środa, 14 czerwca 2017

Niekiedy mam ochotę krzyczeć wniebogłosy.... jestem zmęczona. Wyznania matki.

Niekiedy mam ochotę krzyczeć wniebogłosy tak głośno jak tylko się da, niekiedy mam ochotę rzucić wszystko w diabły. Mam takie dni i nie wstydzę się ich, bo jestem zmęczona. Jedyne, na co mam ochotę to przewrócić się w tym miejscu, w którym stoję i tak sobie leżeć.


Niektórzy mogliby powiedzieć, że tak naprawdę czym nowoczesna, młoda matka może być zmęczona? Przecież dzieci chodzą do żłobka, a ja do pracy. Mam pralkę, która ciągle za mnie pierze, nie muszę biegać nad rzekę i popylać na tarce, czy przerzucać wszystko przez maglownicę. Zrezygnowałam z prasowania, bo nie mam do tego ani, talentu ani chęci, chyba że już naprawdę muszę np. koszulę na wielkie wyjście, to przeważnie robię wielkie smutne oczy do Ł, a kiedy ten numer nie przejdzie to działam sama. Posiadam odkurzacz, więc bieganie z miotłą jest naprawdę sporadyczne. W mojej kuchni zaraz obok ekspresu (bez kawy nie potrafię żyć, jest mi potrzebny jak powietrze) zaszczytne miejsce zajmuje zmywarka, więc chlapię się w wodzie z płynem tylko czasami, kiedy daną rzecz nie można do niej włożyć. W zimie nie muszę palić w piecu i odgrzewać mieszkania, bo wystarczy, że odkręcę pokrętło na kaloryferze i robi się przyjemnie ciepło. To dlaczego właściwie jestem niekiedy tak bardzo zmęczona? Podobno "siedzenie" w domu nie męczy. A jednak!

Dlaczego niekiedy bywam zmęczona:

- codziennie rano wyciągam moje dzieci z łóżek (poza weekendem wtedy wstają same i to bardzooo wcześnie) i szykuję je do żłobka. Rzadko ze mną współpracują, więc potem biegnę z językiem na brodzie do pracy,
- dzień w dzień odpowiadam na milion pytań "a dlaczego?",
- pertraktuję i negocjuję zjedzenie warzyw przez moje starsze dziecko, młodsze chyba nie jest jeszcze do końca świadome co je,
- od 4 lat praktycznie nie sypiam (naprawdę da się z tym żyć),
- moje mieszkanie przypomina sklep z zabawkami w czasie remanentu, panuje ciągły nieogar,
- jestem prawdziwym Sherlockiem Holmesem odnajdywania zgubionych smoczków, układanek i puzzli, tudzież innych cudów, o których przypomniało sobie akurat moje dziecko i jego życie skończy się jeśli tego nie dostanie,
- gotuję zdrowe obiady a moje dziecko dałoby się pokroić za jednego żelka,
- morduje się, by otworzyć tego przeklętego chupa chupsa,
- codziennie wychodzę na plac zabaw, by potem przyprowadzić dwa małe brudasy, którym widać tylko oczy,
- chowam słodycze w różne dziwne miejsca, po czym o nich zapominam,
- z literatury dla dorosłych czytam etykiety na produktach, bo tylko na to mam czas,
- leżę i czekam, kiedy moje dziecko zaśnie, bo mnie potrzebuje a ja nie chce żeby czuło się źle,
- w sklepie przechodząc koło działu z zabawkami modlę się o to by nie było histerii,
- całuję każde, otarcie, stłuczenia, niewidzialne ugryzienia i inne "bolące" cuda, jeśli jest to coś poważniejszego dodatkowo jeszcze "o jojuje" o jojane mniej boli,
- codziennie odgrywam przeróżne role  jak np. kapitana Haka, psa, konia, potwora, ziemniaka itp.,
- daje się naciągnąć na dodatkową posypkę w lodziarni,
- robię zdjęcia, ale nie sobie tylko takiej mojej męskiej trzyosobowej bandzie (czyli Jasiowi, Stasiowi o i Ł), ufff... że od czasu do czasu chodzimy do fotografa, to moje dzieci będą wiedziały jak matka kiedyś wyglądała,
- robię zakupy, a i tak potem biegnę po jajko do sąsiadki lub studentów mieszkających obok,
- dojadam po dzieciach, bo szkoda mi marnować jedzenia, a potem narzekam, że mogłoby mnie być mniej,
- traktuje wypad w samotności do spożywczaka jak małe wakacje, bo wtedy nie muszę sprawdzać, przy której kasie nie ma słodyczy,
- tysiąc razy przybiegam z pomocą, kiedy słyszę słowo "mamo",
- śpiewam dziecięce piosenki i przez pół dnia potrafię słuchać "kosmiczną żabkę", bo uwielbia ją mój młodszy Staś,
- kilka razy w tygodniu "rujnuje" życie mojemu dziecku nie pozwalając mu chodzić 24h w tej samej koszulce, podając obiad nie na tym talerzu, o którym właśnie sobie pomyślał, lub nie ten kolor słomki do jogurtu i muszę z tym  żyć,
- w nocy przykrywam moje dzieci 100 razy, a i tak rano są odkryte i zimne, jak sopel lodu,
- tule, całuje, głaszczę i staram się być dla nich, zanim urosną i pójdą zdobywać świat beze mnie. 

Niekiedy mam takie dni, że spoglądam na zegarek i z utęsknieniem wyczekuje godziny 20,
wtedy zasypia Staś a następne 21, bo to godzina spania Jasia. Moje mieszkanie nie wygląda jak to w kolorowych gazetach, otacza nas codzienny chaos. Jednak nigdy nie zmieniłabym mojego życia na inne, uwielbiam moich łobuzów, choć niekiedy mam ochotę wysłać ich w kosmos na małą  wycieczkę. 

Kiedyś będę miała wszytko poukładane, ciszę, spokój i mnóstwo czasu dla siebie. Będę bardzo tęsknić do tego czasu kiedy jadłam na akord i piłam zimną kawę, kiedy lepkie ręce wycierały się w moją bluzkę, a wszędzie słychać było tupot małych stóp. Ten post jest do Was mamy, które wymagają od siebie zbyt wiele, które myślą, że sobie nie radzą, mają za złe, że są zmęczone i potrafią spać w najróżniejszych pozycjach, jeśli nadarzy się akurat okazja. Ja też nie zawsze sobie ze wszystkim radzę, jestem nieidealna, ale szczęśliwa i często przymykam oko by cieszyć się chwilą, bo ona tak szybko mija. 

Dzieciństwo naszych dzieci minie zanim zdążysz wypić ciepłą kawę.

4 komentarze:

  1. Pieknie napisane-tez zawsze łapie garściami te moje dni codzienne z dziewczynkami-wiem ze to minie ,to tylko etap w naszym i dzieci zyciu wiec cieszmy sie co mamy -ze mamy dla kogo obiad zrobić,prać czy przylulac bo przyjdzie dzien ze ta cisza ktora bedzie w domu bedzie nas bardzo bolała💓Bądźmy z dziecmi na 100%jesli tylko mamy możliwość💓

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci zmieniają się z dnia na dzień, dorastają zbyt szybko .... wiem, że przyjdzie taki czas kiedy Ja już nie będę na pierwszym miejscu :) ale teraz cieszę się chwilą <3

      Usuń
  2. I ja mam czasem dość, ale uśmiech wszystko wynagradza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana z Ciebie Mama :) Jeszcze 'parę' lat i role się odwrócą :) Pozdrawiam baaardzo

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...