piątek, 12 lutego 2016

Książki mojego dzieciństwa "Jak Wojtek został strażakiem" i "Z przygód krasnala Hałabały"

Wyczekiwałam ich z niecierpliwością. Kiedy przyszły do mnie pocztą, szybko rozdarłam opakowanie, żeby się do nich dostać. Moim oczom ukazały się dwa egzemplarze, które poniekąd są częścią mojego dzieciństwa. Przeniosły mnie do czasów, kiedy byłam małą dziewczynką z dwoma kitkami po bokach. Z otwieraniem ich nie spieszyłam się, chciałam aby ta chwila trwała jak najdłużej. Przedstawiam Wam książki mojego dzieciństwa.


Pierwszą pozycja jest książka pod tytułem "Jak Wojtek został strażakiem". Tytuł zdradza poniekąd wszystko. Jest to krótka, rymowana opowieść o męstwie, odwadze i odpowiedzialności. Głównym bohaterem jest tytułowy Wojtek, ma 7 lat i bardzo chce zostać Strażakiem. Niestety, kiedy prosi o pozwolenie komendanta Bonifacego on nie zgadza się. Tłumaczy mu, że jest jeszcze za mały, żeby wrócił jak dorośnie "Będziesz w straży, gdy się z Wojtka przemienisz w Wojciecha!".  Chłopiec nie porzuca marzeń i śni o złocistym hełmie i czerwonym wozie strażackim.  Pewnego dnia w czasie żniw kiedy wszyscy dorośli pracują w polu, rozpętuje się straszliwa burza. Piorun trafia w dom sąsiada, który od razu zapala się. Wojtek widzi to i słyszy małego Henia, który płacze w swojej kołysce. Nie zastanawiając się ani chwili ratuje malucha i pędzi na remizę gdzie bijąc w dzwon wzywa strażaków na pomoc. Dzięki błyskawicznej akcji dom udaje się szybko ugasić, mały Henio jest bezpieczny. Kowal a zarazem komendant straży Bonifacy, za swe odważne czyny mianuje Wojtak strażakiem i od tej pory razem jeżdżą na akcje.
Choć książka powstała bardzo dawno, jej tematyka jest nadal aktualna. Bo mali chłopcy wciąż marzą by zostać strażakiem. Cieszę się, że mogłam przeczytać ją mojemu synkowi, pokazać mu kawałek mojego dzieciństwa. Niech wie, że jeśli bardzo czegoś pragnie to jeśli wykorzysta szansę jaką daje życie może się to spełnić. Ponadczasowa lektura, którą watro mieć w swojej biblioteczce.


Co o książce "Jak Wojtek został strażakiem" pisze wydawnictwo ?
Siedmioletni Wojtek marzy, żeby zostać strażakiem, ale dorośli twierdzą, że jest za mały. I oto przypadek sprawia, że chłopiec wynosi z płonącego domu niemowlę i alarmuje straż pożarną…
Nowe wydanie z pięknymi ilustracjami Marianny Sztymy.
Kolorowe ilustracje, poręczny format i duża czcionka – książka idealna do samodzielnego czytania.


Dane techniczne:
Tytuł: "Jak Wojtek został strażakiem"
Autor tekstu: Czesław Janczarski
Ilustrator: Marianna Sztyma
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 32
Oprawa: miękka
Wymiary: 200 x 250 mm


"Z przygód krasnala Hałabały" to książka, którą czytali moi dziadkowie, rodzice a teraz czytam ją ja moim dzieciom. Zbiór 9 krótkich pisanych rymowaną prozą opowiadań. Głównym bohaterem jest tytułowy krasnal, który mieszka w sosnowej dziupli. Czytamy o różnych przygodach jakie go spotykają w lesie. Jak wybierał się na spacer z borsukiem, szuka kwiatów w zimie, wybiera się z sójkami za morze itp. Dzieci dzięki temu mogą poznać bliżej życie zwierząt oraz to jak funkcjonują w zależności od pory roku. Książka z serii lekkich i przyjemnych, łatwo się czyta a strona znika za stroną. Przeczytaliśmy jednym tchem. Fajnie było się przenieść do czasów mojego dzieciństwa.
Uwielbiam krasnale, mieszkamy we Wrocławiu a to przecież miasto tylko cudownych stworzeń. Może Hałabała jest jakoś z nimi spokrewniony? Kto wie!



Co o książce "Z przygód krasnala Hałabały" pisze wydawnictwo ?
– Czyś już wymyśliła bajkę o krasnalu? – pytają wszyscy, bo się widać od Tadeuszka wszystkiego dowiedzieli.
– Owszem, wymyśliłam – mówię. – Siadajcie i posłuchajcie: "Był sobie raz krasnal..." 

Tak zaczyna się baśń o krasnalu Hałabale, który już od 1936 roku zabawia polskie dzieci.
W tym wydaniu wracamy do niezapomnianych ilustracji wybitnego artysty Zdzisława Witwickiego.


Dane techniczne:
Tytuł: "Z przygód krasnala Hałabały"
Autor tekstu: Lucyna Krzemieniecka
Ilustrator: Zdzisław Witwicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 48
Oprawa: miękka
Wymiary: 140x202 mm
 

wtorek, 9 lutego 2016

Rodzeństwo. Trudne początki.

Rodzeństwo. Trudne początki.

Rodzeństwo - szturchańce, kuksańce, kopanie, gryzienie, wrzaski, awantury ale również zabawy, nauka, pomoc, miłość, wsparcie. Jedno słowo a znaczy tak wiele.  

Rodzi się dziecko, prawdziwy cud, opiekujemy się nim, obdarzamy miłością, poświęcamy czas, energię, wkładamy w jego wychowanie całe serce, jesteśmy zawsze dla niego, spędzamy z nim  każdą wolną chwilę. Kiedy decydujemy się na drugie dziecko, nagle świat tego pierwszego zmienia się o 180 stopni, okazuje się, że nie jest już pępkiem świata, mało tego, teraz pępki są dwa!

 
Zanim jednak między dziećmi powstanie więź, trzeba odnaleźć się w nowej sytuacji. Jak to było u Nas?
Już w czasie ciąży starałam się tłumaczyć Jasiowi, że będzie miał brata, że w brzuszku mamy jest dzidziuś. Jednak poza tym, że z chęcią głaskał mój brzuch i dawał całusy, to i tak nie zdawał sobie sprawy ze zmian, jakie nastaną w jego życiu, wraz z pojawieniem się na świecie nowego członka rodziny. I tak w listopadzie 2015 roku urodził się mój drugi synek Staś. Kiedy przyjechaliśmy do domu i go zobaczył był bardzo zdziwiony, chciał go dotykać i to w bardzo niedelikatny sposób np. chciał dotykać jego oczu, co nie było wskazane. Nastąpił moment prawdziwej ekscytacji, fascynacji i ciekawości odnośnie do tego małego człowieka. W domu pojawiły się różne nowe przedmioty dla niemowlaka w tym kołyska i Jasio nie mógł pojąć, że to nie dla niego. Jak to? Rodzice kupili coś nie dla mnie? Kiedy tylko wyjmowałam z niej Stasia, Jaś z prędkością światła wdrapywał się do niej i choć nie mógł wyprostować w niej nóg kazał podać sobie swój koc, żeby w niej spać, wrzucał do niej też swoje zabawki. Na szczęście szybko opanowaliśmy sytuacje i zrozumiał, że tak nie wolno, to jest Stasia łóżeczko, obeszło się bez robienia większej afery. Jednak przed porodem wspólnie bardzo dużo bawiliśmy się, co teraz nie było możliwe. Mój czas został podzielony na dwa. Zdarzało się, że układałam poduszkę do karmienia na nogach a Jaś już na niej (i moich kolanach) leżał zajmując całą powierzchnię, tak aby Staś nie miał już miejsca. Nigdy go nie zganiałam, jakoś dawałam radę nakarmić malucha, nie chciałam żeby Jaś czuł się odtrącony, mniej ważny, szczególnie w tych pierwszych dniach, kiedy oswajaliśmy się z nową sytuacją. Widziałam, że jest "zazdrosny", dzielenie się rodzicami nie było fajne.

Mój mały chłopczyk zaskoczył mnie bardzo pozytywnie! Kiedy wychodząc z domu rozdawał każdemu buziaki (jak ma to zawsze w zwyczaju) Stasiowi też dał, tak sam z siebie. Kiedy młodszy brat bardzo płakał, przyszedł i chciał mu oddać własnego smoczka, próbował go kołysać był bardzo przejęty. Czasami podchodzi i głaszcze go po głowie, takie widoki rozczulają. Zdarzają się momenty, kiedy chce mi niestety za bardzo pomagać np. zmieniać pieluchę lub nosić na rękach. Jednak i w takich chwilach znajduję rozwiązanie, proszę go, żeby podawał mi mokre chusteczki lub trzymam Stasia razem z nim. Radość Jasia z tego, że może pomóc jest wielka. Nadal jest troszkę zazdrosny, bo położenie Stasia w jego łóżeczku nie wchodzi w grę (uffff...że kupiliśmy nową kołyskę) od razu spotykamy się ze sprzeciwem. I oczywiście, kiedy siedzę i trzymam malucha na rękach on też przychodzi na przytulasy.

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby Jaś nigdy nie czuł się odtrącony albo "mniej ważny". Staram się poświecić mu jak najwięcej czasu, pozwalam pomagać i ciągle tłumacze, że Staś to jego młodszy braciszek i bardzo go kocha. Myślę, że taka mała różnica wieku między dziećmi też jest poniekąd plusem, Jaś i tak nie będzie pamiętał jak to było, kiedy miał rodziców na "wyłączność". Powoli wchodzi w nową rolę, którą postawiło na jego drodze życie, rolę starszego brata.

Rodzeństwo. Trudne początki.
Rodzeństwo. Trudne początki.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Labirynty! Propozycja dla myślicieli.

Dwie wyjątkowe pozycje, dzięki którym możecie poczuć się jak Sherlock Holmes. Tutaj nie ma górnolotnych przesłanek czy też inspirującego tekstu lub puent dających do myślenia. Tutaj trzeba myśleć od początku do końca. Główkujemy i kombinujemy jak dotrzeć do celu. Jeśli na myśl o labiryncie w głowie pojawia wam się kartka z wyrysowaną drogą z kilkoma ślepymi uliczkami, to tu możecie zobaczyć całkiem nowe oblicze słowa "labirynt". Co jest potrzebne do rozpracowania labiryntu? Dobry wzrok, otwarty umysł, spostrzegawczość, koncentracja, logiczne myślenie. Gotowi? Zaczynamy!
Pierwsza pozycja pod tytułem "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu". Kiedy zobaczyłam tę książkę po raz pierwszy raz od razu wiedziałam, że jest niezwykła. Praca jaka została włożona w stworzenie każdej strony jest ogromna, szczegóły, detale i opracowanie całej szaty graficznej budzi we mnie jedno - szacunek. W książce poznajemy labiryntowego detektywa Pierre'a, który jest wzywany tylko i wyłącznie w szczególnych wypadkach. Pewnego dnia złodziej Pan X kradnie z muzeum kamień chaosu, który ma niezwykłą moc przemieniania wyszeckiego w labirynt. Pierr podejmuje wyzwanie i wraz ze swoją przyjaciółką Carmen wyrusza na ulice Operyża śladem złoczyńcy. Po drodze napotka kilka zagadek do rozwiązania i będzie musiał odnaleźć sporo ukrytych przedmiotów. I właśnie w tym momencie wkraczamy "My" czyli czytelnicy. Książka jest interaktywną zabawą, więc nie pozostaje nam nic innego niż pomóc dzielnemu Pierrowi pokonać przeszkody. Złapać złodzieja oraz przywrócić ład i porządek w mieście. Na każdej stronie znajdziemy nie tylko nadzwyczajny labirynt z którym będziemy musieli się zmierzyć, ale również zagadki i zadania dodatkowe. Kiedy poszukiwałam odpowiednich przedmiotów o niemal dostała bym oczopląsu, właśnie na tym polega fenomen tej książki. Wciąga niesamowicie aż ciężko się od niej oderwać, ja o mały włos nie przypaliłam przez nią obiadu, ale to już całkiem inna historia.
Czy uda się odzyskać skradziony kamień chaosu? Wszytko zależy od Was! Książka w dłoń, pełne skupienie i do dzieła. 




Co o książce "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu" pisze wydawnictwo?
Pan X, znany też jako złodziej-widmo, skradł z muzeum Kamień Chaosu, który wszystko przemienia w labirynt. Czy możesz odpowiedzieć na wyzwanie Pana X i pomóc Pierre’owi, a także jego asystentce Carmen, w przeprawie przez każdy z tych zdradliwych labiryntów? Nie ma czasu do stracenia. Wkrótce cały świat może się w nich zaplątać!
Ta zachwycająco zilustrowana książka z labiryntami i zadaniami polegającymi na wyszukiwaniu szczegółów to przygoda, jakiej dotąd nie było! 

Dane techniczne:
Tytuł: "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu"
Autor tekstu: Chihiro Maruyama
Ilustrator:
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 36
Oprawa: twarda 
Wymiary: 240 x 323 mm


Drugą propozycją jest "Absolutnie fantastyczne labirynty", której tytuł sam mówi za siebie są.... fantastyczne. Książka jest zbiorem 100 przeróżnych labiryntów. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie, są łatwiejsze i trudniejsze trasy do pokonania. Zdecydowanym plusem jest to, że na każdej stronie przeżywamy inna przygodę np. pomóc łowcy zombiaków schwytać wszystkie potwory, uratować samochód przed złomowaniem, pomóc Bobowi w naprawie dachu, księżniczce Paulince dotrzeć na dach, odnaleźć małpce swoich braci. itp. Jest w niej coś typowo dla chłopców, dziewczynek oraz całkiem neutralnie dla wszystkich. Wszystko jest bardzo kolorowe i wesołe co zachęca do rozpoczęcia zabawy. Przyznam się, że sama się wkręciłam i przemierzałam labirynty w poszukiwaniu upragnionego celu. Na pewno zajmie Wasze dzieci na kilka godzin. Gorąco polecam!

Co o książce "Absolutnie fantastyczne labirynty" pisze wydawnictwo? 
Ponad 100 wystrzałowych, rewelacyjnych, kapitalnych labiryntów! Dla początkujących i zaawansowanych.
Każdy labirynt to prawdziwa przygoda – schwytanie zbiegłych zombiaków i odprowadzenie ich na cmentarz, pomoc pingwinkowi kaskaderowi, wyprawa po skarb z Jednoooką Wioletką, walka ze smokiem, rajd terenowy czy spływ Aleją Aligatorów!
Jeśli traficie na ślepy zaułek lub przeszkodę, nie poddawajcie się! Dobrej zabawy! Tylko się nie zgubcie. 

Dane techniczne:
Tytuł: "Absolutnie fantastyczne labirynty"
Autor tekstu: Wilson Becky  
Ilustrator:  Lorna Anderson, Jean Claude, Samantha Meredith, Sophie Rohrbach
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 128
Oprawa:miękka
Wymiary: 205 x 258 mm

niedziela, 7 lutego 2016

Odkrywam świat z CzuCzu. Karty kontrastowe.

Jak bawić się z niemowlakiem? Jak stymulować jego rozwój? Wielu rodziców uważa, że niemowlaka należy nakarmić, przebrać oraz ponosić i położyć spać. On przecież nic nie rozumie z otaczającego go świata, nie warto zawracać sobie głowy jakimiś zabawami. Nic bardziej mylnego! Dziecko wszystko widzi, nie tak jak dorosły, ale widzi (mowa o zdrowym dziecku). My możemy mu pomóc w rozwoju jego wzroku i umysłu. Jest wiele fajnych gier i zabaw do stymulacji na rynku, ale my korzystamy z CzuCzu. Ich nowe produkty, które przygotowane są z myślą o najmłodszych dobrze nadają się do zabawy. Jeśli w łatwy i przyjemny sposób mogę stymulować rozwój swojego dziecka, a przy tym miło spędzać czas, jestem jak najbardziej na TAK! 

Pokażę Wam dwa zestawy kart kontrastowych. Z pozoru bardzo podobne. Czym różnią się od siebie? Przekonacie się za chwilę. 

Pierwszy zestaw to karty kontrastowe, które możemy pokazywać już niemowlakom, są oznaczone znaczkiem 0+ miesiąca. Jest tam dziesięć kart, które są ze sobą połączone sznurkiem. Na kartach znajdziemy dwadzieścia prostych kontrastowych ilustracji. Obrazki są bardzo proste. Zawierają podstawowe kształty, co pomoże dziecku skupić wzrok na ich barwie i wyraźnych konturach. 
Staś już potrafi skupić na nich wzrok, robi przy tym naprawdę śmieszne miny. Jego ulubionym obrazkiem jest głowa misia. Nie ma co się dziwić, bo przecież misie lubią dzieci a dzieci lubią misie. 



Drugi zestaw jest przeznaczony dla dzieci, które już ukończyły trzeci miesiąc życia. W opakowaniu znajduje się dziesięć kart połączonych sznureczkiem. Umieszczono na nich dwadzieścia kontrastowych ilustracji. Czym różnią się od poprzednich? Zdecydowanie ilustracjami, na których znajdziemy wiele szczegółów. Obrazki są o wiele bardziej skomplikowane. Maluchy już w trzecim miesiącu zaczynają widzieć szczegóły i mogą wyodrębnić z całości niewielkie elementy. Pokazywałam je swojemu synkowi ale on bardziej zainteresowany jest tym pierwszym zestawem. Tu też występuje misiu i to już w całej okazałości. Zapewne niedługo i ten zestaw wpadnie w łaski mojego Stasia.


Planując zabawę z naszym dzieckiem musimy wybrać odpowiednią porę dnia. Najlepiej po śnie, kiedy jest nakarmiony i ma suchą pieluszkę. Wtedy współpraca będzie układać się najlepiej. Dodatkowym plusem jest to, że przez takie zabawy nie tylko stymulujemy jego rozwój, ale także budujemy wieź i bliskość. Nie zmieniajmy szybko obrazków, niech dziecko zdąży skupić wzrok i przyzwyczaić się do obrazka. Lepiej będzie mu zobaczyć i wyodrębnić podkreślony kształt.

Odkąd poznałam zabawki marki CzuCzu nosimy i wozimy je ze sobą. Są małe i zawsze się wszędzie zmieszczą. Nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą. Lubimy polskie produkty, bo to co polskie musi być dobre! Szczerze polecam.


Co pisze o kartach kontrastowych producent?
Nigdy nie jest za wcześnie na wspólne odkrywanie świata! Seria Karty kontrastowe na sznureczku to dwa zestawy stworzone z myślą o rodzicach, którzy chcą odpowiedzialnie wspierać swoje maluszki w rozwoju. Kontrastowe ilustracje, dostosowane do poziomu percepcji najmłodszych niemowląt, pozwalają kształtować inteligencję wizualno-przestrzenną, a także poznawać granice przedmiotów, co za jakiś czas ułatwi chwytanie i przemieszczanie się. Wspólna zabawa z rodzicem buduje więź i bliskość!

środa, 3 lutego 2016

Wrocławskie spotkanie blogerek. Co tam się działo? Moja relacja!


Moje miasto Wrocław! To właśnie tu 22 stycznia miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w spotkaniu blogowym, zorganizowanym przez dwie wspaniałe kobiety: Elwirę autorkę bloga Zabiegana Mama oraz Justynę autorkę bloga Zmiksuj To!

Spotkanie odbyło się w bardzo klimatycznym miejscu, w restauracji BLT. Sam właściciel (bardzo sympatyczny pan) czuwał nad nami, by nic nam nie brakowało. Miałam okazję spróbować kilka pysznych tart, które próbowałam odtworzyć w domu niestety z marnym skutkiem. Restauracja słynie z wyśmienitych burgerów, to jest coś co zdecydowanie przyciąga mojego Ł. BLT jest wyjątkowa pod wieloma względami, ma jedną z najfajniejszych promocji o których słyszałam. Chcesz kawę? Cena zależy od tego jak o nią poprosisz!
Kawa - 6 zł
Poproszę kawę - 5 zł
Dzień dobry, poproszę kawę - 4 zł.
Tą promocją od razu skradli moje serce. Zachęcam innych do stosowania tej metody. Jednak nie na jedzenie i picie tam przybyłam (co oczywiście było pysznym dodatkiem). Przyszłam, żeby poznać nowe osoby, nauczyć się czegoś nowego i oczywiście w przypadku świeżo upieczonej mamy "wyjść do ludzi".

Na wstępie Elwira i Justyna przywitały się z nami. Później były wystąpienia. Na pierwszy ogień wyszła Agnieszka Nowakowska osobisty coach. Kobieta o silnym charakterze, która potrafi zmotywować każdego. Powiedziała nam co powinno być dla nas najważniejsze (cel), jeśli my będziemy szczęśliwi to i nasi najbliżsi również, jest to transakcja wiązana. Motywowała nas do walki o własne marzenia, stawiania sobie celów i ich realizacji. Dodatkowo dostałyśmy od niej w prezencie możliwość odbycia jednej bezpłatnej sesji coachingowej, co było miłym gestem z jej strony.
Następną prelekcję wygłosił fotograf Rafał Ryziński, który uwieczniał za pomocą aparatu nasze spotkanie. Jest on prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat wykonywania dobrych zdjęć. Fachowa porada odnoście tego, co i jak polepszyć aby nasze zdjęcia były bardzo dobre. Ja nie jestem mistrzem w tym temacie, więc słuchałam go bardzo uważnie i starałam się jak najwięcej zapamiętać. 
Kolej na moją ulubioną prelegentkę Sandrę Smolarczyk z Make Up Artist, która zrobiła mi bajeczny makijaż. Wystąpienie było najdłuższe, ale jak dla mnie pouczające, bo jeśli chodzi o make up to u mnie ciężko w tym temacie, raczej same podstawy bez szaleństw. Dowiedziałam się jak nakładać podkład, jakie kosmetyki wybierać, jaki makijaż na jaką okazję stosować i co wartko podkreślić. Sandra jest bardzo miła i na wszystkie pytania odpowiadała bardzo wyczerpująco. Chciałabym się do niej w przyszłości zgłosić na szkolenia, bo takie oczy jak ona mi zrobiła, nikt mi jeszcze nie wyczarował. 

Na koniec mogliśmy posłuchać Ulę Kaptur przedstawicielkę firmy Like08, która była jednym ze sponsorów. Otrzymaliśmy od nich kubki i koszulki z logiem spotkania, które dla nas stworzyli. Przedstawiła nam ofertę swojej firmy oraz opowiedziała jak promować własną markę w social mediach. Ja słuchałam jej zza ściany, bo wtedy wypadła pora karmienia mojego małego głodomora Stasia, który razem z Ł był na spotkanku. Jako matka karmiąca tworzę ze Stasiem nierozerwalny team.
Korzystając z okazji, chciałam jeszcze raz podziękować za zaproszenie mnie na spotkanie i za miło spędzony czas. Elwira i Justyna spisały się na medal. A co do organizacji spotkania, nie mogę się do niczego przyczepić. Liczę na kolejne edycje. Dziękuję również wszystkim sponsorom za upominki. Dobrze, że Ł był ze mną bo inaczej ciężko by mi było się zabrać.







Sponsorzy i ich upominki: 
zaproszenie do kawiarni i cukierni Słodki Adres (to coś dla takich łasuchów jak Ja), kosmetyki naturalne dla kobiet i dzieci od Ekodrogerii Eco&More, puder od Pixie Cosmetics, próbki naturalnych kremów od Resibo (tą markę chciałam wypróbować, jest teraz okazja), kalendarze i chrupki Solo (chrupki zostały zjedzone zaraz po przyjściu do domu, smak dzieciństwa), ubranka od Nanaf Organic i DressUp (DressUp dostępne tu:http://kidszone24.pl/), oleje tłoczone na zimno od firmy SemCo, koszulki Like08 kubki od Poki, torby ekologiczne oraz znaczniki do walizek od Mrówka Travel i cudowne kosze z kosmetykami Cien od Lidla (już niedługo będzie konkurs z ich udziałem, więc wypatrujcie), książki wydawnictwa Zwierciadło (recenzja już wkrótce) i Lalanka.  
Zdjęcia Rafał Ryziński oraz Glam&Curvy.

niedziela, 31 stycznia 2016

"Żegnaj Skarpetko!" książka która uczy odpowiedzialności.

Czy Wasze dzieci lubią zwierzęta? Nieustannie proszą Was aby jeden z nich zamieszkał w waszym domu? Jeśli tak, to mam dla Was świetną książkę, którą warto przeczytać przed pojawieniem się w domu nowego członka rodziny.

Tytułowa "Skarpetka" to królik z bardzo długimi uszami, którym opiekuje się mały chłopiec. Przyjaciele spędzają ze sobą całe dnie, jednak Skarpetka przez swoje długie opadające do ziemi uszy jest bardzo powolny, niezdarny i nie potrafi się bawić. Chłopiec chciałby robić mnóstwo rzeczy takich jak np. gra w piłkę, zabawa w Indian itp. Uświadamia sobie, że z królikiem jest to niemożliwe i najwyższa pora znaleźć sobie kolegów i koleżanki do wspólnych zabaw. Jednak kwestię zwierzęcego przyjaciela trzeba jakoś rozwiązać więc postanawia udać się do lasu i zostawić go w nim. Chłopak nie ma żadnych wyrzutów, bo przecież las to naturalne środowisko dla królików, są tam szczęśliwe.
Kiedy docierają w głąb lasu przywiązuje włóczką Skarpetkę tak aby ten nie mógł za nim podążyć, po czym biegnie tak szybko jak tylko potrafi, nie odwracając się przy tym ani razu. Po pewnym czasie zaczyna rozmyślać co dzieję się ze Skarpetką. Kiedy wrócił na miejsce zobaczył tylko kawałek włóczki przywiązanej do drzewa, ale królika już tam nie było. Jeśli jesteście ciekawi co stało się ze Skarpetką i jak zakończyła się ta historia, to koniecznie przeczytajcie się książkę.



Co o książce "Żegnaj Skarpetko! " pisze wydawnictwo?
Co zrobić z królikiem, który jest dość niemrawy, mało bystry i nie potrafi się bawić w Indian? I kiedy w dodatku, zamiast królika, wolałoby się mieć prawdziwych kolegów?
Benjamin Chaud jest ilustratorem wielu książek – stworzył postać słonia Pomelo, a także rodzinę Binty, Babo i Lalo. Znamy go też z książek Yeti i Duch z butelki, gdzie bohaterami są Uno i Mati. W książce Żegnaj, Skarpetko! Benjamin Chaud występuje nie tylko w roli ilustratora, lecz również autora tekstu.

Dane techniczne:
Tytuł: "Żegnaj Skarpetko! "
Autor tekstu:
Ilustrator:
Wydawnictwo: ZAKAMARKI
Liczba stron: 36
Oprawa: twarda 
Wymiary: 21,5 x 33,5 cm

piątek, 29 stycznia 2016

JA, czyli dobra inwestycja. Realizuj się.


My matki, kobiety, często zabiegane z mnóstwem obowiązków na głowie. Organizujemy wszystko i dla wszystkich. Próbujemy zrobić, ułożyć, naprawić. Mamy coraz mniej czasu dla siebie! Często przedkładamy dobro innych nad swoje. Co tak naprawdę robimy dla siebie? 
Uszczęśliwiamy innych, cieszymy się tym. A gdzie w tym wszystkim jesteśmy My?
Nasze baterie nie są wieczne. Wcześniej czy później  wypalą się. Żeby móc to wszystko zorganizować i ogarnąć, trzeba najpierw zadbać o własny rozwój. 

Po pierwsze - poznaj siebie! Może Ci się to wydawać całkiem głupie, bo niby jak mamy się poznać? Przecież jesteśmy ze sobą 24h na dobę. Usiądź w domu, w spokoju i zastanów się. Zapisz na kartce wszystkie twoje mocne i słabe strony. Co najbardziej Cię w sobie denerwuje, co chciałabyś zmienić. Kiedy już to zrobisz zastanów się jak chciałbyś być postrzegana. Musisz mieć jasne cele, do których chcesz dążyć. 
Jeżeli mamy już wszystko ustalone, nie pozostaje nam nic innego, jak zaakceptować siebie. Jeśli, możesz coś zmienić, to zrób to bez wahania. Zacznij zmiany powoli, małymi krokami, a na pewno się uda. Może idź do fryzjera, kup nowe ciuchy, tak abyś poczuła się dobrze sama ze sobą. Jeśli uważasz, że nie masz dobrego gustu, poproś o pomoc koleżankę lub kolegę. Na pewno Ci pomogą a to nie obciąży tak bardzo twojego budżetu, będzie doskonałą inwestycją w siebie. Jeśli Ty będziesz zadowolona to inni widząc Ciebie też będą. Mówią, że jak Cię widzą tak Cię piszą  i myślę, że coś w tym jest.
Po drugie - nie na darmo mówi się też, że inwestycja w siebie jest najlepszą inwestycją. Dobrze się mówi, tylko jak przejść do działania? Przecież od "chcieć" do "zrobić" jest daleka droga i często pozostajemy tylko w sferze marzeń i opowieści bez przejścia w czyn.
Po trzecie - inwestujmy w nabywanie umiejętności, w podnoszenie kalifikacji. Zdobywanie większej wiedzy. Jeśli myślisz, że do tego trzeba posiadać dożo pieniędzy, to mylisz się! Internet daje nam mnóstwo możliwości samokształcenia się wystarczy tylko poszperać i wyszukać to co nas interesuje.
Nasze umiejętności po pewnym czasie zaczną przekładać się na zysk a wtedy będziemy mogli zainwestować kolejne pieniądze w profesjonalne szkolenia. Jednak kluczem do sukcesu i dobrej inwestycji jest determinacja, cierpliwość i samodyscyplina. Wszystko wymaga czasu. Jeśli będziemy się trzymać naszych założeń to pomalutku ale sukcesywnie będziemy zbliżać się do wymarzonego celu.

Ja ostatnio staram się zgłębiać wiedze na temat inwestowania na giełdzie. Posiadam akcje ale moja wiedza na ten temat bardzo kuleje i wymaga osób trzecich. Jednak znalazłam już w tym temacie szkolenia, które mnie bardzo zainteresowały. Prowadzi je firma CMC Markets a więcej szczegółów można znaleźć na ich stronie. Na razie jednak pozostają one w sferze marzeń, jednak robię wszytko by to się niedługo zmieniło.

środa, 27 stycznia 2016

Krem pielęgnacyjny do buzi i ciała dla dzieci - CIAŁO PLUS BABY SOLUTIONS

O kosmetykach firmy Ciało Plus Baby Solutions pisałam już TU, dzisiaj przedstawiam kolejny produkt a jest nim krem pielęgnacyjny do buzi i ciała dla dzieci. 
Jest okres jesienno-zimowy i zmagamy się z suchą skórą u Jasia, potrzebuje ona odpowiedniej pielęgnacji. Przez 3 tygodnie stosowałam Ciało Plus Baby Solutions po kąpieli. Skóra stała się dobrze nawilżona i natłuszczona, zauważalnie zmieniła się jej kondycja. Nie wystąpiły żadne niepożądane objawy. Produkt pomimo małego opakowania, które mnie na początku troszkę odstraszyło jest bardzo wydajny i szybko się wchłania. Polecam do codziennego stosowania, pielęgnacji suchej skóry. 

Co na temat kremu pisze producent?
Krem służy do codziennej pielęgnacji skóry twarzy i całego ciała. Długotrwale nawilża i natłuszcza skórę, Pomaga zachować barierę lipidową, tworząc ochronny "film". Łagodzi podrażnienia, regeneruje i odżywia.  

Skład: 
Aqua, Panthenol, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Glycerin, Butyrospermum Parkii  Butter, Canola Oil, Lanolin, Octyldodecanol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Olea Europaea Fruit Oil, Isostearyl Isostearate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Caprylyl Glycol, Glyceryl Caprylate,  Phenylpropanol, Caprylic/Capric Trigliceride, Sodium Acrylates Copolymer, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Tocopheryl Acetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium EDTA, Allantoin, Parfum, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide.

niedziela, 24 stycznia 2016

Grzejnik ozdobą domu. Inspiracje.

Niektóre elementy naszych wnętrz traktujemy typowo funkcjonalnie, maja być i spełniać swoją role. Co jeśli oprócz wykonywania swoich zadań mogę jeszcze upiększać nasz dom? Dla mnie takim przedmiotem jest grzejnik. Uwodnienie Wam, że nie musi to być zwykły biały prostokąt bez polotu. Wręcz przeciwnie zobaczycie coś naprawdę fajnego. 
Pierwsza moja propozycja to grzejnik gdzie pionowe smukłe profile ułożone są w niewielkiej odległości od siebie, można go kupić w różnych kolorach. Na zdjęciu usytuowane koło okna przypominają mi troszkę okiennicę, tylko że zamontowane w środku.  
Wielka szklana powierzchnia z zaokrąglonymi rogami, zdecydowanie wpasował by się do większości wnętrz. Najbardziej podoba mi się w nim to, że dzięki specjalnym pasiakom można na nim rysować, zapisywać wszystko co tylko przyjdzie nam do głowy. Czyli dwa w jednym!
Grzejnik który możemy zamówić z nadrukiem, idealny do mieszkań o małej powierzchni. To taki obraz który dosłownie ogrzewa nasz dom. 
Teraz coś dla fanów współczesnej architektury, ma bardzo ciekawy kształt. Jest dostępny w kilku kolorach, więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Ostatnia moja propozycja, to coś co może zastąpić typowy grzejnik łazienkowy. Ciekawy nowoczesny kształt, jednak w dalszym ciągu jest gdzie powiesić mokry ręcznik i pranie do szybkiego schnięcia. Właśnie taki widziałabym u siebie w domu. 

Mama nadzieję, że coś przypadło Wam do gustu. Wszystkie zdjęcia grzejników wzięłam ze strony http://mat-dom.pl/ . Ja z racji tego, że w mieszkaniu mam same duże okna mam duży problem z grzejnikami. W jednym z pokoi okna zajmują całą ścianę, więc chciałabym wymienić moje grzejniki na coś długiego i wąskiego, żeby zmieściły się w przerwach między jednym a drugim oknem. Niestety obecnie grzejniki zajmują mi sporo miejsca, które mogłabym wykorzystać do postawienia większej ilości mebli.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...