wtorek, 21 lutego 2017

Prezent dla 3 latka! Co kupić?

 
Prezent dla 3 latka! Co kupić?

Jestem mamą bardzo energicznego, rozgadanego i wesołego trzy latka. Kiedy to minęło? Nie wiem, ale na pewno zbyt szybko. W sieci najwięcej jest propozycji dla dzieci rocznych, bo to właśnie te urodziny są obchodzone bardzo hucznie (no oczywiście jeszcze 18-stka, ale tu raczej najlepiej sprawdza się gotówka). Kupno prezentu dla trzylatka to nie małe wyzwanie. Naprawdę wymaga sporego główkowania i kombinowania, kiedy na przykład taki delikwent ma już sporo różnych cudów w swoim pokoju. 


Ja powiem Wam, co u nas się sprawdza i co warto kupić. Poniższe propozycje to nie są rzeczy, które wyszukałam z internetu, bo np. fajnie wyglądają, ładne, słyszałam że modne lub będą dobrze wyglądały w poście. Większość tych rzeczy mamy u siebie w domu (no prawie wszystko) a ta jedna rzecz jest w planach, tylko czekam aż młodszy (aktualnie 15 mc) na tyle podrośnie by nie zjeść większości. 
Prezenty podzieliłam na te do 100 zł i powyżej. Na te drugie warto się złożyć w kilka osób, bo wierzcie mi, że lepiej mieć jedną porządną zabawkę co jakiś czas niż miliardy maleństw, z którymi potem nie wiadomo co zrobić a w pudle często dziecko nawet się do nich nie zdąży dokopać podczas zabawy. Dobra, dosyć marudzenia zaczynamy!

Prezent dla 3 latka - zabawki do 100 zł.


Prezent dla 3 latka! Co kupić?

1. Plecak od Skip Hop - my aktualnie mamy mniejszą wersję, bo zakupiłam Jasiowi go już dawno, jestem z niego bardzo zadowolona, teraz przymierzamy się do tej większej wersji. Dziecko w wieku 3 lat szykuje się na przedszkolną przygodę, więc plecak przyda się nie tylko do noszenia swoich niezbędnych skarbów, ale także na wycieczki.
2. Gra rybki - ta gra jest dostępna w wielu wersjach my mamy dokładnie tą, która jest dostępna w każdym Pepco. Tutaj jakość wykonania nie powala (stwierdziłabym nawet, że jest słaba), ale to też gra naszego dzieciństwa, a moje dziecko się w niej zakochało. Banalnie prosta i w tym cały urok. Niesamowicie ćwiczy koncentrację i trafianie do celu.
3. Puzzle - o tym, dlaczego warto układać puzzle już kiedyś pisałam TU (klik). Pociąg z cyferkami od CzuCzu dodatkowo nauczy malucha liczenia do dziesięciu, to jedne z naszych ulubionych puzzli i nigdy się nie nudzą. 
4. Kartonowa rakieta - ten model, który widzicie na obrazu produkuje firma Tektorado, my w swoim domu mamy taki domek i jest przy nim świetna zabawa. Dziecko poza oczywista zabawą już gotowym modelem, najpierw buduje go razem z rodzicem a później może puścić wodzę fantazji (a tego akurat żadnemu dziecku nie brakuje) i pomalować go jak chce.
5. Ciastolina  play doh - wspaniale rozwija małą motorykę u dzieci. Mój trzylatek ją uwielbia a akcesoriów im więcej, tym lepiej. Dlatego w tym przypadku możliwości jest mnóstwo.


Prezent dla 3 latka - zabawki powyżej 100 zł. 

Prezent dla 3 latka! Co kupić?

1. Kuchnia Janod - kuchnia, to było marzenie mojego trzylatka, pokazywana w każdej reklamowej gazetce. Przy wyborze postawiłam przede wszystkim na jakość. Jak wiadomo kuchnia, to większy wydatek dlatego warto wybrać mądrze, u nas sprawdza się świetnie, szczególnie że oprócz Jasia jest jeszcze mały Stać, który jak wiadomo najbardziej lubi zabawki brata. Przy tym modelu jest miejsce dla nich dwóch oraz jeszcze dla jakiegoś odwiedzającego nas kolegi (dokładnie obejrzycie ją TU).
2. Kulodrom - zabawka, która pokazuje nam podstawowe prawa fizyki. Wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, bo każdy zestaw można ułożyć na kilka sposobów, mało tego zestawy można łączyć! Zawsze cenię zabawki, które można dalej "rozbudowywać". Więcej o tym cudzie możecie przeczytać w poście " Kulodrom - poznajemy fizykę przez zabawę" (klik).
3. Lego Duplo - lego jest znane chyba wszystkim. Cudowne klocki, które można kolekcjonować i tworzyć prawdziwe cuda, których nie powstydziłby się najlepszy architekt.
4. Rowerek biegowy - my swoją przygodę z biegówką zaczęliśmy jak Jasio miał ponad 2 lata, ale nadal jest to bardzo aktualny temat, bo on kocha jeździć rowerkiem. Model FIRST BIKE CROSS   mamy i znakomicie się sprawdza dzięki temu, że jest niesamowicie lekki, ma terenowe koła a mój Jasio jeździ zarówno po drogach polnych jak i po chodnikach, które są pełne dziur. Rowerek sprawuje się bez zarzutu i chyba jest nie do zdarcia, bo eksploatujemy go dosyć mocno a wygląda nadal jak nowy i na pewno Staś odziedziczy go w spadku po bracie. Więcej informacji na jego temat znajdziecie TU (klik).
5. Zestaw konstruktora Janod - coś co jak na razie jest na liście rzeczy do kupienia, ze względu na to, że młodszy brat Jasia jest na etapie "co znajdę, to zjem". Dlatego wystrzegamy się tak dużej ilości małych rzeczy. Jednak niewątpliwie jest to coś, co nie tylko pobudza wyobraźnię, ale również zmusza do koncentracji, skupienia i logicznego myślenia. Te klocki rozwijają i właśnie takie zabawki lubię najbardziej.

Mam nadzieję, że wszystkim tym którzy właśnie gorączkowo przeszukują czeluście internetu w poszukiwaniu fajnego prezentu dla trzyletniego dziecka i natrafili na ten post pomogłam.

środa, 15 lutego 2017

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

Usta namiętne, miękkie i całuśne! Takie właśnie powinny być. Często zapominamy o nich w codziennej pielęgnacji. Warto jednak o nie zadbać. Jak to zrobić samej i to we własnym domu bez wydawania fortuny na jakieś farmaceutyczne cuda? Ja wiem i za chwilę Wam zdradzę.


Olej kokosowy ostatnio zawitał do większości polskich domów i odkryliśmy jego moc zarówno w kuchni, jak i w pielęgnacji naszej skóry czy włosów. Sama osobiście jestem zwolennikiem produktów wartościowych i nie stawiam na ilość a jakość, dlatego wybrałam olej kokosowy organiczny i co najważniejsze tłoczony na zimno. Różnica między tym zwykłym rafinowanym dostępnym w sklepach sieciowych jest ogromna i naprawdę warto wydać te klika złotych więcej, bo on starczy naprawdę na długo.  

Peeling do ust na bazie oleju kokosowego. Czyli jak zadbać o swoje usta i kusić nimi nie tylko od święta.

Co potrzebujemy:
- olej kokosowy ( o tym jaki ja polecam, pisałam wyżej), 
- brązowy cukier,
- miód lub syrop klonowy ( żeby się lepiej kleiło, ale wybór co do produktu zostawiam Wam, bo sprawdzają się wyśmienicie dwa), 

Do smaku i aromatu można dodać:
- kakao (mój ulubiony, to ten ciemnobrązowy na zdjęciu poniżej), 
- cynamon,
- dowolne inne rzeczy, które lubicie np. aromat migdałowy czy skórkę cytrynową, pomarańczową itp. 

Jak przegotować peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

2 łyżki oleju kokosowego plus jedna łyżeczka miodu (lub syropku), do których stopniowo dodajemy brązowy cukier tak, aby powstała nam gęsta masa. Gotowe! Szybko, łatwo i przyjemnie. Teraz możecie troszkę pokombinować z tym co lubicie i dodać troszkę kakao lub cynamonu albo innego ulubionego składnika. Możecie też podzielić podstawową masę i zrobić kilka różnorodnych smakowych i pachnących wariantów, które świetnie sprawdzą się jako prawdziwy prezent od serca dla mamy, przyjaciółki albo po prostu kogoś, kogo lubicie. 

Wielu mięciutkich i bardzo smacznych buziaków Wam życzę <3 

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

DIY. Peeling do ust na bazie oleju kokosowego.

piątek, 10 lutego 2017

Wracam do pracy! Jak dobrze się "siedziało" w domu....


Wracam do pracy! Jak dobrze się "siedziało" w domu....

Macierzyństwo to najbardziej trudne, męczące i cudowne wyzwanie, jakie życie postawiło na mojej drodze. Ja oraz moich trzech muszkieterów 3 letni Jaś, 14 mc Staś i głowa rodziny, czyli Ł. Mój świat został zdominowany przez mężczyzn i czuję się z tym świetnie!

 

Wracam do pracy! 

Ta data już od pewnego czasu zbliżała się nieubłaganie i nadszedł czas, że wracam do pracy, a moje dzieci idą do żłobka. Wszyscy zaczynamy coś nowego, nasze życie zmienia się i tylko czas pokaże jak odnajdziemy się w nowej rzeczywistości. Jak wiecie każda zmiana budzi opór, więc aby zdrowo spojrzeć na wszystko musi minąć troszkę czasu. Ja skupię się na tu i teraz na tym, jak było przez ten czas, kiedy to "siedziałam" w domu i pachniałam. W sumie to zawsze pachniałam tylko nie zawsze tak jak bym sobie tego życzyła.

Macierzyński jak było?

Mogę powiedzieć jedno w domu nie było łatwo. Wszystkim się wydaje, że tak super siedzieć w domu, bo przecież ja tam "siedzę" ale nie, nie, nie jest coś więcej. To praca 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu bez urlopu czy przerw świątecznych.
Jak mogłabym podsumować te mniej wzniosłe aspekty macierzyństwa? Hm...... więc na początku nie ogarniasz rzeczywistości, działasz na zasadzie prób i błędów kierując się własną intuicją (niestety nie ma kursu na wspaniałą matkę) robisz wszystko jak najlepiej umiesz, choć nie zawsze wychodzi to tak jak sobie planowałaś. Dowiadujesz się, że co byś nie robiła, to robisz źle np.:
- karmisz piersią - o Boże głodzisz to dziecko!
- karmisz mm - jak możesz! Dajesz "paszę" i chemię dla zwierząt,
- jakbyś nie ubrała, zawsze ktoś się znajdzie kto uzna, że nieodpowiednio,
- dajesz słodycze, źle będzie miało próchnice, nie dajesz też źle, bo odbierasz dzieciństwo, jak byłaś mała to jadłaś i żyjesz.
Tych przykładów mogłabym wypisywać i wypisywać tak, że zrobiłaby się z tego mała encyklopedia. Przechodziłam to już dwukrotnie, nauczyłam się wpuszczać jednym a wypuszczać drugim uchem takie życzliwe uwagi. Nigdy nie sprostasz czyimś oczekiwaniom, więc skup się na sobie i rodzinie. Po co sobie dokładać! A na pytanie do kiedy mam zamiar karmić piersią dziecko, bo dziecko ma już rok kwituję, że do osiemnastki. 
Przez długi czas miałam wiecznie poplamione i powyciągane koszulki, o co bardzo skrupulatnie dbały moje dzieci. Problemy ze snem ...... no generalnie to problemów nie mam, jakbym tylko miała szanse to bym spała, ale nie da się tak ciągiem za długo, bo zaraz ktoś chce siku, wody, mleka, coś się śniło lub trzeba sprawdzić, czy przypadkiem nie zabrali mnie kosmici itp. Naprawdę, kiedy jesteś mamą czujesz się potrzebna, a nawet powiedziałabym jesteś tak niezbędna jak papier toaletowy w ubikacji (bez urazy uważam, że papier toaletowy jest niedoceniany, bo bez niego nie da się żyć tak jak i bez kawy). 
W pierwszych miesiącach życia mojego Staszka wydawało mi się, że żyje po to, by produkować pokarm, zmieniać pieluchy, gotować i sprzątać, ale patrząc na niego w sumie było mi to obojętne skoro się do mnie tak słodko uśmiecha. Niekiedy czułam się też troszkę jak zwierzę, kiedy laktatorem odciągałam pokarm, bo mi kojarzy się tylko z jednym - z dojeniem (choć przy Jasiu robiłam to ponad 6 mc ciągiem). No, ale jak mus to mus, siła wyższa, albo to, albo kolejny zastój, a to jest porównywalne z bólem porodowym. Jedyna różnica polega na tym, że kiedy rodzisz to na końcu dostajesz taka małą słodka kuleczkę, na którą czekałaś 9 miesięcy. Kiedy masz zapalenie piersi, to żyjesz w strachu przed kolejnym. Kiedyś przyjaciółka zarzuciła mi, że jak mogłam jej nie powiedzieć, że na początku jest tak cholernie ciężko (no, chyba że ktoś ma kilka osób do pomocy, Ja takiego luksusu nie miałam niestety). Oczywiście z ręką na sercu przyznaje, że mówiłam, ale ona nie przyjmowała tego do wiadomości.

Teraz pora na troszkę lukru, bo nie może przecież być ciągle źle, nie byłoby tyle dzieci na tym świecie. Po pierwsze to niesamowite jak ten mały człowiek we mnie urósł (i to 2 razy!) cud narodzin, to większy z cudów, jakie życie dało mi przeżyć (nawet teraz się wzruszam). Na moich oczach rośnie i poznaje świat, wystarczy jeden uśmiech, aby znów moje baterie zostały naładowane. Kiedy Jasio pierwszy raz powiedział do mnie świadomie "mama" czułam się jak bym wygrała w totka (teraz w sumie uważam, że mógłby troszkę więcej używać słowa "tata"). Widzę jak bardzo jestem im potrzebna, a moje serce zostało całkowicie przez nich skradzione. Poznałam nowy rodzaj miłości, czułości, szczęścia. Kiedy rzucają się na mnie, by dać mi buziaka, skaczą podczas zabawy lub po prostu przytulamy się wiem, że w życiu już mam to, co najcenniejsze moją rodzinę. To oni potrafią rozśmieszyć mnie do łez sprawić, że się wzruszam. Od kiedy zostałam mamą płakałam bardzo dużo razy z radości, wzruszenia i bezsilności. To najpiękniejszy czas w moim życiu i staram się z niego zapamiętać jak najwięcej, bo czas płynie nieubłaganie i nie cofniemy go.

Cieszę się, że miałam możliwość spędzenia z nimi tych kilkunastu miesięcy, zobaczyć pierwsze kroki, uśmiech, psoty. Stworzyć tę niesamowitą więź. Teraz czeka nas kolejny etap naszego życia, w którym pora na powrót do rzeczywistości i pójście do pracy. Czego obawiam się najbardziej? To proste, że umrzemy z brudu i głodu :). Oczywiście czas to zweryfikuje, bo skoro inni dają radę, to ja też chyba dam. Jednak mam coś wspaniałego co pozwala mi niekiedy przenosić góry są to dzieci i wiem, że mogę czuć się prawdziwą szczęściarą, bo nie wszystkim jest to dane, choć bardzo by tego chcieli. Dla moich chłopaków mogę wszystko.

środa, 8 lutego 2017

Uwaga "Trolle"!

 


"Trolle" to pierwsza bajka, na którą wybrałam się z moim Jasiem do kina. Właśnie skończył 3 lata i postanowiłam sprawdzić, czy jest już gotowy na oglądanie bajek na dużym ekranie oraz dłuższych niż 30 minut. To był nasz pierwszy raz i mój maluch zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.


"Trolle" kim one są.

Słowo Trolle kojarzy mi się z dzieciństwem, bo każdy z moich rówieśników posiadał tą bardzo barwną i długowłosą figurkę z wielkimi oczami, prawdziwy must have każdego dziecka. Kiedy zobaczyłam, że powstała bajka z udziałem tych uroczych stworzeń wiedziałam, że trzeba to zobaczyć na własne oczy. Film, jak i książką nie zwiodła, bo główni bohaterzy są bardzo radośni, przyjaźni i uroczy. Najbardziej na świecie uwielbiają bawić się, śmiać i przytulać. Do tego ostatniego mają nawet specjalne zegarki, które informują ich, że czas na przytulaska.

O czym opowiada bajka "Trolle".

Według mnie opowiada o miłości, przyjaźni i o tym, że radość jest w nas, choć niekiedy bardzo głęboko schowana przez doświadczenia, jakie zsyła na nas życie. O tym, że nie powinniśmy dać sobie wmówić, że potrzebujemy "czegoś" do szczęścia, że tylko określona rzecz jest w stanie obudzić w nas to radosne uczucie. Pokazuje, jak walczyć o to, na czym tak naprawdę nam zależy.

Główni bohaterowie w bajce "Trolle".

Głównymi bohaterami jak sama nazwa wskazuje, są Trolle, których główny cel w życiu, to być szczęśliwym! Są radosne i cieszą się życiem. Niestety ich wrogiem stały się straszni Bergeni, którzy żyją w wiecznym niezadowoleniu i smutku. Jedna z nich tak zwana kucharka odkrywa coś bardzo strasznego sekret na to, jak można poczuć szczęście choć przez chwilę. Tą magiczną rzeczą jest zjedzenie Trolla i tak raz w roku odbywa się wielka uczta gdzie Trolle są daniem głównym (o zgrozo). Maluchy postanawiają uciec raz na zawsze, żyć daleko i szczęśliwie. Przez kilka lata jest naprawdę cudownie, co pozwala na utratę czujności i zbytnie odsłonięcie się. Niestety skutkuje to złapaniem kilku z nich. Księżniczka Popi postanawia uratować swoich przyjaciół w czym pomaga jej Mruk, który utracił swoje szczęście dawno temu. Jak kończy się ta opowieść? Musicie przeczytać sami.

Jasio był bardzo podekscytowany wizytą w kinie i teraz zawsze, kiedy koło niego przechodzimy krzyczy, że chce iść na Trolle. Jednak w połowie filmu miał lekki kryzys i chciał troszkę buszować po sali na szczęście przekupiłam go cukierkami, które miałam w kieszenie i jego zainteresowanie filmem wróciło. Zachęcam również do sięgnięcia po książkę, Wydawnictwo Egmont naprawdę daje szeroki wybór w tej sprawie. Nam najbardziej przypadła wersja dla najmłodszych gdzie piękne ilustracje pozwalają nam wrócić do wspólnie spędzonych chwil podczas seansu filmowego. Jaś jak tylko zobaczył książkę, skakał jak szalony krzycząc, że chce Trolle co było naprawdę urocze. Oczywiście jest też wersja dla starszych dobrze czytających dzieci, gdzie głównie znajduję się tekst z kilkoma barwnymi ilustracjami. Możemy również zaopatrzyć się w egzemplarz o przytulaniu z bransoletką, która będzie nam o tym przypominać, bo przytulanie przecież jest fajnie. Sami zobaczcie.





 

piątek, 3 lutego 2017

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

Nie przypuszczałam, że choroba wszystkich domowników zmobilizuje nas do twórczego działania. Po kilku dniach spędzonych w domu zaczęły nam się kończyć pomysły na zabawę i zaczęło zwyczajnie wiać nudą. Dlatego postanowiliśmy z Jasiem stworzyć coś własnoręcznie. Co nam z tego twórczego szału wyszło? Sami się za chwilę przekonacie. Dzisiaj podpowiem Wam jak zmienić zwykłe opakowania po jajkach w coś niezwykłego. Wystarczy klej, farby, flamastry, nożyczki, kolorowy papier i oczywiście puste opakowania po jajkach oraz rolki po papierze toaletowym. Wszystkie te rzeczy zapewne każdy ma w domu, więc nie ma z tym najmniejszego kłopotu i można od razu zabierać się do roboty. 

 

Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

Nasza propozycja to krokodyl, choć można zdecydowanie nazwać go też smokiem. Sami zdecydujcie co bardziej przypomina. Jasio idzie w zaparte, że jest to krokodyl, więc zostaniemy przy tym określeniu.

Do zrobienia krokodyla potrzebujemy:

- dwóch opakować po jajkach,
- czterech rolek po papierze toaletowych,
- zielone farbki,
- klej,
- kolorowy papier,
- czarny flamaster. 

Jak zrobić krokodyla z opakowań po jajkach i rolek po papierze toaletowym:

Opakowania po jajkach i rolki po papierze toaletowym malujemy na zielono. Ja użyłam całego opakowania po sześciu jajkach (głowa) i połowy opakowania po 12 jajkach (tułów). Kiedy wszystko wyschnie, to rolki po papierze toaletowym przycinamy o 1/3, aby powstały nam nogi i mocujemy je pod spodem połowy długiego opakowania po jajkach. Następnie rozciętą na pół mniejszą wytłaczankę sklejamy ze sobą krótszymi końcami tak, aby buzia naszego krokodyla była lekko otwarta. Ze sztywnej kartki wycinamy zęby, język i oczy, które malujemy czarnym flamastrem. Wszystko przyklejamy do naszej głowy. Kiedy już nasz krokodyl zagląda na nas tymi wielkimi oczami, to mocujemy ją do tułowia. Z kawałka pomalowanej rolki, która została nam z nóg robimy ogon.

Tak właśnie powstał nasz nowy zielony przyjaciel. Nie jest groźny, ale bardzo wesoły lubi dzieci i zabawy! A jak Wam się podoba nasz krokodyl zwany też smokiem?

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.

DIY. Zabawki z opakowań po jajkach - zrób to sam. Krokodyl.










poniedziałek, 30 stycznia 2017

Prosta sałatka z kurczakiem i makaronem ryżowym.

Prosta sałatka z kurczakiem i makaronem ryżowym.

Przepis na prostą sałatkę z kurczakiem. To właśnie nim dzisiaj się z Wami podzielę. Osobiście lubię sałatki, bo nie robi się je długo a naprawdę niekiedy potrafią nas uratować np. jak przyjdą niespodziewani goście, wieczorem kiedy lodówka przyciąga nas jak magnes lub zapakowana w pojemniku umili przerwę w pracy i zastąpi tradycyjną kanapkę.


Składniki potrzebne do wykonania prostej sałatki z kurczakiem:

- 2 piersi z kurczaka, 
- 400g makaronu ryżowego, 
- jedna papryka czerwona, 
- puszka czerwonej fasoli,
- puszka kukurydzy,
- 2 ząbki czosnku, 
- łyżka majonezu, 
- łyżka jogurtu naturalnego, 
- sól, pieprz, słodka czerwona papryka.

Sposób przygotowania:

Piersi z kurczaka kroimy w kostkę, przyprawiamy solą, pieprzem, papryką słodką i smażymy na patelni. W tym czasie gotujemy makaron ryżowy zgodnie z instrukcją zawartą na opakowaniu.  Odkładamy te produkty, aby wystygły a w tym czasie kroimy w kostkę czerwoną paprykę oraz odcedzamy kukurydze i fasolę. Wszystkie składniki łączymy razem i mieszamy. Sos przygotowujemy z majonezu połączonego z jogurtem, czosnkiem i przyprawami. Polewamy nim przygotowane wcześniej produkty i bardzo dokładnie mieszamy. Na koniec odkładamy do lodówki na około 2h tak, aby smaki się "przegryzły" i gotowe. 

Teraz pozostało nam już tylko jedno.... jedzenie! 

A jeśli lubicie sałatki z kurczakiem, to zapraszam Was na sałatkę z kurczakiem i ananasem (klik). Również jest bardzo prosta w wykonaniu i smaczna. 

Prosta sałatka z kurczakiem i makaronem ryżowym.

salatka z kurczaka

salatka z kurczakiem

salatka z kurczakiem i makaronem ryżowym


piątek, 27 stycznia 2017

Kamienie milowe. Prawidłowy rozwój niemowląt między 9 a 12 miesiącem życia.

Kamienie milowe.

Kamienie milowe i prawidłowy rozwój to bardzo ważna sprawa w życiu każdego małego człowieka. Przy dziecku czas płynie bardzo szybko, wystarczy chwila nieuwagi i okazuje się, że z małej różowej kuleczki zmieniło się w całkiem rezolutnego, sprytnego i psocącego bobasa. Nie przesypia już większości dnia, tylko aktywnie w nim uczestniczy. Między 9 a 12 miesiącem życia dziecko jest bardzo aktywne, jednak nadal musimy obserwować bardzo uważnie jego rozwój, aby móc zareagować, jeśli uznamy, że zaczyna się dziać coś niepokojącego. Dlatego dziś kolejny wpis odnośnie prawidłowego rozwoju dziecka w pierwszym roku jego życia, a dokładniej między 9 a 12 miesiącem.


Jak wspierać prawidłowy rozwój niemowląt między 9 a 12 miesiącem życia?


Zabawa w naśladowanie - pokazujemy malcowi różne gesty i zachęcamy go do powtarzania ich. Dzięki tej zabawie mój Staś potrafi bardzo dobrze naśladować Tarzana, czyli uderza rączkami w pierś i wydaje odgłosy (tego akurat nauczył tata). Bardzo lubi też naśladować moje ruchy podczas wspólnego tańca. Jestem pod wielkim wrażaniem tego jak bardzo stara się odwzorować moje ruchy.

Wrzucanie i wyjmowanie przedmiotów - wystarczą dwa plastikowe kubki, aby zająć naszego malca na naprawdę dłuższą chwilę. Pokazujemy mu jak wkładać jeden w drugi tak, aby sam próbował to zrobić. Jeśli opanuje już tę sztukę do perfekcji, zawsze możemy dołożyć kolejny i znów zaczyna być to dla niego bardzo interesującym zajęciem. Aktualnie Staś uwielbia wysypywać wszystkie klocki, by potem siedzieć i je wszystkie z powrotem wkładać do pojemnika oraz biegać z kubkiem i wkładać do niego wszystko, co się tam zmieści.

Czytanie i opowiadanie książek - od początku starajmy się jak najwięcej mówić do dziecka. Kiedy czytamy i oglądamy z nim książeczkę, pozwólmy mu samemu przewracać strony. Dzięki temu dziecko ćwiczy małe paluszki, choć to niewątpliwie utrudnia mi niekiedy przeczytanie całego tekstu znajdującego się na stronie, bo Staś już chce przewracać dalej.

Zabawy angażujące w działanie - A ku ku! Jak najbardziej w tym wieku nadal aktualne, sądząc po moim roczniaku i trzylatku ta zabawa zostanie z nami jeszcze na długo.  Świetnie sprawdza się również kosi kosi łapci czy idzie kominiarz po drabinie. 

Przestrzeń - nie ograniczajmy dziecku przestrzenni na tyle, na ile jest to możliwe. Prawidłowa motoryka jest bardzo ważna. W wieku 9-12 miesięcy maluch raczkuje, podejmuje próby chodzenia lub w niektórych przypadkach opanował już tę sztukę do perfekcji. Najważniejsze, żeby jak najwięcej ćwiczył poruszanie się. Pozwólmy również dziecku wspinać się. Bardzo dużo rodziców boi się jak widzi, że maluch się gdzieś wspina, wtedy ściąga go na dół, po czym on znów robi to samo. Rodzic denerwuje się, a dla niego to świetna zabawa. Podczas wspinania się uczy się ruchów naprzemiennych i pracuje bardzo wiele mięśni jednocześnie, więc oczywiście takie rzeczy tylko i wyłącznie pod okiem rodzica lub opiekuna. 

Posłuchajcie, co ma do powiedzenia Doktor Joanan Matejczuk na temat kamieni milowych i prawidłowego rozwoju niemowląt w wieku między 9 a 12 miesiącem życia.  


Jakie najważniejsze kamienie milowe zdobędzie dziecko między 9 a12 miesiącem?

Nasze dziecko znów zmieni perspektywę patrzenia na świat. W zależności od tego, jak szybko rozwija się zacznie samodzielnie wstawać przytrzymując się równych przedmiotów, poruszać trzymając się czegoś lub nawet samodzielnie chodzić. Teraz znów wszystko będzie wydawać mu się całkiem inne, bo widzi wszystko z góry, zwiększają się jego możliwości odkrywania nowych rzeczy. Jednak nie starajmy się pomagać dziecku, aby jak najszybciej zaczęło chodzić. Maluch sam to zrobi kiedy będzie na to gotowy, każde dziecko rozwija się w swoim indywidualnym tempie. Jako mama dwóch chłopców wiem, że nawet rodzeństwo bywa bardzo od siebie różne. Starszy syn Jaś postanowił sam ruszyć w świat na dwóch nogach bez żadnej pomocy po skończeniu 13 miesięcy natomiast Staś po prostu wstał i ruszył do przodu mając 11 miesięcy i tydzień, jak by to robił już od zawsze. W tym wieku rozwija się również komunikacja, już nie tylko werbalna oraz ta skonstruowana z bliżej nieokreślonych dźwięków, ale pojawiają się pierwsze zrozumiałe słowa. Dziecko stara się przekazywać nam swoje emocje opowiadając o nich, rozumie już bardzo dużo, choć samo nie potrafi za wiele powiedzieć. Nasz mały człowiek zaczyna też nieźle kombinować! Czyli jeśli ma jakiś cel, zaczyna opracowywać plan i wciela go w życie, by go osiągnąć. Mistrzem w tzw. kombinowaniu jest zdecydowani mój Staś, kiedy chce gdzieś wejść, gdzie jest dla niego za wysoko, szuka po mieszkaniu przedmiotu, który może tam przynieść lub przysunąć i wspiąć się po nim do upragnionego miejsca.








* Artykuł powstał we współpracy z Enfamil 

Zapraszam również na inne artykuły z tej serii:



 





wtorek, 17 stycznia 2017

Rok życia z dwójką dzieci. Wyznania matki.

 
Rok życia z dwójką dzieci. Wyznania matki.

To już rok! A nawet troszkę ponad, od kiedy zostałam mamą po raz drugi i po raz drugi moje życie całkowicie się zmieniło. Oczywiście zmieniło się na lepsze, bo dzieci to największe szczęście, coś najcenniejszego co podarowało mi życie. Pamiętajmy też, że to szczęście niekiedy potrafi nieźle wkurzyć, wyprowadzić z równowagi oraz sprawić, że masz ochotę dać nacieszyć się nim innym (czyt. instytucja babcia, dziadek, ciocia lub ktokolwiek chętny zabrać, chociaż na godzinkę). Ja podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami z ostatniego roku życia gdzie mój świat zdominowali mężczyźni.


Zacznijmy od początku!
Kiedy okazało się, że po raz drugi urodzę synka pomyślałam sobie, że nic mnie nie zaskoczy! Oh, życie zero wyzwań, bo przecież jednego syna już mam no i jeszcze męża a on też niekiedy śmiało może zostać zaliczony do katergoli "dziecko". Instrukcja obsługi płci męskiej jest mi świetnie znana, nic mnie przecież nie zdziwi. Teraz wiem jedno "o ja głupia....". Nie pozostaje mi nic innego jak tylko iść do Częstochowy na kolanach i prosić o rozum, by już nigdy nic takiego nie pomyśleć. Nowy mały człowiek (Staś, aktualnie prawie 14 mc), okazał się nijak przypominać swojego starszego brata Jasia (poza wiecie tym co każdy facet posiada). Nawet kupę robi inaczej! Człowiek, znów kombinował jak koń pod górę, aby tej małej różowej kulce było jak najlepiej, bo wszystko chcesz dla niej robić "perfect" i być "perfect", patrzysz na niego i wiesz, że on jest perfekt.

Co było dalej?
Układaliśmy dzień po dniu nasze życie od nowa, zmęczeni i szczęśliwi. Znów widziałam jak rośnie pierwszy ząb, jak siada, wstaje, stawia pierwsze kroki. To jest prawdziwa magia. Stasio bardzo dużo uczy się od brata (niestety nie zawsze to, co bym chciała), naśladuje go, chce robić wszystko razem z nim. Dzięki temu opanowuje nowe rzeczy szybciej, bo chce być jak brat.  Starszak stał się bardziej opiekuńczy, choć szturchańce też mają już miejsce. Nie obejdzie się również bez nerwów, bo aktualnie Jaś uwielbia budować a Staś rozwalać klocki i w tym miejscu powstaje spory konflikt interesów podczas zabawy, ale dajemy radę. Jasio uwielbia przytulać swojego brata i muszę uważać, żeby go tą miłością czasami nie zabił, bo wyczucia zero i ściska niekiedy z całej siły krzycząc "mój Stasio!".

Aktualnie sprawa wygląda tak.
Co rusz pojawiają się nowe wyzwania! Dzielenie się zabawkami nie zawsze bywa takie proste.  Bywa, że każdy chce akurat tego jednego czerwonego klocka, choć obok leży trzydzieści takich samych. Niedługo zostanę chyba mistrzem dyplomacji i mediacji. Najpiękniejsze jest to, że na moich oczach tworzy się prawdziwa braterska miłość i oby tak zostało już na zawsze, ta niesamowita więź, która teraz ich łączy. Mała różnica wieku między nimi sprawiła to, że Starszy syn nie będzie pamiętał jak to było bez brata. Dla niego są ze sobą od zawsze i oby na zawsze. 

Największe wyzwania minionego roku z dwójką dzieci. 
Początki karmienia piersią - kiedy starszak za każdym razem przez pierwszy 2 tygodnie wpychał się na moje kolana i zajmował miejsce młodszemu abym go nie karmiła. Tym sposobem Stasio był karmiony pod pachą a Jaś siedział na kolanach. Nie chciałam go spędzać, aby nie czuł się odrzucony i niechciany, kiedy tylko zauważył, że nikt mu nie zabiera mamy przestał. 
Pranie - przy dwójce, niepuszenie pralki przez dwa dni wiąże się z większą kumulacją niż jest możliwa w totku. Jeśli się zdecydujemy na taki czyn, długo nie można się potem z tego wszystkiego oprać no, chyba że jest lato. 
Wyjście z domu - jak Stasio był niemowlakiem, to nie było większego problemu z ogarnięciem dwóch sztuk. Schody zaczęły się dopiero tej zimy. Biegają, skaczą i nie bardzo lubią się ubierać w te kombinezony. Jak ubrać wszystkich by nikt się nie ugotował? Naprawdę się staram...jednak chyba nie zawsze wychodzi. Oni się zaczepiają, ganiają a ja biegam i gimnastykuje się a wszystko to wygląda rodem z tv, taki Benny Hill na żywo. Określenie 5 minut i wychodzę, dla mnie nie istnieje.
Mieszkanie - niestety nie powiększa się, rzeczy przybywa. Sztuka upychania i omijania przeszkód jest bardzo przydatna.
Sen - od 3 lat jestem wiecznie niedospana. Przy życiu utrzymuje mnie spora ilość kawy, którą codziennie w siebie wlewam.

Jeśli jesteście ciekawi, jak Jaś zareagował na nowego małego człowiekq w naszej rodzinie, zapraszam Was tu: Rodzeństwo. Trudne początki (klik).


Rok życia z dwójką dzieci. Wyznania matki.

Rok życia z dwójką dzieci. Wyznania matki.

Rok życia z dwójką dzieci. Wyznania matki.

jak przetrwać z dwójką dzieci

jak przetrwać z dwójką dzieci

jak przetrwać z dwójką dzieci




Mój świat został zdominowany przez mężczyzn i jest mi z tym DOBRZE. 

czwartek, 12 stycznia 2017

DIY. Kartki na Dzień Babci i Dziadka do druku.



W styczniu świętujemy dwa wyjątkowe dni jest nim Dzień Babci i Dziadka. Warto wtedy pomyśleć o upominku dla nich. Naprawdę nie potrzebujemy milionów i wymyślnych prezentów, aby wyczarować uśmiech na ich twarzach, wystarczy drobny gest i przede wszystkim pamięć. 



Dzisiaj przygotowałam dla Was 4 propozycję kartek dla Babi i Dziadka, które możecie wydrukować i wypełnić najszczerszymi życzeniami. Natomiast najmłodsi z pomocą rodziców mogą po prostu odcisnąć z tyłu swoją malutką dłoń. Wystarczy pobrać i wydrukować! 

 

 Dzień Babci 21 stycznia. Darmowe kartki do wydrukowania.


  

Dzień Dziadka 22 stycznia. Darmowe kartki do wydrukowania. 

Pobierz

Mam nadzieję, że znaleźliście coś co przypadnie Wam do gustu i idealnie będzie pasować do Waszych Babć i Dzidków. Jeśli szukacie jakiegoś prezentu, to garść inspiracji znajdziecie w poście pod tytułem: Dzień Babci i Dziadka - co na prezent? (klik)

A jeśli potrzebujecie kalendarza na 2017 rok i chcecie go dostać za darmo, to może zainteresować Was ten post: 15 darmowych kalendarzy do druku na 2017 rok (klik).


niedziela, 8 stycznia 2017

"Uśmiech dla żabki" .

 
Uśmiech dla żabki  Przemysław Wechterowicz

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę do głowy od razu wpadła mi piosenka, którą zna każde dziecko i dorosły czyli: "była sobie żabka mała re re kum kum, re re kum kum..." Jednak jedynym wspólnym czynnikiem łączącym te historie jest tylko i wyłącznie główna bohaterka. 


Książka pod tytułem "Uśmiech dla żabki" Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak, to pozycja obok której nie można przejść obojętnie, bo naprawdę byłby to grzech. Główną bohaterką książki jak sama nazwa wskazuje, jest mała zielona żabka, która pewnego dnia poczuła, że jest najsmutniejsza na świecie i nic nie było w stanie jej pomóc. Kilka osób podejmowało próby rozweselenia maleństwa jednak wszystko spełzło na niczym. Wtedy Mama żabka, poczuła w sercu kłucie i wiedziała, że coś złego dzieje się z jej dzieckiem. Była wtedy w pracy i nie mogła popędzić do swojego maleństwa. Prosi więc bobra, żeby przekazał jej córce uśmiech pełen miłości i czułości. Ten uśmiech oprócz bobra niesie jej lis, niedźwiedź, pies i kilka innych zwierząt. Dzięki temu cały las bardzo szeroko się uśmiecha. Czy uda się dotrzeć z tym wyjątkowym uśmiechem do małej zielonej żabki? Tego musicie dowiedzieć się sami czytając książkę., bo ja nie zdradzę. 

Najważniejsze przesłania, jakie znajdziemy na stronach to to, że jeden uśmiech potrafi czynić cuda i zdziałać naprawdę wiele. Jeśli dajemy komuś słowo, że coś zrobimy to za wszelką cenę powinniśmy je dotrzymać, bo e życiu trzeba być odpowiedzialnym i słownym. Na koniec powiem, że miłość rodzica do swojego dziecka jest bezgraniczna i nie musi on być zawsze koło dziecka, by wiedzieć kiedy dzieje się z nim coś złego. Ciepła opowieść, która idealnie nada się na dobranoc, by śniły się same piękne uśmiechy.


Uśmiech dla żabki

Uśmiech dla żabki

Uśmiech dla żabki

Uśmiech dla żabki












W naszej biblioteczce znajduje się już kilka pozycji Wydawnictwa EZOP i myślę, że ilość egzemplarzy będzie przez cały czas rosła.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...