzieje i trzeba reagować. Im szybciej, tym lepiej.

Uwaga! Rodzicu, przeczytaj to kilka razy "katar to początek choroby". Jeśli zmieni kolor na zielony czy żółty, to absolutnie nie zaprowadzaj dziecka do przedszkola/żłobka. Rozumiem, że szef krzywo patrzy, ale twoje dziecko zaraża inne. Pomyśl sobie, że podczas takiej wizyty z zielono- żółtymi gilami po pas, zarazi kilkanaście innych. Tych dzieci rodzice też nie mają co zrobić! Również mają pracę, bo zapewne gdyby jej nie mieli, nie zaprowadzali by tam swoich maluchów. Woleliby ten czas spędzać razem na psotach, zabawach czy zwyczajnym nic nie robieniu. Pomyśl dwa razy, bo "jak Kuba bogu tak Bóg Kubie".  Postaw się na miejscu tamtych rodziców. Czy ty chciałbyś, aby Twoje dopiero co zdrowe dziecko zaraziło się od innego? Zapewne nie.

Katar, to początek choroby. Jeśli myślisz, że może "samo" przejdzie lub jakoś to będzie, to w 99% przypadkach muszę powiedzieć, że NIE. Dziecko porządnie się rozchoruje i zamiast 3 dni l4 weźmiesz 2 tygodnie. Niestety ta "choroba" jest nieuleczalna na stałe i katar powraca jak bumerang. Przez cały okres uczęszczania do placówek, więc drogi rodzicu zaopatrz się w sól morską, inhalator oraz inne cuda. Walcz!

środa, 9 sierpnia 2017

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

Nowa bryka dla przewoźnika! Czyli coś zupełnie nowego co od jakiegoś czasu zamieszkało u nas w domu. Jestem mamą dwóch aktywnych maluchów, które każdą możliwą chwilę spędzają na świeżym powietrzu. Okres wakacyjny, słońce i całe to piękno zachęca by aktywnie spędzić czas. Staram się dbać o ich rozwój fizyczny i motorykę dużą dlatego chętnie uczymy się z Jasiem nowych rzeczy.


Sztukę jeżdżenia na rowerze, gokardzie, jeździkach i innych cudach napędzanych nogami mamy już opanowane do perfekcji. Dlatego przyszła pora na coś całkiem innego, co porusza się dzięki wykorzystaniu małych rączek. Tak dokładnie rączek a nie nóg. Tym pojazdem jest TwistCar.

Co to jest TwistCar?

To pojazd napędzany ruchami kierownicy, z którym do tej pory mieliśmy kontakt tylko w tak zwanych "kinder planetach" lub innych tego typu tworach. Tam niestety był ograniczony plac, by móc sobie bez ograniczeń pojeździć i sprawdzić wszystkie jego możliwości. Od jakiegoś czasu TwistCar jest z nami i wywołał prawdziwą braterską sprzeczkę. Chłopcy musieli zmieniać się pierwszego dnia co kilka minut a na koniec jeździli na nim razem (oczywiście młodszy jako pasażer).

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

Jak działa TwistCar?

Jeździk jest napędzany za pomocą kierownicy, którą trzeba ruszać w prawo i w lewo. To bardzo proste! Wystarczy usiać na dosyć sporym siedzeniu, nogi umieścić na specjalnych matach z przodu, dzięki którym nie spadną i kręcić. Im szybciej to robimy tym szybciej jedziemy, oczywiście kierować też się da, ale wymaga to wszystko skupienia, sprawności fizycznej (wtedy ją ćwiczymy) i chęci do dobrej zabawy.

Dla kogo jest przeznaczony TwistCar.

Produkt jest przeznaczony dla dzieci powyżej 3 roku życia ale myślę, że 2,5 latki też sobie z nim śmiało poradzą. Chodzi o to by dziecko mogło pojąć zasady działania na, których opiera się jeździk.

Muszę przyznać, że nawet mój dosyć spory tyłek również zagościł na siedzeniu i próbowałam swoich sił, ponieważ wytrzymałość ma do 120 kg, a pomimo tego, że przybywa mnie ostatnio tu i ówdzie nadal jeszcze mi dużo brakuje do tej liczby. Kolorystyka jest duża, aż pięć pozycji do wyboru, nasz jest zielony (kolor nadzieli - wybrał Ł). TwistCar, to przede wszystkim świetna zabawa dla dzieci (i dorosłych też, jeśli nie przekraczają 120 kg) połączona z ruchem, zdobywaniem nowych umiejętności, doskonaleniem motoryki dużej i mnóstwem uśmiechu na twarzy.

Życzę udanej zabawy dla wszystkich dzieci, które tak jak moje chłopaki są walnymi elektronami, naładowanymi sporą dawką energii nie do wyczerpania. 

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

TwistCar - pojazd napędzany rękami!

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...