niedziela, 21 grudnia 2014

Choinkowo.... coraz bliżej świtęta !

Wczoraj wybraliśmy się na polowanie choinki, powiem wam, że wcale nie było łatwo. Stoisk dużo ale żadna nie podobała nam się. Szukaliśmy, szukaliśmy miała być taka mniejsza mająca z 1 metr. Jak wiadomo założenia i plany nie zawsze pokrywają się z efektem, więc nasze drzewko ma jakieś 1,5 meta!
Zdecydowaliśmy się na żywą ze względu na niepowtarzany śliczny zapach który wypełnia nasze całe mieszkanie ! (choć Ł stwierdził, że zapach choinki kojarzy mu się nie tylko ze świętami ale niestety z pogrzebem też ;p)
Kiedy Jaśko już śnił o suchych pampersach i pysznym mleku, zabraliśmy się do przystrajania. Jest to moja ulubiona cześć która sprawia mi wielką radość i przyjemność, już od dziecka zawsze czekałam na ten moment. Nigdy nie czekałam ze to na moment rozbierania, pakowania ozdób i sprzątania.... wszelkimi sposobami trzeba było się wykręcić.
Dzisiaj rano (niestety było przez 7) kiedy Jaśko się obudził zauważył, że coś się świeci w drugim pokoju i od razu popędził na czworaka. Kiedy wpełzł do pokoju morda mu się cieszyła od ucha d ucha, nastąpiła wielka fascynacja. Matka była przekonana, że największą furorę zrobią światełka, ale nie...... pierwsze poszły w obrót gałązki dotykał i urywał igiełki. Także oświadczam ten, tego tamtego po niespełna  dniu moja choinka już gubi igiełki ... może gubi nie jest najlepszym określeniem, traci będzie na miejscu. Następnie na radarze pojawiła się babką, ale stanowczo dałam do zrozumienia, że nie wolno, więc zadowolił się drewniana ozdobą którą udało mu się upolować. Serce się rozpływa kiedy mogę to wszystko oglądać, widzieć to zdziwienie, fascynację, ciekawość, szczęście. To będą nasze 1 święta i na pamiątkę udało mi się kupić 3 dzwoneczki z naszymi imionami. Zresztą sami oceńcie nasze dzieło, poniżej trochę zdjęć.
Podoba się ?



sobota, 13 grudnia 2014

Krzesełko do karmienia.

Krzesełko do karmienia, niby taka oczywista sprawa a jednak okazało się to mega wyzwanie.
Pierwsza rzecz na jaką zwróciłam uwagę to, że rozpiętość cenowa jest naprawdę duża.
A jak to zrobić, żeby nie wydać fortuny, a mieć coś dobrego, trwałego, godnego polecenia ?
Szukałam, oglądałam, myślałam, zastanawiałam się i dokonałam wyboru!
Krzesełko  do karmienia LAMBDA, które jest przeznaczone dla dzieci od 6 m-c życia.
Wykonane w całości z drewna i to nie, byle jakiego, ale bardzo trwałego bukowego - tak więc, jeśli planujecie więcej pociech, to przetrwa nawet małego rozbójnika.
Krzesło rośnie wraz z maluchem, bardzo łatwo można zmienić poziom siedzenia i podnóżka. Odbywa się to bez użycia jakichkolwiek narzędzi, wyciągasz i wkładasz na zasadzie kliknięcia, ot taki psikus.
Kwesta bezpieczeństwa rozwiązana jest bardzo fajnie, mamy do wyboru 2 zabezpieczenia. Krzesło wyposażone jest w 5 punktowe pasy bezpieczeństwa i pałąk, oczywiście nie musimy korzystać ze wszystkiego jeśli nie chcemy, bo wszystko jest bardzo łatwo demontowane. 
Tackę można w kolejnych etapach rozwoju malca wymontować całkowicie i może służyć jako krzesełko do normalnego stołu lub do biurka. Dorośli również mogą go używać, ponieważ siedzisko jest szerokie i spokojnie po zdemontowaniu tacki i pałąka możemy na nim siedzieć.
Ale jest też minus, taca przednia w krzesełku jest przykręcona na stałe i nie da jej się łatwo i bez narzędziownio ściągnąć, żeby posadzić dziecia w nim. Ja mojego szkraba wsadzam od góry. Nie jest to dla mnie jakoś specjalnie uciążliwe ale jednak wolałabym aby tacka była opinana. Tackę za to łatwo można przełożyć na tył krzesełka jeśli nie jest akurat potrzebna. Jej plusem jest to, że jest zakończona wyższym rantem co chroni po części chociaż jedzenie przed wylądowaniem na naszej podłodze.
Normalnie w zestawie nie ma dołączonej żadnej mięciutkiej wyściółki, trzeba ją zakupić osobno. My swoją dostaliśmy w prezencie, jest świetna! Zrobiona z przyjemnej w dotyku, zmywalnej tkaniny i bardzo łatwo się ją mocuje. Polecam.
Jeśli macie jakieś zapytania donośnie użytkowania to chętnie odpowiem.

Dane techniczne:
Wymiary: 49 x 51 x 85 cm
Waga: 7,5 kg

My swoje kupiliśmy na allegro TU- polecam bo szybka przesyłka i super obsługa.
A teraz mały model na swoim tronie :)








środa, 3 grudnia 2014

Zimowo - chorobowo. Wspomagaczo-dopalacze !

U nas za oknem szaro buro, wieje i ogólnie już trudno przypomnieć sobie lato... eh....
No, ale cóż trzeba się zderzyć z brutalną rzeczywistością, że będzie tylko gorzej.
Tak, więc ze względu na warunki atmosferyczne będzie łatwo o problemy zdrowotne które u nas aktualnie trwają.
I jeszcze ja Matka karmiąca z "biustem w dzierżawie" u Jaśka, za dużego pola manewru tabletkowego nie mam.
My antybiotykom raczej mówimy NIE, jest to ostateczność, jak już nie ma wyjścia, tak więc trzeba sięgać bo bardziej alternatywne, sprawdzone przez dekady czasu sposoby.
Jak czujemy się "nie wyraźnie" od razu działamy.
U nas świetnie się sprawdza herbata z prawdziwym miodem z pasieki i cytrynką (pamiętajmy, że żeby to miało jakieś walory lecznicze nigdy nie dodajemy miodu do gorącej herbaty).
Następnym pysznym napojem jest również herbata, ale z dodatkiem soku z malin - najlepiej takim własnej produkcji ( u nas spory zapas już leżakuje ). Zdrowe i jeszcze świetnie smakuje !
Następny pitny specyfik jest pewnie każdemu znany, jest to mleko z czosnkiem i miodem, jest świetny pomimo efektu ubocznego w postaci zabójczego oddechu, dlatego Ja preferuje go wieczorem kiedy wiem, że już nikt nas nie odwiedzi. Zawsze mi babcia mówiła, że trzeba zjeść natkę pietruszki to zniweluje wyziew czosnkowy, ale na mnie to raczej nie działa dalej czuć :).
Profilaktycznie 1 ząbek czosnku załatwi wszystko - sprawdzone przez dziadków ;). Tylko ilu jest śmiałków do codziennego zażywania i ponoszenia skutków specyficznego zapachu, który się od nas wydziela ?
A na ból głowy dobrze jest zrobić sobie kompres z dodatkiem olejku rozmarynowego lub miętowego oraz masaż skroni.
Nasze domowe mikstury na kaszel.
Pierwsza:
syrop z jednej cytryny wyciskamy sok i dodajemy 8 ząbków czosnku. Do tego jedna i jedna czwarta szklanki przegotowanej wody. Miksturę przelewamy do ciemnej butelki i odstawiamy na 2-3 dni. Dawkowanie: dorośli 2-3 razy dziennie po 1 łyżeczce, dzieciaczki po 1 łyżeczce.
Druga:
Syrop z cebuli, który jest uwielbiany przez mojego męża, zawsze go we mnie wmusza.
Tak, więc bierzemy cebulę kroimy w drobną kostkę i zalewamy miodem lub zasypujemy cukrem. Przygotowany specyfik odkładamy w ciemne miejsce na 2-3 dni.  My jemy 1 łyżeczkę do 3 razy dziennie.
Oczywiście dobrze jest też się zawsze położyć i odpocząć w spokoju - ale bądźmy realistami jako Matka wiem, że to niemożliwe. Sen jest dla mnie dobrem luksusowym, do którego dostęp jest mocno ograniczony.
Mam jeszcze fajny gadżet dla maluchów i nie tylko, jest to misiek który robi za termofor. Nie jest on jednak wypełniany gorącą wodą. Takiego miśka wkładamy (tu pewnie wielkie będzie zaskoczenie) do mikrofalówki i po kilku minutach jest cieplusi.  No i super można go tulić bo jest milusi i jeszcze nas grzeje, ale o nim już jakiś czas temu Wam pisałam.

 
Tak więc to takie nasze SOS pomocowe które pomaga nam przetrwać.
Podzielcie się swoimi sposobami, im ich więcej tym większa szansa na pomoc bez tabletkową.
Pozdrawiam Was gorąco !







niedziela, 30 listopada 2014

Konkurs

Kochani u nas jak wiecie chorobowo, ale mam coś super dla Was!
Ogłaszam, że właśnie teraz w tej godzinie, minucie, sekundzie zaczynamy KONKURS.
I mam super nagrody.
Do wygrania cudna mięciutka, milutka chustka pod szyję z minki i bawełny, która będzie chronić waszego malucha przed zimnem, pluchą i zawieruchom. A takie cuda i inne robi Art - Natalieee i warto zajrzeć i zobaczyć te wspaniałości.
A ode mnie jak zwykle, mamy przypinki które ozdobić mogą wszytko co sobie tylko wymyślicie np. wózek, plecak, torebkę, worek na kapcioszki itp., kombinacji jest mnóstwo.
Sami w końcu najlepiej wiecie, jak nosić je chcecie.
A wystarczy tak niewiele żeby zdobyć nagrody.
- polubić nasz fb Po drugiej stronie Brzucha
- polubić wspaniałą Art - Natalieee
- polubić i udostępnić plakat konkursowy na swoim FB ( publicznie), 
- w komentarzu na FB wybrać nagrodę o którą chcecie zawalczyć, 
- zaprosić do zabawy 1 osobę ( musi być podświetlona). 
Konkurs trwa 2 tygodnie od dziś, a zwycięzców będzie dwóch.  

Wszystkim życzę wygranej i niech szczęście będzie z WAMI!! 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Dietetyczne Rewolucje, czyli Mamy czas na zdrowie. Warsztaty 15.11.2014.

W sobotę  miałam przyjemność uczestniczenia w warsztatach organizowanych przez Mamy czas na zdrowie, firmę Oleofarm i Hotel Art.
Rozpoczęliśmy częścią merytoryczną, porządny zastrzyk wiedzy, który przekazała nam Pani Dietetyk, tak wiec jestem już Panią mądralińską prawie wszystko wiedzącą hahahahahaha... A tak serio, to dowiedziałam się wielu przydatnych rzeczy dotyczących wprowadzania pokarmów: jak, gdzie kiedy? Wiele przydatnych wskazówek odnośnie mądrego dobierania składników do przygotowywania posiłków dla całej rodziny.
Następnie była część praktyczna, pokazowa.
Parę pomysłowych past przygotował na naszych oczach szef kuchni hotelu i muszę przyznać, że bardzo mi zasmakowało. Pycha!
Najlepszą i najfajniejszą część nazwałabym "radosna twórczość". Uczestnicy spotkania przygotowywali sami różnego rodzaju pasty, kanapki i sałatki ze wspaniałości, które tam czekały na suto zastawionych stołach.
Wszystko wyglądało kolorowo i apetycznie, a ja stworzyłam sałatkę. W skład mego dzieła wchodził: kurczak, fasola, różnego rodzaju sałaty, botwina, oliwki, słoneczniki, pomidorki koktajlowe i wspaniały odkryty tam olej dyniowy z "oleje świata". Zakochałam się w tym oleju i na dobre zagości on u mnie w kuchni a możecie zobaczyć i kupić go tutaj.
No koniec, po prostu skonsumowaliśmy wszystkie te wcześniej przygotowane pyszności i nic się nie zmarnowało. 
Dodatkowo panowała przyjazna i miła atmosfera, poznałam kilka bardzo fajnych mam oraz miałam możliwość degustacji super zdrowych 100% soków wyprodukowanych przez firmę Oleofarm.
Jeżeli w waszym mieście odbywają się takie warsztaty, to zachęcam do udziału, a jeśli jesteście głodni wiedzy lub szukacie inspiracji na temat zdrowego jedzenia polecam odwiedzenie strony internetowej tutaj i fb tutaj.



 Moje dzieło :)




A teraz na koniec dla zniecierpliwionych, wyniki konkursu.
Lista zwycięzców:
1. Czapa od Hand Made Szydełko poleci do Patrycja Kamińska-Mąka
2. Podusia od SWETT BABY do Barbara Siwek
3. Zestaw przypinek numer 1 do Ada Cichecka Dudłak

Na zgłoszenia czekam do 21.11.2014 po tym czasie wylosujemy nowych zwycięzców.  


 

środa, 12 listopada 2014

Rozgrzewający misiek.

Chciałam wam przedstawić super GADŻET!!!
Jeśli nie lubicie chłodu i zimna tylko przyjemne ciepło i potrzebujecie, żeby czasem się ogrzać pomóc może wam w tym pewien mały biały polarny niedźwiadek.
Jest on bardzo urokliwy i ma mięciutką sierść.
Jest świetną alternatywą dla zwykłych, prostych termoforów.
Misiem można się normalnie bawić, a jak chcesz żeby was rozgrzewał, to wsadzasz na kilka minut do mikrofalówki i gotowe! Jest, to proste jak odgrzanie zimnego obiadu.
Ciepło utrzymuje się do 2 godzin i dodatkowo pachnie lawędowo.
Misiek podbił nasze serca jak tylko do nas przybył.  Mamuśka lubi się nim rozgrzewać, ogrzewać, nagrzewać itp. ;p
Zachęcam was do jego kupna, jeśli lubicie takie gadżety.
W asortymencie znajdują się też inne zwierzaki, jeśli ktoś ma jakieś awersje do np. misiów polarnych ;).
Dostaliśmy w prezencie od rodzinki i się chwalimy.





niedziela, 26 października 2014

Zimowa stylówka Jaśka.

 Aaaaaaaaa ....zimno!!!
Za oknem zrobiło się zimno i wietrznie. Już z utęsknieniem wyczekuje cieplejszych dni.
Ale puki co musimy przetrwać te chłody i w czymś grzać nasze tyłeczki.
My uzupełniamy naszą garderobę i się wam chwalimy co będzie nosił Jaśko tej zimy!
I tak na pierwszy ogień idzie kombinezon który upolowaliśmy w Lidlu, i muszę się przyznać, że jest super i jesteśmy z niego mega zadowoleni. Chodź żeby go zdobyć musiałam wstać wcześnie i o 7:50 stać i czekać na otwarcie - było warto.
Następnie dokupiliśmy jeszcze kilka rzeczy z H&M bo lubimy ciuszki z tej firmy. Między innymi mamy bluzę z miki którą wszystkim polecam jest mięciutka, cieplutka i po prostu urocza. Zakupiliśmy także odświętne body co by się odpowiednio prezentować na wszelakich uroczystościach - tak więc wersja Jaśko elegant już dostępna.
Ogólnie bardzo lubimy wszystko co jest, milutkie, cieplutkie i kolorowe.
Jak Wam się podobają ?
Kombinezon Lidl. 
Ciuszki z H&M.

niedziela, 19 października 2014

Come back praco! Jutro wielki dzień.

Jutro kończę urlop macierzyński i wracam do pracy.
Przeszłam już badania lekarskie i podobano nadaje się, tak przynajmniej napisano na zaświadczeniu.
Był, to niezwykły i magiczny czas oraz jeden z najwspanialszych etapów mojego życia. Niezwykła bliskość z dzieckiem oraz dzielenie się z, nim każdą chwilą.
Uświadomiłam sobie, jak czas szybko płynie, przecież dopiero co sprzedawał mi kopniaki w brzuchu, a tu już musimy się rozdzielić.
Na pewno będzie mi brakować naszych poranków w łóżku. Ja za wszelką cenę próbująca zdrzemnąć się jeszcze 15 minutek, Jaśko szalejący już z naładowanymi bateriami na fulll...., to ciągnie mnie za włosy, to wkłada mi palce do nosa, ciągnie za ucho. Podsumowując krótko robi wszystko bym już się z, nim bawiła.
Z wielkim żalem myślę o chwilach, które mnie niestety miną, że niektóre rzeczy będę znała tylko z opowieści. Chciałbym zawsze być obok niego, ale wiem, że to nie możliwe.
Zadaje sobie pytanie: Czy jakoś dam sobie radę i się ogarnę ?
Czy mój mózg jeszcze całkowicie nie zardzewiał ?
Hmm...... ostatnio moje rozmowy ograniczały się przez dłuższy czas do monologów, teraz mój rozmówca często odpowiada mi, jednak są to dźwięki w stylu:
- mamamamamama
- tatatatatata
-gagagagaga
-dadadadadad itp.

Moje zdolności organizacyjne będą musiały ewoluować na całkiem nieznany mi level, dom - żłobek - praca, praca- żłobek -dom, i to tak żeby było na czas!
Czy po miesiącu będę musiała wysłać sms, żeby się dostać do programu Perfekcyjna Pani domu ?
To się pewnie okaże po najbliższych tygodniach.
Na bloga zawsze znajdę czas muszę się gdzieś wyżyć emocjonalnie i myślowo przecież. 
Czy któraś z Was wie jak z 24h zrobić 48 ? Jeśli ktoś zna ten migaczy sposób poproszę o pilny kontakt, ta wiedza będzie mi potrzebna na 1000%.

Pozwólcie, że przytoczę tu cytat z książki "Zła Matka"który świetnie wszystko podsumowuj:
"warto być matką, która zachwyca się tym, kim jest jej dziecko. Matką, która mniej czasu poświęca na martwienie się tym, co może się wydarzyć albo co już się stało, a więcej na cieszenie się chwilą. Matką, która nie obawia się potknięć i zaniedbań. Matką, która nie przejmuje się tak bardzo, czy będzie dobra czy zła, ale wie, ze jest taka i taka. Matką, która robi co w jej mocy, i wie, że to zupełnie wystarczy, nawet jeśli ostatecznie to, co w jej mocy, okazuje się tylko niezłe”. 


 Dobra teraz prośba do Was. Proszę grzecznie o trzymanie mocno kciuków, aby się szybko wszystko poukładało i zorganizowało oby jutrzejszy dzień był super.

 Poniżej ja i mój mały Mr. Boom!!! Kocham go jak z stąd do księżyca ;p



piątek, 17 października 2014

Sernik

Jadąc w odwiedziny, w rodzinne strony zrobiłam ciasto, które jest przez wszystkich uwielbiane, zwie się sernik. Jest, to moje popisowe cisto.
I tak co, by nie być samolubem, zdradzę wam recepturę na te pychotki.

Tajny przepis to:
- 1 kg sera mielonego - i tu konieczny jest zakup sera "Mój ulubiony Wieluń". Uwierzcie mi testowałam już inne i nie wychodzi taki pyszny. Jak nie ma w wiaderkach to kupuje go w mniejszych opakowaniach po 450g, bo można go tez do kanapek używać.
- 15 dag masła
- 1 niepełna szklanka cukru
- duże opakowanie cukru waniliowego
- opakowanie budyniu waniliowego
- starta skórka z 2 cytryn
- 5 lub 6 jajek
- płatki migdałowe
- 1/5 szklanki kaszy manny
- łyżeczka proszku do pieczenia
 
Zaczynamy od przygotowania foremki. Tortownicę 24 cm wypełniamy pergaminem do pieczenia. Ja używam kwadratowej.
I zabieramy się za ciasto!
Białka ubić na sztywno. Masło zmiksować z cukrem (cukrem waniliowym też) i żółtkami. Dodać budyń wraz z proszkiem do pieczenia. Oczywiście, wymieszać to.
Następnie wrzucamy do tego twaróg, potem kaszę mannę i miksujemy. Żeby pięknie pachniało dodajemy startą skórkę z cytryn.
Na końcu delikatnie wmieszać łyżką ubite białka i dodać płatki migdałowe.
Pamiętajmy, że białka jak dodajemy i mieszamy zawsze od dołu do góry łyżką to ,wtedy ciasto jest bardziej napowietrzone i ładnie wyrasta. 
Teraz dane techniczne:
Piekarnik temp. 175'C i pieczemy przez około godzinę.
Studzimy w uchylonym piekarniku.
Ja jeszcze daję na wierzch polewę czekoladową, bo jak się tuczyć, to na całego. 
Smacznego!

środa, 15 października 2014

Metamofroza Wierzbicki&Schmidt

Już od jakiegoś czasu chciałam się dostać na taką metamorfozę, ale jakoś zawszę się spóźniałam i nie udawało się. Nie poddając się i trzymając się pozytywnych myśli o sukcesie w końcu dowiaduję się będę szła ! Co prawda była, to szybka akcja, bo dowiedziałam się dzień przed terminem spotkania. Początkowa euforia, ewaluowała  w milion rożnych uczyć, radość, ciekawość, błogość, ekscytacja, strach, niepewność.... taki koktajl Mołotowa. Po tym wszystkim nie mogłam usnąć i rano czułam się, jak bym nie wstała, a zmartwychwstała! Czyli na wyjście koniecznie makeup, zaszpachlujemy co nieco zmęczenie i będzie GIT.
I tak przeważnie taka metamorfoza odbywa się w jeden dzień, cięcie + farbowanie, ale akurat w moim przypadku miało być na raty tak więc, worek 14.10.14 i środa 15.10.14. Oczywiście, nie wybrzydzamy i szykujemy się na przygodę.
Myślicie sobie: Czy ona się nie boi ?
Hmmmm.... przyznam się, że jasne! Zawsze mogę wyjść z tęczą na głowie i irokezem ale myślę, że to już by był hardkor. Jedno wiem na pewno, włosy nie ręce, odrosną.
I tak oto wyszykowałam się, tak by było wygodnie i zmierzam do jaskini lawa, a nie, nie, nie, nie lwa tylko fryzjera hihi...
Na miejscu okazało się że, jednak coś im się pomyliło i będę obsłużona kompleksowo za jednym zamachem! Atmosfera tam jest przyjazna, a Panowie Wierzbicki&Schmidt są normalni i całkiem spoko. Potrafią doradzić i przede wszystkim przekonać.
Po pytaniu o moje preferencje usłyszeli ode mnie:
- proszę żebym mogła je jeszcze związać i tylko nie czarne!
Moja prośba został pozytywnie rozpatrzona. 
Cała przemiana w moim przypadku odbyła się troszkę tajemniczo, bo do końca nie wiedziałam jak to będzie wyglądać na finiszu. Wiedziałam, że będzie coś z brązem i rudym... miedzianym ? Ale tych odcieni jest przecież jak grzybów po deszczu. Wypowiadane koło mnie zdania niewiele mi mówiły było, to coś w stylu:
- kolor 6.1, czy raczej coś z 5 ?
Brzmiało jak typowanie liczb w totka.
Mycie głowy było, po prostu zjawiskowe, Pani tak dobrze masowała, że w ogóle nie chciałam schodzić, mogła by ze mną zamieszkać i codziennie mnie tak rozpieszczać.
Jak zaczęły lecieć moje włoski troszkę miałam pietra, czy coś zostanie na koniec i Jasio jeszcze będzie miał co szarpać.
Uwaga, uwaga, po pięciu i pół godzinie nastąpił koniec mojej przemiany. I uwierzcie mi od siedzenia dupa bolała niesamowicie, choć starałam się wykorzystać każdą chwilę, żeby chodzić, stać i rozprostować nogi.
Cała przygoda mega pozytywna, było miło z dreszczykiem emocji. 
Tak naprawdę fryzura przejdzie test jutro, jak umyję głowę i już żaden miły fryzjer mi jej nie ułoży.
Na pewno za kilka m-c jak moja wełna na głowie odrośnie, będę znów się starać aby móc tam pójść i spędzić miło czas.
Poniżej zdjęcie przed i po.
Jakość hmmmm.... beznadziejna, bo Ł. nie naładował baterii do aparatu, człowiek może prosić, prosić i się nie doprosić. Na reklamację odsyłam do Ł.
Przed.
W trakcie.
 
 Po metamorfozie.





wtorek, 7 października 2014

Wyobrażenia kontra real


Kiedy jesteś w ciąży, wyobrażasz sobie chwile gdy już Twoje maleństwo będzie na świecie razem z Tobą. Jak będziesz się nim opiekować, przytulać, ubierać. Myślisz sobie jak ślicznie będzie wyglądać w tych wszystkich malutkich ciuszkach które dla niego kompletowałaś.
Jak widzisz wózek z niemowlakiem, to jeszcze bardziej wyczekujesz tej chwili a w myślach już widzisz jak prowadzisz swój własny dyliżans z maluchem. Czy tak nie jest? W naszej wyobraźni zawsze widzimy tylko takie same sielskie momenty.
Bo kto sobie wyobraża jak będzie przebierał kupę która wyszła bokiem i plecami ? Czy jest ktoś kto w ciąży przed snem myślał jak to będzie wstawać w pierwszych tygodniach co 2 h na karmienie i przewijanie ? Nieprzespane noce, zmęczenie… pranie to niekończąca się opowieść (prasowanie też). Zresztą po porodzie nie czujesz się jak nowo narodzona, tylko wykończona. Ja czułam się jak bym z zmartwychwstała ;).
Ale wiecie co, po prawie 9 m-c z moim maluchem mogę powiedzieć wszystkim i każdemu z osobna. Nie marzyłam o tych rzeczach, raczej o sielskich spacerach i przytulaskach z maluchem i wszystkim tym co wymieniłam na początku.
Te wszystkie czynności powyżej, oprócz dużego wysiłku który musiałam w nie włożyć dały mi niesamowitą radość, bliskość, wiele wspaniałych nowych uczuć. Nauczyłam się całkiem nowego rodzaju miłości do drugiej osoby, całkiem nowego strachu, leku. Nauczyłam się cierpliwości i wytrwałości, bardzo dużej odpowiedzialności. Potrafię całkiem inaczej spojrzeć na otaczający mnie świat a moja hierarchia potrzeb przewróciła się do góry nogami
Te wszystkie nowe rzeczy o których nie marzyłam ale nadeszły mogę powiedzieć z ręką na sercu są PIĘKNE w tym, że są. Jestem szczęśliwa że mogę pokazać mu świat, prowadzić go przez życie, pomagać, wspierać.
Życie dało mi wielkie wyzwanie, a raczej dało mi nowe życie które dopiero się zaczęło, a ja mogę stać na straży i pomagać ile tylko będę potrafiła.
Ten moment kiedy rodzi się dziecko i czekasz na płacz, wydawało mi się, że to trwało wieczność i nagle jest… zapłakał a Ja stałam się najszczęśliwszą już nie kobietą ale MATKĄ na świecie. Kiedy zbliżyli go do mojej twarzy moje serce należało już tylko do niego.
Niestety musiałam troszkę się naczekać zanim dane było mi przeżyć cud, jakim jest urodzenie dziecka.
Teraz kiedy już jest ze mną doceniam każdą chwilę i nie zmieniłabym niczego. Właśnie sobie smacznie  śpi i mam nadzieję, że śnią mu się same milusie i puchate rzeczy.
Jaśko jest całym moim światem, powerem na każdy dzień i nie zmieniłabym niczego.
Jak ja kiedyś mogłam żyć bez niego ? No powiedzcie jak ?




czwartek, 25 września 2014

Nasza czwarta rocznica ślubu.

Hm... znalazłam różne określenia na ten dzień rocznica: kwiatowa lub owocowa (spotykana jest też nazwa jedwabna).
Czas płynie szybko no trudno uwierzyć ale tak minęło właśnie 4 lata od tego dnia kiedy to powiedzieliśmy sobie "TAK"
Do dziś pamiętam jak bardzo się stresowałam, nerwy, szczęście, ekscytacja ... wszystkie uczucia na raz. Dziś wspominam ten dzień i robi mi się ciepło na sercu.
Oczywiście nasze życie od tego czasu zmieniło się o 360 stopni !
Wiec powspominajmy ;)
Najpierw nasz dzień 25.09.2010 



Rok 2011
 Rok 2012

                                               Rok 2013 - Jaśko już siedzi grzecznie w brzuszku
Szczęśliwy 2014 - Styczeń Jaśko ma 11 dni
Tutaj już ma 4,5 m-c ;)

                                                                      I oczywiście nasze wakacje
                                                                              Pozdrawiam !!!!!!!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...