sobota, 20 września 2014

Żłobkowo - piwresze starcie z Paniami.

I znów będzie Żłobkowo.
Tak więc mamy za sobą pierwszą nieprzyjemną sytuację. Ostatnio w czwartek Jasio poszedł do Żłobka tylko na 3 h ( normalnie to 5h już zostaje), bo potem mieliśmy ćwiczenia, a nie chciałam żeby się odzwyczajał. I tak rano udało mi się bo Ł. zawiózł małego i miałam poranek w piżamie, plus herbata, potem kawa eh.... sielanka. Dzień zapowiadał się fantastycznie !
Po minionych 3 h, mamuśka już się ogarnęła i jak zwykle leci uskrzydlona po swoje maleństwo. Jaśko zostaje przyniesiony, ze skwaszoną miną i taki jakiś mega smutny. No i co myślę ? No kurcze, no przecież nie musi być przez 99,99% czasu happy. Nawet go nie przebieram tylko zarzucam bluzę i pędem do Tatuśka, bo ciasto w piekarniku się piecze. Po drodze było troszkę stękania i no... to co zawsze po tym następuję ...kupa! Wiec parkujemy w przedpokoju, wyciągamy śmierdziela i niestety Ł nie dał się skusić na przebieranie, więc zabieram się do operacji.
Jak zwykle mały wierci się jak opętany. Jest kupa ? Jest impreza ;D Proszę o pomoc  Ł. w przytrzymaniu go i nagle kiedy już tam wszystko powycierałam, zwraca mi uwagę. Popatrz co tu ma? No i trzeba było nie pić kawy, bo ciśnienie skoczyło do górnej granicy. Pod pupką wielkie grube i czerwone zadrapanie !!! Tak więc cała w nerwach, bo co trzeba zrobić żeby takie zadrapanie duże powstało?
Może też było by inaczej, gdyby ktoś coś mi powiedział oddając małego, że no nie wiem nastąpiła taka a nie inna sytuacja, a tu nic.
Zrobiłam zdjęcie tej rany telefonem i w piątek idę go oddać. Wcześniej Ł. znając mój charakter prosi żebym była miła na ile tylko będę mogła i spokojnie podeszła do sprawy. Powiedziałam, że się postaram ;). No bo jak to mam się nic nie odezwać !
Rano dotarliśmy do Żłobka, przebrałam go i akurat było jeszcze kliku rodziców którzy przyszli zostawić swoje bąble. Wychodzi Pani ( kurcze peszek akurat ta która lubię najbardziej i tak najmilsza) prosi o małego.  Odpowiadam, że jeszcze chwila bo mam sprawę. Pierwsze moje pytanie to która z Pań nosi długie paznokcie? Pani od razu zmieszana mówi, że wszystkie mają wypiłowane..... szkoda, że się nie pokazały z rękami bo jak było zebranie to widziałam całkiem niezłe okazy u niektórych. No to telefon naszykowany, bach zdjęcie i mówię, że wczoraj odebrałam dziecko po 3 h i proszę zobaczyć jaką ma ranę pod pupką. Na to ona, że może to jakieś dziecko zrobiło, no ona nie wiem. Ja się pytam jak inne dziecko mogło to zrobić w takim miejscu i żeby to tak wyglądało? Przyznała, że mam racę w takim miejscu to nie. Ona to sprawdzi (ale niby co sprawdzi ?), nie wie nic, bo nic nie widziała. To biorę małego podaje jej i mówię "mam nadzieję, że dzisiaj odbiorę go bez żadnych niespodzianek". Pani czerwona odpowiada UWAGA: no nic nie mogę obiecać. No i "cycki mi opadły".
W pomieszczeniu cisza, że muchę by słychać było wszyscy rodzice słuchają ( może też zaczną bardziej się maluchom przyglądać).
Wczoraj mieliśmy wizytę u naszej wspaniałej pediatry, bilans na 8 m-c. Idę po małego aby go odebrać, już naszykowana żeby od razu jechać na wizytę. Przygotowana bojowo bo wiedziałam, że zaskoczyłam rano Panią w Żłobku i teraz już po wielkiej dyskusji ze wszystkimi koleżankami będzie odwet. I tak miałam rację !!!!
Przynosi małego i zaczyna się "w związku z poranną sytuacją, chciałabym żeby Pani oglądnęła małego dla mojego spokoju ducha, żeby potem nie było jakiś zarzutów" JA na to, że się spieszę nie będę teraz robić inspekcji a ta rana powstało u Państwa. Mówię, że muszę zareagować bo Jaśko jest za mały żeby mi cokolwiek powiedzieć co się dzieje, a w sumie jak by nawet mógł to i tak dzieci mówią różne rzeczy i  musiałabym to zweryfikować. Pokiwała głową i tyle. Ogólnie atmosfera była dziwna i napięta. Jeszcze Panie wyszły i sprawdziły po chwili czy dostaliśmy podwieczorek. To nic, że przez 5 dni z rzędu nie dostawaliśmy i jakoś nikt tego tak nie pilnował ( ja się nie upominałam, bo jakoś przeżyje bez tego jabłuszka czy banana, w domu mam). Mam nadzieję, że  przynajmniej teraz będą zwracały większą uwagę na Jaśka, bo mamuśka nie jest z tych milczących.
To tyle i kropka.


wtorek, 16 września 2014

Uwaga nadchodzi Jaśko odkrywca.

Włączyliśmy dopalacze i teraz już zdecydowanie poruszamy się z prędkością światła !
Nie ma już żadnego czołgania się "na komandosa", jest szybkie pełzanie.
I koniec spokojnego bawienia się na puzzlach, wszystko jest takie ciekawe na podłodze. Zabawki przestały już spełniać swoją role, bo najzwyczajniej w świecie są już mało interesujące wręcz NUDNE w porównaniu do tego, co znalazło się w jego zasięgu łapkowym.
Tak więc najbardziej pożądane obiekty to:
- wszelkiego rodzaju kable,
- skrzynka od komputera, może przy niej siedzieć i ją obmacywać godzinami - jak tylko mama pozwoli ;)
- niestety gniazdka też są interesujące - już oczywiście zabezpieczenia przed małymi ciekawskimi paluchami są zamontowane,
- firanki nie mają lekko - na razie na szczęście wszystkie w całości, ale ile ten stan potrwa nie wiadomo,
- buty również znajdują się na celowniku, najbardziej ciągnie go do obuwia męża .... 
- doniczki mają się na baczności siedzą na parapetach ostro przestraszone - ostatnio niestety było 1:0 dla Jasia, był szybszy i trzeba było zamieść troszkę ziemi z podłogi ;). Wszyscy cali, Jasiek mina z serii "Ale o co chodzi ? Tylko dotknąłem."
Tak wyżej wymienione pozycje, to zdecydowanie jego TOP LISTA. Oczy muszę mieć w koło głowy i ciągle włączony radar Jaśkowy, ale radość też jest wielka. Każda nowa umiejętność sprawia, że na sercu robi mi się bardzo ciepło, i pękam z dumy.
Biedna Matka nie może się napatrzeć, jak bardzo wszystko go interesuje, jak bardzo chce wszystko dotknąć, pociągnąć, wyciumkać. To cudowne jak rośnie na moich oczach. Kocham go całą Sobą, jest moim całym życiem <3.
Tak mały odkrywca poznaje świat a Mamuśka czuwa.






niedziela, 14 września 2014

Sałatka z kurczakiem

Zdradzę Wam przepis na pyszną sałatkę !
Lubię ją robić bo ma dwie moje ulubione cechy:
- po pierwsze nie jest czasochłonna,
- po drugie, bardzo łatwa.
 Oczywiście zawsze wszystkim smakuje. Tak więc do dzieła.

Do przygotowania tego cuda potrzeba:
- 2 lub 3 piersi z kurczaka - w zależności od wielkości i od tego jak mięsożerni jesteście,
- 2 małe słoiczki selera,
- puszka ananasa w plastrach,
- puszka kukurydzy,
- szczypiorek - ja daje 2 pęczki,
- łyżka stołowa majonezu,
- ponad połowa małego jogurtu naturalnego,
- 2 ząbki czosnku,
- słodka papryka w proszku,
- oliwa z oliwek,
- sól i pieprz do smaku.

Wykonanie:
Piersi z kurczaka kroimy w kostkę, przyprawiamy solą, pieprzem i słodką papryką, następnie smażymy na patelni na oliwie na złoty kolor. Tak przygotowanego kurczaka odkładamy do przestygnięcia a w tym czasie bierzemy się do krojenia w kostkę ananasa oraz drobno siekamy szczypiorek. Otwieramy słoiczki selera odcedzamy i wyciskamy z nich sok.
Jak już mamy przestygniętego kurczaka to łączymy z ananasem, selerem, kukurydzą i szczypiorkiem.
Teraz bierzemy się za sos!
Do szklanki przelewamy większą część jogurtu, dodajmy dużą stołową łyżkę majonezu  ( ja osobiście wielbię majonez Dekoracyjny Winiary), wyciskamy 2 ząbki czosnku, dodajemy sól, pieprz i mieszamy. Tak przygotowaną miksturą polewamy zmieszane składniki i jeszcze raz porządnie mieszamy. Zakrywamy pojemnik i wstawiamy do lodówki żeby się tzn. "przegryzła".
Koniec! Voilà sałatka gotowa !
SMACZNEGO!!!



czwartek, 11 września 2014

Jesienno - zimowa stylówka Jaśka

No i stało się, ciepłe pełne słońca dni odeszły w zapomnienie. Dni robią się coraz chłodniejsze i muszę przyznać, że żalem odłożyłam już Jaśkowe krótkie spodenki, ogrodniczki, sandałki itp.
Teraz trzeba było zaopatrzyć się w nowy cieplejszy arsenał.
Kurcze nawet nie wiem kiedy On tak urosną bo teraz szykujemy już rozmiar 80, jest jeszcze troszkę duży bo to rozmiarówka z HM jest zawyżona ale już możemy w nim chodzić.
Mamuśka poszalała i mamy w czym wybierać ;)
Jakoś nie potrafię się niekiedy powstrzymać żeby coś nie kupić widzę i sobie myślę... ładne przyda mu się. I tak Matka zamiast wydawać na siebie, mocno ukróciła budżet przeznaczony na siebie bo woli zaopatrzyć swe dziecię. Bo te ciuszki takie mięciutkie, ładne i kolory takie ..... modne ;p zawsze znajdę coś co będzie przemawiało za kupnem. Kurcze czy Wy kochane Mamuśki też tak macie, że no odmówcie sobie portek bo wolcie dziecku kupić ?
Ale cieszą mnie te wszystkie szmatki i oczywiście model wygląda cudnie !!!!
A najlepsze jest to, że jak na razie mogę decydować o wszystkim ;) wiec z tego korzystam !!!
Za jakiś czas będę pewnie słyszeć: Mamo ! JA tego nie ubiorę !!
Wiec póki jestem jego osobistym stylistą. Powiedzcie jak wychodzi mi ta dodatkowa fucha ?
I LOVE H&M

wtorek, 2 września 2014

Instytucja Żłobek - 1 Września - Czas Start

1 września kiedyś nie miło kojarzył mi się z końcem wakacji.... ale to było dawno temu.
Już od dłuższego czasu ten dzień nie miał dla mnie specjalnego znaczenia. Teraz bałam się go strasznie a on nadciągał nieubłaganie. I tak stało się ... nie dość, że poniedziałek to jeszcze 1 września (taka kumulacja).

 

Pierwszy dzień.

Mamuśka zmierza do celu (Żłobek) z sercem na ramieniu.... i co ?
Było straszniej niż sobie wyobrażałam, kiedy przebierałam Jaśka z za drzwi było słychać jeden wielki płacz, co wcale mi nie pomagało. Miałam ochotę zabrać go szybko i pobiec do domu, ale no cóż wiem, że nie mogę, musimy dać radę. Jaśko słysząc te odgłosy już był bardzo przestraszony i wiedział, że coś się szykuje. Pani wyszła bocznym wejściem i zabrała go, ze smutną minką i odwracającą się główką za mną drzwi się zamknęły. Poszedł tam z wielkim całuskiem na do widzenia. 
Postałam w miejscu bezradnie i poszłam do domu... odliczać czas, bo zostawał tam wtedy na 3 godziny.
Czas w domu dłużył się nie ubłagalnie, więc zorganizowałam sobie sprzątanie aby by nie myśleć co on tam robi. Ciągłe pytania w mojej głowie. Płacze? Może głodny? Zje tam ? Będzie coś spał ? Eh.....
No nic zaglądam na zegarek jest prawie 11 - lecę na skrzydłach po mojego szkraba.
Zadzwoniłam, i zameldowałam się po odbiór, Pani kazała chwile poczekać i te 5 minut było wiecznością.
I nagle jest ON moje serduszko kochane! Ja happy ale Jaśko jakiś dziwny, nawet się nie uśmiechnął, taki smutny poszedł na ręce. Pytam się czy właśnie spał bo tak wyglądał jak by go obudzono. Pani powiedziała, że nie już dawno wstał. Przez cały pobyt tylko trochę płakał, zjadł i uciął sobie drzemkę.
Hm...... pomyślałam sobie no może za chwilę znów będzie taki radosny jak zawsze. Bo ogólnie mojemu maluchowi przez 80% czasu uśmiech nie schodzi z mordki ;) (pozostałe 20% - to drzemki i jedzenie).
W drodze do domu podkowa na twarzy - Ja czułam się okropnie.... jak by mi ktoś wyciął serce i po nim poskakał. W domu chętnie przytulił się do piersi i troszkę zjadł, potem dobił się jedzeniem z butelki i zasnął, ale prze ten cały czas popłakiwał. Nigdy się tak nie zachowywał, w czasie snu też trochę popłakiwał po godzinie obudził się znów napełnił brzusio i dalej spał. Po 2h obudził się i Mama stawała na głowie żeby go rozweselić, ale był lekko oporny na dobry humor.
Cóż z racji tego, że w lodówce tylko światło, musieliśmy wybrać się do sklepu, i co ?
Prawie wpadł w panikę, że go ubieram i wychodzimy ... walczył ze mną nie chciał do wózka.
Po zakupach jak wjechaliśmy do domu znów zrobił się radosny! Chyba bał się, że znów go gdzieś zostawię ;(.  A jak zobaczył ze to spacer to był szczęśliwy. Od tego momentu aż do pójścia spać humor dopisywał i świetnie się bawili ;)

Dzień 2

Z samego rana pobudka - Jaśko już przed 7 stwierdził, że jest wyspany i pora na szaleństwa. Wzięłam go do łóżka z nadzieją, że jeszcze poleżymy. Przytulam się zamykam oczy (miło). Po chwili otwieram i co widzę ? Moje dziecię z całych sił napręża się żeby mnie ugryźć w NOS!!!! Brak mu milimetrów, jak tylko zorientował się że na niego patrze na jego twarzy pojawił się  wielki bezzęby uśmiech (urwis).
Cóż zjedliśmy, przebraliśmy się,  i wyruszyliśmy do Żłobka. Jaś w świetnym humorze chichrał się z wózka do mnie przez całą drogę. Jednak jak tylko wjechaliśmy do budynku od razu zorientował się co jest na rzeczy.... Zaczął marudzić i nie chciał wyjść z wózka eh.... pomyślałam sobie. A zapowiadało się tak dobrze. Na górze (bo mój maluch ma salę na 1 piętrze) już siedział jak go przebierałam, smutny i przestraszony ( ale już nie tak mocno jak wczoraj).
I ten sam schemat. Wyszła Pani, Jaśko dostał wielkiego całuska i zniknął za drzwiami za których tak jak wczoraj było słychać płacz i lament.
Ale jakoś dzisiaj było mi lżej, może dlatego, że wiedziałam czego mam się spodziewać?
Czas szybko mi minął i szybko zgłosiłam się do odbioru mojego malca. I byłam mile zaskoczona, Jaśko co prawda jak go Pani przyniosła nie uśmiechał się, był dosyć poważny ale widać było że wszystko OK. Przytuliłam go mocno, wycałowałam i już w czasie przebierania pojawił się UWAGA - UŚMIECH!!!!! ( poprzedniego dnia trochę nam zajęło odzyskanie dobrego humoru).
Tak więc zaraz zaczepiał jakąś Panią która przechodziła i cieszył się do niej ;).
Mamuśka happy na całego ;) Teraz wiem że będzie już chyba tylko lepiej.
Pani powiedziała że był grzeczny, trochę marudził i podobno zjadł i jest pojedzony(na pewno nie kłamała bo na bodach są spore ślady obiadu). Ale no pojedzony nie był bo jak przyszliśmy do domu to zjadł mleko i smacznie spał 1,5 h.
Nie mogę się przyzwyczaić to tej ciszy i pustki w domu jak jego niema. Jest po prostu dziwnie.
 
Teraz trochę info dla ciekawskich ;)
Co potrzeba do Żłobka:
- pampersy codziennie po 4 sztuki podpisane
- chusteczki nawilżające - podpisane
- chusteczki papierowe takie duże opakowanie kartonowe - podpisane
- jeśli dziecko używa smoczek na łańcuszku - podpisane
- krem do pupy - też podpisane 
- ciuszki na zmianę w razie "W" ( wiadomo jak to dziecko) - w szafce
- śpiochy/pidżamka - w szafce
- jeśli dziecko już wstaje to buty - kapcie na twardej podeszwie
W Żłobku nie karmią z butelki tylko łyżeczką. Jeśli dziecko chce pić to z kubeczka takiego normalnego, jak coś wspomogą łyżeczką.
U nas w grupie jest 31 dzieciaczków, do opieki 5 Pań i 1 Salowa.

Poniżej zdjęcie planu dnia, ale przy tych najmniejszych dzieciakach (jak mój Jaś) nie da się go sztywno trzymać. Tak powiedziała nam Pani. Bo przecież takie maluchy śpią kiedy chcą.

  

P.S. Tak na marginesie chciałam dodać że My chodzimy do Państwowego Żłobka ;)

niedziela, 31 sierpnia 2014

Jaś wędrowniczek - czyli Jasiulkowe wędrówki

Hm...... kochani chciałam się z wami podzielić naszym 1 urlopem który miał miejsce w sierpniu, już nie jako para ale pełna rodzinka. Jako że "MY" raczej z tych bardziej aktywnych a nie leniuszkowych to nie wybraliśmy plażingu a góry!!!!
No i może niektórym się wydawać że niby ciężko że z 6,5 m-c dzieckiem to lepiej nad morze bo to jod itp....
Nic bardziej mylnego powiadam Wam "da się !".
Tak więc wyruszyliśmy do Zakopanego. Pierwszy dzień zaczął się fatalnie .... jak tylko dojechaliśmy użądliła nas osa .... heh.... i od razu Panika jak to "JA" najlepiej wezwałabym pogotowie hehe... Ale mąż szybko sprowadził mnie na ziemie (uffff...). Skończyło się na chwili płaczu i przytulaskach mamusiowych. I tak oto postanowiliśmy pospacerować po Zakopcu i się za klimatyzować z górskim powietrzem.
Podczas pobytu zdobyliśmy Kasprowy Wierch ;)  Na dole upał a tam halny dawał czadu, ale byliśmy przygotowani na wszystko. Mały grzecznie siedział sobie w nosidle i oglądał wszystko, ale na górze postanowił się zdrzemnąć i zrezygnował z podziwiania pięknych widoków. A było na co popatrzeć zero mgły i piękne krajobrazy... ehhh kocham to ;) Oczywiście na szczycie Jaśko zmęczony tym całym zamieszaniem wciągnął UWAGA ! całego ziemniaka hihi... ( to chyba był jakiś wyjątkowy ziemniak bo ceny kosmiczne ).
Kolejna zdobycz- Morskie oko na które Mamuśka wniosła go w 2h ;D. Nie było lekko ale daliśmy radę. Po drodze masę ludzi podchodziło do nas i zaczepiało naszego Jaśka wędrowniczka który z wrodzonym wdziękiem cieszył się do każdego ;D. Całą drogę był bardzo grzeczny i w świetnym humorze, była też drzemka oczywiście w miedzy czasie.
Na Morskim Oku w schronisku wypiliśmy kawę, maluch mamine mleczko i naładowaliśmy akumulatory, Jaśko troszkę po rozrabiał na stoliku ;p, oczywiście zapoznał kilka osób(jak to on bardzo towarzyski przyciąga do siebie ludzi).
Tak więc, hej ho przygodo !!!! Ruszamy dalej a mianowicie na Czarny Staw. Pogoda przestała nam sprzyjać bo zaczęło padać.... Ale MY przygotowani w 100% więc peleryny przeciwdeszczowe i parasolka w ruch. Moją pelerynę szybko trzeba było modyfikować i zrobić dziurę na Jaśkowego buziaka.
 Droga była stroma i myślałam że nigdy się się skończy ... ale jednak udało się wdrapaliśmy się i satysfakcja była. Maluch obudził się pozwiedzał i w drodze powrotnej dalej drzemka (niektórzy to mają dobrze).
Za to Ja po tym całym wysiłku zgubiłam co nieco cm w okolicach czterech liter ;D i to też jest fajne.


Tutaj poniżej kilka zdjęć z tej wyprawy.
                                                                                 Kasprowy!!!

                                             I restauracja na Kasprowym  ;) Wszyscy zadowoleni ;)

                                                           Tutaj w drodze na Morskie Oko.
                                                       Widoki były super, pogoda na razie też ....



                                                                               Jest dotarliśmy !!!!!!!
                                                                              Ruszamy na Czarny Staw.
 
                                                    I już po pogodzie.... ale My z cukru nie jesteśmy ;p
 Zabezpieczeni ;D Mąż stwierdził że wyglądam jak "Buka" z Muminków.... heh ... na jego dobre słowo zawsze mogę liczyć.

 Przybyliśmy, zobaczyliśmy i zdobyliśmy ! Czarny Staw. Tak tam na dole Pani tęcza z parasolką to JA.
                            Jaśko w dobrym humorze, nawet się nie zmęczył, co innego mamuśka.

No i w drodze powrotnej jeszcze spojrzenie, chwila refleksji, łapiemy dobrą energię i wracamy.

Jaśko był chyba  najmłodszym taternikiem na szlaku ;) nie widziałam mniejszego malucha. A oto jego książeczka z wpisanymi szlakami które dzielnie pokonał na plecach Mamuśki.
Zdobył również swoją pierwszą pieczątkę.

Ale to nie koniec bo mamy nadzieję że we wrześniu uda nam się zdobyć Śnieżkę.
Pozdrawiamy !!!!

niedziela, 24 sierpnia 2014

Ząbkowanie 3,2,1 start

U nas na tapecie ostatnio  ząbkowanie, jeszcze nic nie wylazło ale wszystkie dolegliwości już są i widać w buziaku jak się zbliżają ;).

Tak więc Jasio od kilu dni jest marudny i jak ja to nazywam na fochu bo trzeba mu dogadzać.  Oczywiście wkłada do buzi wszystko co znajduje się w zasięgu jego małych rączek i nie koniecznie są to tylko zabawki i gryzaki bo od kilku dni jego zasięg łapkowy się zwiększył.
Chciałam uroczyście poinformować że mój maluch już nie tylko porusza się do tyłu ale do przodu również !!! Na razie do przodu porusza się "na komandosa" czołgając się ale jest już w stanie przemierzyć całkiem niezłą odległość, i tak chwila nie uwagi mamuśki i już dopadł mojego crocsa  na szczęście zdążyłam zanim go "wyciumkał" ..... Od teraz włączamy wzmożoną czujność.
Tak wiec wczorajsza noc była straszna dużo płakania serce pękało, ale jakoś daliśmy radę. Wiec na następny dzień pobiegłam do Apteki i zaopatrzyłam się w żel ..... . Całe szczęście okazało się że dzisiaj spokój i maluch słodko spał ;) Żelu jeszcze nie wypróbowaliśmy i oby tak zostało.


Ale co można zrobić żeby pomóc dziecku bez chemii:

- gryzaki - można schłodzić w lodówce (absolutnie NIE w zamrażarce !!) chłód łagodzi ból

- masowanie dziąseł palcem - maluszek na początku może trochę protestować ale kiedy tylko pozna nasze intencje nie można się od tego uwolnić....

- chłodne napoje lub owoce (chłodne NIE z lodówki) również złagodzą ból maluszka.

Czy ktoś zna jakieś domowe SOS ząbkowe ?

piątek, 22 sierpnia 2014

Wstęp

Witam wszystkich i każdego z osobna ;)
Oto moje pierwsze linijki bloga. Tak właśnie postanowiłam podzielić się tutaj Wszystkim co mnie cieszy i smuci, troskami wrażeniami i nawet nie przespanymi nocami.
Jak sama nazwa wskazuje jestem MAMĄ i to nie byle jaką bo Dumną i Szczęśliwą !!!!(czasem też zmęczoną).Od 7 m-c jest z nami (tzn. ze mną i mężem) mały Jaś który przewrócił moje życie do góry nogami.
I o to Ci on Mój mały rewolucjonista ;D  Na  zdjęciu świeżo po opuszczeniu mojego brzucha bo ma zaledwie 11 dni.
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...