poniedziałek, 26 czerwca 2017

Dziecko tonie w ciszy....... 5 punktów, które każdy rodzic musi zapamiętać.

 Dziecko tonie w ciszy....... 5 punktów, które każdy rodzic musi zapamiętać.

Dużo hałasu, zamieszanie, ręce w górze i wołanie pomocy! Tak właśnie wyobrażamy sobie najczęściej sytuację, kiedy mówimy, że ktoś tonie. Niestety, takie rzeczy to tylko w filmach, rzeczywistość jest inna. Najcenniejsze, co mamy to życie nie da się go kupić za żadne pieniądze, więc trzeba o nie dbać. A teraz ty drogi rodzicu uświadom sobie, że to TY jesteś odpowiedzialny, za swoje dziecko. Dlatego zrób wszystko, co w twojej mocy by było bezpieczne. Woda to pożęty żywioł, nigdy nie trać czujności. 


Dmuchane zabawki, gadżety i inne cuda.

Uwielbiam, te wszystkie gadżety, cuda, cudeńka wymyślne i dobrą zabawę dzięki nim. Jednak w tym przypadku jak ze wszystkich trzeba mieć głowę na karku i wiedzieć kiedy, co, gdzie i jak. Przede wszystkim nie pozwólmy pływać dzieciom na materacach nad morzem, jeśli nie stoimy tuż obok, bo zabierze je prąd morski i nie będą wstanie same do nas wrócić. Wszelkie pływaki, pontoniki, dmuchawce i inne tego typu cuda w żadnym wypadku NIE zastępują rodzica, to tylko sprzęty, które pomagają w utrzymaniu się dziecka na wodzie. Często sprzęty bywają zawodne, nie narażaj swoje dziecko na niebezpieczeństwo.

Kiedy dziecko jest w wodzie nie spuszczaj z niego oka.

Jeśli wydaje Ci się, że tonie się długo, to bardzo się mylisz. Cała akcja rozgrywa się w ciągu kilku minut a nawet sekund, po czym ciało idzie pod wodę a my bezskutecznie zaczynamy szukać malucha....
To jest jak z gotującym się mlekiem, kiedy odwracasz głowę ono się wylewa. 

Tonący nie macha rękami.

Znacie ten tekst: ręka w górę kogo nie ma? Myślę, że idealnie opisuję tą sytuację. Tonący, nie kontroluje swojego ciała i działania, wyciąga ręce do góry, co skutkuje tym, że ciało zanurza się pod wodę. Nie zobaczysz wielkich zamaszystych wymachów, krzyżujących się rąk, ale nierówną walkę z żywiołem, który próbuję pozbawić życia swoją ofiarę. 

Tonący nie krzyczy o pomoc.

Tonący nie krzyczy o pomoc, on walczy o każdy oddech. Nie jest w stanie wydobyć z siebie choćby słowo. Dlatego nie odwracaj się w wodzie do dziecka plecami, bo ono nie zawoła cię, kiedy coś złego będzie się działo pomimo tego, że będzie tuż obok. 

Rozgrzane dziecko i zimna woda.

Pewnie wydaje się to oczywiste, ale często o tym zapominamy. Niestety, wtedy kiedy na dworze jest upał i możemy opalać nasze ciała na przysłowiową czekoladkę musimy dodatkowo uważać. Jeżeli dziecko, którego ciało jest mocno rozgrzane szybko wbiegnie do zimnej wody, by się ochłodzić może dostać szoku termicznego.

Wiem, że właśnie zaczęły się wakacje, czas wypoczynku, zabawy, podróży. I dlatego właśnie o tym piszę, byście byli jeszcze bardziej czujni niż zwykle. Usiądźcie i zastanowicie się przez 5 minut, jakie wy mieliście pomysły będąc dziećmi, a później popatrzcie na swoje i pilnujecie je jak swojego własnego życia. 

Nie pozostawajcie również obojętni na innych. Często największe tragedie dzieją się pod naszym nosem, na wyciągnięcie ręki. Woda to potężny żywioł często bardzo lekceważony nawet, wtedy kiedy wydaje się spokojna stanowi duże zagrożenie dla małych stópek, które tak chętnie do niej wbiegają.  


środa, 14 czerwca 2017

Niekiedy mam ochotę krzyczeć wniebogłosy.... jestem zmęczona. Wyznania matki.

Niekiedy mam ochotę krzyczeć wniebogłosy tak głośno jak tylko się da, niekiedy mam ochotę rzucić wszystko w diabły. Mam takie dni i nie wstydzę się ich, bo jestem zmęczona. Jedyne, na co mam ochotę to przewrócić się w tym miejscu, w którym stoję i tak sobie leżeć.


Niektórzy mogliby powiedzieć, że tak naprawdę czym nowoczesna, młoda matka może być zmęczona? Przecież dzieci chodzą do żłobka, a ja do pracy. Mam pralkę, która ciągle za mnie pierze, nie muszę biegać nad rzekę i popylać na tarce, czy przerzucać wszystko przez maglownicę. Zrezygnowałam z prasowania, bo nie mam do tego ani, talentu ani chęci, chyba że już naprawdę muszę np. koszulę na wielkie wyjście, to przeważnie robię wielkie smutne oczy do Ł, a kiedy ten numer nie przejdzie to działam sama. Posiadam odkurzacz, więc bieganie z miotłą jest naprawdę sporadyczne. W mojej kuchni zaraz obok ekspresu (bez kawy nie potrafię żyć, jest mi potrzebny jak powietrze) zaszczytne miejsce zajmuje zmywarka, więc chlapię się w wodzie z płynem tylko czasami, kiedy daną rzecz nie można do niej włożyć. W zimie nie muszę palić w piecu i odgrzewać mieszkania, bo wystarczy, że odkręcę pokrętło na kaloryferze i robi się przyjemnie ciepło. To dlaczego właściwie jestem niekiedy tak bardzo zmęczona? Podobno "siedzenie" w domu nie męczy. A jednak!

Dlaczego niekiedy bywam zmęczona:

- codziennie rano wyciągam moje dzieci z łóżek (poza weekendem wtedy wstają same i to bardzooo wcześnie) i szykuję je do żłobka. Rzadko ze mną współpracują, więc potem biegnę z językiem na brodzie do pracy,
- dzień w dzień odpowiadam na milion pytań "a dlaczego?",
- pertraktuję i negocjuję zjedzenie warzyw przez moje starsze dziecko, młodsze chyba nie jest jeszcze do końca świadome co je,
- od 4 lat praktycznie nie sypiam (naprawdę da się z tym żyć),
- moje mieszkanie przypomina sklep z zabawkami w czasie remanentu, panuje ciągły nieogar,
- jestem prawdziwym Sherlockiem Holmesem odnajdywania zgubionych smoczków, układanek i puzzli, tudzież innych cudów, o których przypomniało sobie akurat moje dziecko i jego życie skończy się jeśli tego nie dostanie,
- gotuję zdrowe obiady a moje dziecko dałoby się pokroić za jednego żelka,
- morduje się, by otworzyć tego przeklętego chupa chupsa,
- codziennie wychodzę na plac zabaw, by potem przyprowadzić dwa małe brudasy, którym widać tylko oczy,
- chowam słodycze w różne dziwne miejsca, po czym o nich zapominam,
- z literatury dla dorosłych czytam etykiety na produktach, bo tylko na to mam czas,
- leżę i czekam, kiedy moje dziecko zaśnie, bo mnie potrzebuje a ja nie chce żeby czuło się źle,
- w sklepie przechodząc koło działu z zabawkami modlę się o to by nie było histerii,
- całuję każde, otarcie, stłuczenia, niewidzialne ugryzienia i inne "bolące" cuda, jeśli jest to coś poważniejszego dodatkowo jeszcze "o jojuje" o jojane mniej boli,
- codziennie odgrywam przeróżne role  jak np. kapitana Haka, psa, konia, potwora, ziemniaka itp.,
- daje się naciągnąć na dodatkową posypkę w lodziarni,
- robię zdjęcia, ale nie sobie tylko takiej mojej męskiej trzyosobowej bandzie (czyli Jasiowi, Stasiowi o i Ł), ufff... że od czasu do czasu chodzimy do fotografa, to moje dzieci będą wiedziały jak matka kiedyś wyglądała,
- robię zakupy, a i tak potem biegnę po jajko do sąsiadki lub studentów mieszkających obok,
- dojadam po dzieciach, bo szkoda mi marnować jedzenia, a potem narzekam, że mogłoby mnie być mniej,
- traktuje wypad w samotności do spożywczaka jak małe wakacje, bo wtedy nie muszę sprawdzać, przy której kasie nie ma słodyczy,
- tysiąc razy przybiegam z pomocą, kiedy słyszę słowo "mamo",
- śpiewam dziecięce piosenki i przez pół dnia potrafię słuchać "kosmiczną żabkę", bo uwielbia ją mój młodszy Staś,
- kilka razy w tygodniu "rujnuje" życie mojemu dziecku nie pozwalając mu chodzić 24h w tej samej koszulce, podając obiad nie na tym talerzu, o którym właśnie sobie pomyślał, lub nie ten kolor słomki do jogurtu i muszę z tym  żyć,
- w nocy przykrywam moje dzieci 100 razy, a i tak rano są odkryte i zimne, jak sopel lodu,
- tule, całuje, głaszczę i staram się być dla nich, zanim urosną i pójdą zdobywać świat beze mnie. 

Niekiedy mam takie dni, że spoglądam na zegarek i z utęsknieniem wyczekuje godziny 20,
wtedy zasypia Staś a następne 21, bo to godzina spania Jasia. Moje mieszkanie nie wygląda jak to w kolorowych gazetach, otacza nas codzienny chaos. Jednak nigdy nie zmieniłabym mojego życia na inne, uwielbiam moich łobuzów, choć niekiedy mam ochotę wysłać ich w kosmos na małą  wycieczkę. 

Kiedyś będę miała wszytko poukładane, ciszę, spokój i mnóstwo czasu dla siebie. Będę bardzo tęsknić do tego czasu kiedy jadłam na akord i piłam zimną kawę, kiedy lepkie ręce wycierały się w moją bluzkę, a wszędzie słychać było tupot małych stóp. Ten post jest do Was mamy, które wymagają od siebie zbyt wiele, które myślą, że sobie nie radzą, mają za złe, że są zmęczone i potrafią spać w najróżniejszych pozycjach, jeśli nadarzy się akurat okazja. Ja też nie zawsze sobie ze wszystkim radzę, jestem nieidealna, ale szczęśliwa i często przymykam oko by cieszyć się chwilą, bo ona tak szybko mija. 

Dzieciństwo naszych dzieci minie zanim zdążysz wypić ciepłą kawę.

czwartek, 8 czerwca 2017

Obiad w 15 minut. Makaron z cukinią, szparagami, kurczakiem i bardzo prostym sosem.

 
Obiad w 15 minut. Makaron z cukinią, szparagami, kurczakiem i bardzo prostym sosem. Piękna pogoda za oknami, więc nie chce się siedzieć przy grach. Pierwsza opcja, to oczywiście wyprawa do restauracji, ale to może nas sporo kosztować. Zdecydowanie taniej jest coś samemu ugotować. Ja wtedy stawiam na szybkie dania, które nie brudzą połowy kuchni, bo szkoda marnować cenny czas.


Jestem zabieganą matką z trzema facetami na pokładzie, pracą i chaosem w domu. Dla mnie liczy się czas, smak i to żeby nie było to jakiś niezdrowym fast foodem tylko pełnowartościowym daniem. Makaron z cukinią, szparagami, kurczakiem i bardzo prostym sosem, to mój sekret na danie w 15 minut dla całej rodziny.

Składniki potrzebne do przygotowania makaronu z cukinią, szparagami i kurczakiem:

- makaron,
- 2 piersi z kurczaka,
- jedna średniej wielkości cukinia,
- szparagi
- 1 ząbek czosnku,
- natka pietruszki (spory pęczek),
- jajko,
- serek mascarpone,
- sól,
- pieprz,
- łyżka masła.

Sposób przygotowania makaronu z cukinią, szparagami i kurczakiem:

Makaron gotujemy al dente według instrukcji znajdującej się na opakowaniu. W międzyczasie kroimy w kostkę kurczaka i podsmażamy na maśle (w garnku z grubym dnem lub na patelni). Szparagi kroimy na kawałki i dodajemy do kurczaka, smażymy 2-3 minuty, żeby zmiękły a nie były rozgotowane. Z cukinii za pomocą obieraczki robimy długie paski (tą miękką część z ziarnami zostawiamy). Tak przygotowane paski cukinii i posiekaną pietruszkę wrzucamy na dosłownie 1 minutkę do pozostałych składników. W tym czasie szybko mieszamy w osobnym naczyniu serek mascarpone z jajkiem, odstawiamy patelnie na bok i dodajemy do reszty składników, tak aby wszystkie pokryły się kremowym sosem i nie zważył się. Jeśli jest taka potrzeba, to można danie dać jeszcze na 1-2 minuty na mały ogień. Na sam koniec dodajemy makaron, który ugotował się w trakcie. Gotowe! Wystarczy nakładać i się zajadać.
Samczego kochani!

Makaron z cukinią, szparagami, kurczakiem i bardzo prostym sosem.

Obiad w 15 minut. Makaron z cukinią, szparagami, kurczakiem i bardzo prostym sosem.

Obiad w 15 minut. Makaron z cukinią, szparagami, kurczakiem i bardzo prostym sosem.


niedziela, 28 maja 2017

Ciasto z czerwonej fasoli - fit, sweet i w kilka minut.

 
Ciasto z czerwonej fasoli - fit, sweet i w kilka minut.

Czerwona fasola kojarzona jest raczej z daniami głównymi lub dodatkiem do sałatek a ja poznałam jej całkowicie nową odsłonę. Ciasto z czerwonej fasoli - fit, sweet i w kilka minut. Tym wypiekiem bez skrupułów można poczęstować dziecko i jeszcze przemycasz w nim warzywo!!!! 


Ciasto z czerwone fasoli, takiej no wiecie z puszki a nawet z dwóch puszek a smakuje naprawdę rewelacyjnie. W środku jest bardzo wilgotne i przypomina mi troszkę brownie myślę, że będzie regularnie u mnie gościć na stole. 

Składniki potrzebne do przygotowania ciasta z czerwonej fasoli.

Potrzebujemy: 
- 2 puszki czerwonej fasoli, 
- 2 duże lub 3 małe dojrzałe banany, 
- 1 szklanka cukru, 
- 2 łyżki oleju kokosowego, 
- 4 jajka,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej, 
- 3 czubate łyżki kakao, 

Sposób przygotowania ciasta z czerwonej fasoli.

Fasole płuczemy bardzo dokładnie pod zimną wodą. Następnie wszystkie składniki wrzucamy do miksera lub jeśli go nie macie (ja mam, ale nie chciało mi się go rozpakowywać) do miski i tam blindujemy wszystko bardzo dokładnie. Ważne jest by ręcznym blenderem trwało to troszkę dłużej tak z 6-8 minut. Na koniec przelewamy do wyłożonej papierem foremki 15x25cm i pieczemy w 180C przez około godzinę. 

Jak już mamy gotowe ciasto to ..... jemy je !!!! Tylko może od razu nie uprzedzajcie gości, że ono jest z fasoli, jak już sami spróbują, to wtedy uchylcie rąbek tajemnicy. 
Banalnie proste, a wy jedliście już kiedyś ciasto z fasoli?

Jeśli lubicie zdrowe desery, to zapraszam Was też na "Zdrowy fit (fig) deser w kilka minut".

Ciasto z czerwonej fasoli - fit, sweet i w kilka minut.

poniedziałek, 22 maja 2017

Puzzle idealne dla każdego przedszkolaka.

My, rodzice bardzo lubimy łączyć przyjemne z pożytecznym, bo w życiu przecież o to chodzi, żeby nie robić nic na siłę, jeśli nie musimy. Tak samo jest w przypadku puzzli, jedni je lubią drudzy nie. Jednak żeby się o tym przekonać trzeba spróbować i nie poddawać się od razu przy pierwszych niepowodzeniach.


Jak wybrać puzzle dla przedszkolaka?

Po pierwsze muszą być duże, tak aby łatwo trzymało je się w ręce. Wykonane solidnie z grubej tektury, aby nie uległy szybko zniszczeniu. To przecież nasze pieniądze, które wydajemy na dany produkt i chcemy, aby jak najdłużej nam służył. Małe rączki nie są jeszcze tak sprawne i czasami usilnie próbują włożyć dany element, nawet gdy ten tam nie pasuje. Warto więc zwrócić uwagę, aby były wytrzymałe. Dzieci bowiem to niezastąpieni testerzy i próbują wszystkiego. Jeśli chodzi o szatę graficzną, to wybierzmy taki obrazek, który będzie duży i czytelny dostosowany do wieku dziecka. Obrazki typu 100 małych słodkich kotków zostawmy na później.

Jak zainteresować przedszkolaka puzzlami?

Wybierzmy puzzle z obrazkiem zgodnie z zainteresowaniami naszego dziecka, np. ze strażakami, statkami, piratami, zwierzątkami itp. Wtedy chętniej usiądzie, by zobaczyć efekt końcowy w postaci obrazka, który powstanie z ułożonych elementów. Możemy również układać razem z dzieckiem pomagając odnaleźć poszczególne puzzle, lub troszkę podpowiadać, kiedy długo nie może odnaleźć upragnionego kawałka. Satysfakcja z powstałego dzieła będzie wielka, a my możemy śmiało go pochwalić. Kiedy dojdzie do wprawy, układanie zajmie mu kilka minut i wtedy będziemy mogli wybrać bardziej skomplikowane obrazki.

Nasze propozycje dla małych przedszkolaków - które uczą i bawią.

Puzzle XXL Mieszkańcy drzewa i Plac zabaw.

Puzzle składają się z 15 elementów, które tworzą format 64 x 48 cm. Duże prawda? Nie bez powodu nazywane są puzzlami XXL. Bardzo łatwo trzyma się je w reku i są świetnymi następcami puzzli składających  się z 2 i 3 elementów. Mamy do wyboru dwa rodzaje ze zwierzętami, czyli "Mieszkańcy drzew" oraz "Plac zabaw". W tych pierwszych jak sama nazwa wskazuje głównymi bohaterami są zwierzęta. Nie znam dziecka, które by ich nie lubiło, możemy też uczyć się ich nazw i opowiadać o tym co robią, jedzą i gdzie możemy je spotkać. "Plac zabaw" pokazuje dzieci bawiące się różnymi urządzeniami jak np. zjeżdżalnia, karuzela itp. Układanie ich może być świetną okazją do rozmowy z maluchem, jak powinien się zachowywać w takim miejscu, jak bezpiecznie korzystać z urządzeń, które się tam znajdują, co wolno a czego nie. Na koniec jeszcze pochwalę grafikę, bo ja lubię właśnie tego typu obrazki. Obecnie te cuda są w promocji TU (klik).

Puzzle z serii "Układam i opowiadam" 

W tej serii mamy do wyboru cztery części i każda jest inna. Główną cechą tych puzzli jest to, że układa się je w jednej linii, mają po 10 elementów i są naprawdę duże.

Puzzle. Układam i opowiadam. Pory roku (klik). - w tym przypadku nie tylko uczymy dziecko, jaka pora roku następuje po sobie i jakie skarby możemy zaleź na podwórku, ale również jak stosownie się ubrać do panujących wtedy warunków atmosferycznych.
Puzzle. Układam i opowiadam. Łódeczki (klik). - A hoj kapitanie! Mój Jasio lubi statki i piratów. Na każdym z puzzli dodatkowo jest cyfra, więc śmiało z ich pomocą, możemy nauczyć się liczyć do dziesięciu. Patrząc na nie przypomina mi się piosenka z dzieciństwa "płynie łódź moja wzburzonym morzem, brzegu nie widać wiatr w żagle wieje.....", ehhh... to były czasy.
Puzzle. Układam i opowiadam. Pojazdy (klik). - Jakie dźwięki wydają? Brum..., wryy... ciuch, ciuch..  itp. Jest tego całe mnóstwo. Mamy cały przekrój pojazdów tych pływających, jeżdżących i latających. Najpierw układamy, a potem opowiadamy o tym co widzimy, a jest tego sporo.
Puzzle. Układam i opowiadam. Strażacy (klik). - Dla wszystkich fanów straży pożarnej będą idealne. Sama znam wielu maluchów, które w przyszłości chciałyby zostać strażakami. Warto też pamiętać, aby uczyć dzieci numerów alarmowych. Można też opowiedzieć czym dane służby się zajmują i które do jakiej sytuacji powinny zostać wezwane.


poniedziałek, 15 maja 2017

Prezent na Dzień Dziecka - za 50, 100 czy więcej PLN? Kilka moich propozycji.

Dzień dziecka potrafi niekiedy nieźle zestresować, bo jeśli dziecko ma wymarzoną zabawę i nas na nią zwyczajnie stać, to nie ma problemu idziemy i kupujemy. Co zrobić, kiedy nie macie takiej upatrzonej zabawki, nie chcecie kupować w ciemno, ale chcecie by to było coś co zostanie z Wami na dłużej? Jeśli macie sprecyzowany budżet, szukacie i szukacie, ale sami już nie wiecie co wybrać, to specjalnie dla Was przygotowałam małe zestawienie z podziałem na cenę. Poniżej kilka propozycji zabawek dla dzieci do 50, 100 złotych oraz za ponad 100 złotych.


Zabawki na Dzień Dziecka do 50 złotych. 

Prezent na Dzień Dziecka - za 50, 100 czy więcej PLN? Kilka moich propozycji.

Myślicie, że markowe zabawki muszą kosztować miliony? Nic bardziej mylnego! Poniżej kilka propozycji do 50 zł maksymalnie, które na pewno ucieszą nie jednego malucha.

1. Naklejki na rolce od Mudpuppy (klik) - w pewnym momencie życia naszego dziecka przychodzi ten moment, kiedy naklejki i możliwość ich naklejania stanowi bardzo ważny element jego życia. Dlatego wybierzmy dla nich coś naprawdę ekstra a na 100% na ich twarzy pojawi się wielki uśmiech. Te, które ja Wam proponuję są ze zwierzętami, bo ten motyw sprawdzi się u wszystkich, ale są różne rodzaje np. potwory, pojazdy, super bohaterowie itp., jest z czego wybierać. W środku 100 sztuk lepiących się zwierzaków.

2. Puzzle DUO mamy i ich dzieci od Djeco (klik) - puzzle składają się z 2 części, które trzeba ze sobą łączyć. Jak sama nazwa wskazuje, jest dziecko któremu trzeba odnaleźć mamę (lub odwrotnie). Puzzle są grube, więc nie tak szybko ulegną zniszczeniu (dla mnie to plus, bo młodszy Staś często chce "pomagać" przy układaniu wszystkiego i wtedy każdy produkt przechodzi test wytrzymałości). W zestawie znajduje się 12 par zwierzątek, czyli 24 elementy.

3. Domino Dżungla XL, Janod (klik) - piękne żywe kolory, mnóstwo zwierząt i fajny sposób na spędzenie z dzieckiem wspólnie czasu. Te drewniane zabawki są wykonane bardzo starannie dzięki czemu będą na długo i pewnie przy odrobinie szczęścia, jeśli nic się nie zgubi będą mogły być przekazane następnemu pokoleniu.

4. Skakanka Dejco (klik) - kiedy ją zobaczyłam od razu pomyślałam, że jest piękna! Pamiętam jak ja, jako mała dziewczynka skakałam na skakance z koleżankami. Dlaczego teraz nie widzę dzieci, które tak beztrosko skaczą? Najwyższa pora to zmienić.

Zabawki na Dzień Dziecka do 100 złotych.

Prezent na Dzień Dziecka - za 50, 100 czy więcej PLN? Kilka moich propozycji.

 

Jeśli chcecie kupić coś troszkę droższego, to znalazłam cztery propozycję fajnych zabawek do 100 zł, to również bardzo dobra cena za jakość, którą otrzymujemy.

1. Gra Jenga z kolorami Equilibloc od Jando (klik) - Jengę wszyscy znamy nie muszę jej szczegółowo opisywać, ucieszy każde dziecko i rodzica, bo kto nie lubi w nią grać? Dodatkowym atutem tego modelu są kolory, dzięki czemu można urozmaicić grę np. wyciągając tylko określone kolory.

2. Rakieta drewniana magnetyczna, Janod (klik) - kiedyś widząc tą rakietę w mediach społecznościowych nie mogłam zrozumieć jej fenomenu. W końcu skusiłam się i już wiem, że jest boska! Chłopaki do tego stopnia ją pokochali, że zastanawiam się nad drugą sztuką. To jedna z fajniejszych zabawek, jakie mamy. Gorąco polecam nie będziecie żałować. Piałam już kiedyś o niej TU (klik).

3. Piramida geometryczna Sortuj i dopasuj, Melissa & Doug (klik)  - to zabawka bardzo ciekawa i rozwijająca, wspiera motorykę małą, uczy kształtów i kolorów.

4. Zajączki drewniane do ciągnięcia, JANOD (klik) - Idealne dla maluchów. Mój Staś jest zakochany we wszystkich tego typu zabawkach, mamy kilka sztuk i uwielbia je. Te króliki są urocze, ruszają im się głowy a małe łapki poczłapią za każdym maluszkiem.

Zabawki na Dzień Dziecka za pond 100 złotych.   

 A na sam koniec zostawiłam takie perełki, na które możecie się skusić sami lub po prostu złożyć razem z rodziną. Fajnie niekiedy kupić jedną porządną zabawkę niż zasypać pokój milionem maleństw prawda? Wszystko poniżej jest za ponad 100 zł.

1. Kuchnia duża French Cocotte, Janod (klik) - dla wszystkich miłośników gotowania i przyszłych szefów kuchni. Jest duża, idealna dla rodzeństwa lub tych, co lubią przyjmować gości. My już ją mamy i moi chłopcy dosłownie siedzą w garach. Pisałam już kiedyś o niej TU (klik).

2. Klocki Incastro Pack 200 (klik) - To jest coś zupełnie innego, bo te klocki pomagają w rozwijaniu wyobraźni przestrzennej, pozwalają zbudować dosłanie cuda a już cztery klocki można ułożyć aż na 16 sposobów. W paczce znajduje się 200 sztuk (wow!), ale są też dostępne mniejsze zestawy. Prawdziwy mały konstruktor oszaleje z radości na widok tego pudełka.

3. Układanka drewniana Poznaję kształty, Janod (klik) - nauka i zabawa w jednym. Dzięki tej układance dziecko nauczy się podstawowych kształtów i jest świetnym wstępem do późniejszego układania puzzli. Elementy możemy układać na dołączonych planszach lub stworzyć coś własnego.

4. Bączek muzyczny Strażacy, Janod (klik) - zabawka ponadczasowa, miałam oczywiście bączka jak byłam małą dziewczynką i bardzo go lubiłam. Jednak mój nie robił nic poza tym, że się kręcił, ten jest wyjątkowy. W środku znajdują się dwa wozy strażackie, które po wprawieniu bączka w ruch ruszają w trasę na ratunek, a na dodatek wydaje dźwięki w postaci syren ze wszystkich stron świata.

Jeśli jakaś zabawka wpadła Wam w oko i chcielibyście ją kupić to mam dla Was prezent! Kod rabatowy na 10% (na cały asortyment!) do sklepu Majolinek (klik), wystarczy przy składaniu zamówienia podać hasło dziendziecka i kilka złotych zostaje w kieszeni.  Fajnie nie! Ja uwielbiam wszelakie promocja i jestem prawdziwym łowcą okazji, więc zapraszam.  

Mam nadzieję, że Wam pomogłam i znaleźliście coś dla siebie. A może Wy polecicie mi coś godnego uwagi?

wtorek, 9 maja 2017

Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY!

 
Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY!

Dziecko jest jak prąd, ma swoje FAZY! I jak to ze wszystkim w życiu bywa, trzeba to przetrwać innego wyjścia nie ma. Na  szczęście wszystko nie występuje na raz, tylko po prostu jedno się kończy, drugie się zaczyna. Jak to było do tej pory u nas?


Jestem mamą dwójki, czyli można powiedzieć, że to taki standardowy model rodziny dwa plus dwa. Spełniliśmy poniekąd oczekiwania społeczeństwa, ponieważ jedno to wytykanie, że będzie rozpieszczony, samolubny i zostanie sam na świecie, a trójka to już na pewno nie bylibyśmy całkowicie zdrowi na umyśle, podejmując tą decyzję (oczywiście chodzi mi o społeczeństwo). Tak więc wracamy do tematu. Mamy dwójkę dzieci płci męskiej  (o tak, tu społeczeństwo pomimo ich ulubionej liczby dzieci też ma "ale", bo gdzie jest dziewczynka? No cóż, no cóż, no cóż..... nie dogodzisz każdemu) i codziennie uczę się czegoś nowego. Przeżyłam już wiele, ale też wiele jeszcze przede mną.

Jak dotąd udało mi się rozróżnić 4 podstawowe FAZY u moich rozrabiaków.

FAZA - jestem na "NIE".

Ta faza potrafi być bardzo irytująca i podnosić ciśnienie lepiej niż moja ulubiona kawa z ekspresu. Objawia się tym, że 99% rzeczy jest na "nie". Podam kilka przykładów.
1."Nie, nie ubiorę butów", ale chce iść na podwórko, po czym jak już się je uda ulokować na tych małych stopach i wrócimy ze spaceru, to nie chce ich zdjąć i zabawa zaczyna się od początku.
2. "Nie będę się kąpać", nie wchodzę do wanienki, nie chcę koniec i kropka. Następnie z racji tego, że niby po 3 centymetrach brud sam odpada, ale nie koniecznie chcesz sprawdzać tą teorie w praktyce. W końcu udaje ci się zaciągnąć tego uparciucha i umyć. Kiedy ma wychodzić z wody, znów słyszysz ulubione słowo "nie". Bo on nie chce wychodzić, chce tam siedzieć, moczyć cztery litery. Mimo, że po pewnym czasie usta sinieją, to ty nadal się produkujesz by wyszedł.
3. "Nie, nie ubiorę pidżamy nie będę się przebierał". Za to rano na odwrót, bo sprzeciw pojawi się przy próbie ściągnięcia.
I bądź tu mądry. A mówią, że to kobieta zmienną jest.

FAZA - to jest "MOJE".

Tu niczym Gollum z "Władcy Pierścienia" Moje, moje, moje! Wszystko należy do niego. Cały trik polega na tym, że nie chodzi o rzeczy, które należą do niego te, które przyniesiemy z domu wychodząc na zewnątrz. Jeśli dziecko popatrzy w piaskownicy lub placu zabaw na daną rzecz dłużej niż 10 sekund uznaje, że jest jego. Kiedy dotknie palcem dany przedmiot, jest jego i analogicznie oczywiście wziął do ręki to już na 100% domniema, że jest jego! Najgorszy jest moment, kiedy trzeba wrócić do domu i zostawić zagarnięte przedmioty lub oddać je prawdziwym właścicielom a one przecież już są "jego". I wtedy tłumaczymy, tłumaczymy i tłumaczymy. Na początku rozmowa przypomina rozmowę ze słupem. Ty mówisz do słupa a słup swoje, ale w końcu to mija. Kiedyś już poruszałam ten temat na blogu, więc jeśli jesteście ciekawi zapraszam TU (klik).

FAZA - "DAJ MI" oraz "JA CHCĘ".

W tej fazie oczywiście nie chodzi o rzeczy, które są dostępne dla dziecka tylko o te, co bardzo by chciało a niekoniecznie są dla niego odpowiednie. Ile razy Wasz maluch stał z wyciągniętymi rączkami ku górze do granic możliwości jakby chciał pobić rekord w rozciąganiu się? U mnie było to dosyć często a Stanisław do tego wszystkiego tupie jeszcze nogami i wygląda, to bardzo komicznie. Niekiedy faza "daj" wywołuje też ataki rozpaczy, kiedy nie otrzyma upragnionej rzeczy. Stachu, kiedy po dłuższych próbach, jęczeniu, tupaniu i rozciąganiu się zdaje sobie sprawę z tego, że to na mamę zwyczajnie nie działa ma taką minę jak gdybym właśnie zrujnowała mu życie. Niestety niekiedy "rujnuje" mu życie kilka razy dziennie.... Dlatego człowiek potrafi się już do tego przyzwyczaić.

FAZA -  "DLACZEGO?"

Faza "DLACZEGO?" sprawiała, że niekiedy myślałam, że sfiksuje. Starszak mógł tak w koło, jak niekończąca się opowieść używać tego słowa. Na każdą moją odpowiedz, znów pytało "dlaczego?". Kiedy kończyły mi się już pomysły nie dawał za wygraną i dopytywał dalej "mama no, ale dlaczego?". Czyli wiecie, to prawdziwy test na kreatywność i wytrzymałość. 

Jedno jest pewne wszystko mija, szybciej lub później. Sama nie mogę uwierzyć, że oni tak szybko rosną, z dnia na dzień zmieniają się na moich oczach. Gdzie się podziały te różowe kulki? Niestety garderoba też ciągle musi się zmieniać, bo wszystko co chwilę robi się małe. Ostatnio poratował mnie Lidl, bo zaopatrzyłam Stanisława w sporą ilość ubranek. Jestem bardzo zadowolona z jakości ubranek marki Lupilu, Jasio również je kiedyś nosił i niektóre do dziś wyglądają jak nowe, choć często użytkowane. Na zdjęciach właśnie w naszych zdobyczach, które ostatnio były dostępne na sklepowych półkach.

A jak to jest u Was z tymi "FAZAMI" ?  

 

Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY!

Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY! Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY!

Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY!


Dziecko jest jak prąd... ma swoje FAZY!

środa, 3 maja 2017

Domowe mydło, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk - bardzo prosty przepis.

Domowe mydło, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk - bardzo prosty przepis.

Wszyscy dobrze znamy piosenkę, której refren brzmi "Mydło wszystko umyje, nawet uszy i szyję..."itp. Jednak co zrobić, jeśli dziecko nie chce samo z siebie umyć rąk i trzeba je pilnować za każdym razem niczym żandarm? Dobrym sposobem będzie mydło, które go do tego zachęci! Z każdym myciem rąk będzie zbliżał się do małej niespodzianki, która ukryta jest w środku.


Jak zachęcić dzieci do mycia rąk.

Jaś ma dopiero 3 lata i muszę go pilnować, żeby po każdej wizycie w łazience umył ręce. Z toalety korzysta już sam, ale często zapomina po prostu potem umyć ręce. Kiedy używa mydła w płynie wylewa je litrami.... dzięki temu producenci tegoż oto wynalazku zarabiają na mojej rodzinie fortunę. Dlatego postanowiłam sama zrobić mydło z małą niespodzianką w środku, do której z każdym myciem będzie coraz bliżej. Jaś jest zachwycony naszym domowym wynalazkiem.

Mydło glicerynowe - co potrzebujemy, by je wykonać?

  • gliceryna - my użyliśmy przezroczystej,
  • barwniki - tu w zależności od tego, jakie lubicie kolory,
  • jakaś mała zabawka, żeby włożyć do środka - my wykorzystaliśmy te z Kinder jajka niespodzianki,
  • opcjonalnie zapach - czyli olejek zapachowy (my jeszcze nie dodawaliśmy),
  • foremki - najlepiej sylikonowe, bo z nich bardzo łatwo je wyciągnąć,
  • garnek - żeby rozpuścić w nim glicerynę.

Jak zrobić domowe mydło - bardzo prosty przepis.

Glicerynę kroimy na kawałki (najlepiej na nie za dużo na pierwszy raz, aby wiedzieć orientacyjnie ile będzie gotowego produkty z danej porcji) i rozpuszczamy w garnku. Następnie, jeśli chcemy mieć kilka różnych kolorów, dzielimy ją na 2 lub 3 porcje w zależności od tego ile chcemy zrobić kolorów. Barwników wystarczy dodać kilka kropel tak 4-6 bo są naprawdę intensywne. Masa naprawdę szybko stygnie, dlatego warto wcześniej przygotować sobie foremki do których wlewamy powstały roztwór. Po wlaniu porcji na zakrycie dna warto włożyć szybko figurkę do formy i zalać już do końca roztworem. My wykorzystaliśmy postacie z kinder niespodzianek. Dziecko myjąc ręce będzie za każdym razem coraz bliżej zdobycia ukrytego w środku skarbu. Uwaga! Używamy dopiero na następny dzień.

Jeśli lubicie zapachy, to można dodać razem z barwnikiem kilka kropel waszego ulubionego olejku. My zrobiliśmy wersję bezzapachową, ale może w przyszłości się skusimy.

Mydło fajnie się pieni, a kształt, kolor, zapach lub to, co znajduje się w środku zależy tylko od waszej wyobraźni. Mydełka, będą fajnym prezentem dla rodziny, znajomych lub kolegów i koleżanek naszych dzieci. Prezent, który sami zrobiliśmy, ma przecież dużo większa wartość niż ten sklepowy, bo włożyliśmy w jego wykonanie swoje serce.

Zrobienie mydła jest banalnie proste i nie wiem, dlaczego wcześniej się za to nie zabrałam. A wam jak się podobają nasze mydełka?

Domowe mydło, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk - bardzo prosty przepis.

Domowe mydło, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk - bardzo prosty przepis.

Domowe mydło, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk - bardzo prosty przepis.

Domowe mydło, czyli jak zachęcić dzieci do mycia rąk - bardzo prosty przepis.


czwartek, 27 kwietnia 2017

Chłopaki do garów! Czy zabawki mają płeć?


Jedzenie jest nam niezbędne do życia tak samo jak woda i powietrze nie da się bez tego funkcjonować. Osobiście lubię jeść smacznie, zdrowo, choć niezdrowo też mi się zdarza. Stereotypy są takie, że to kobieta gotuje posiłki dla swojej rodziny, dba o dom itp. Spójrzmy szerzej. Jeśli to płeć żeńska jest z góry zaszufladkowana w "kuchni" to dlaczego największymi szefami wielkich restauracji są mężczyźni? Co sprawia, że kategoryzujemy pewne rzeczy nawet nie w pełni świadomie. Kiedy mamy małe dzieci od razu podejmujemy decyzję czy coś jest dla chłopczyka, czy dziewczynki.


W kuchni od małego (choć nadal jest mały) pomaga mi mój synek Jaś, jak na razie dużo obowiązków nie mogę mu powierzyć z racji jego wieku, ale np. podaje mi ziemniaki, kiedy je obieram, rozkłada sztućce, a ostatnio nawet pomaga w mieszaniu potraw i wsypuje przyprawy, które ja wcześniej odmierzam. Niedawno Jaś świętował swoje trzecie urodziny, jednak imprezę musieliśmy troszkę przesunąć z powodów zdrowotnych jego młodszego brata Stasia. Nad prezentem myślałam bardzo długo. Od dłuższego czasu wszędzie gdzie widział kuchnię, w jego oczach pojawiał się błysk i bardzo mnie o nią prosił. Pytał mnie czy mam wystarczająco dużo pieniążków, by ją kupić. Ja odpowiadałam, że jeszcze nie, ale zbieram bo chciałam zrobić mu urodzinową niespodziankę. Niestety z moim pomysłem prezentowym nie wszyscy się zgadzali. Jakie były argumenty przeciw:
- to jest przecież chłopak (no tak pewnie przez trzy lata jako matka nie zdążyłam zwrócić na to uwagi),
- zrobię z niego "babę" (czyli gotowanie i kuchnia to coś obciachowego, pewnie lepsze by były karabiny, noże i sztuczna - krew tak bardzo przydatne w życiu),
- to nie jest zabawka dla chłopaka - a ... czyli tylko dla dziewczynek? Na żadnym opakowaniu nie widziałam ostrzeżenia UWAGA dotykanie tej zabawki przez chłopca grozi poważnymi powikłaniami zdrowotnymi.
I jeszcze kilka podobnych tekstów, które nie wymieniłam. A przecież żyjemy w XXI wielu gdzie od naszych chłopaków, mężczyzn, mężów, ojców oczekujemy równouprawnienia, traktowania fer i oczywiście pomocy w domu. A od dziecka część z nas serwuje już do głowy jeden wyryty obraz czegoś tylko dla dziewczynki i tylko dla chłopca.


 Czy zabawki mają płeć? Wydawałoby się, że nie a jednak "niebieskie dla chłopca a różowe dla dziewczynki".


Bardzo wyraźnie widać te podziały na przykład w sklepach. Elza i Anna z Kariny Lodu nie jest lubiana tylko przez dziewczynki, ale czy ktoś widział choć jedną chłopięcą koszulkę dla małego fana tej pięknej bajki o siostrzanej miłości i gadającym bałwanie? Dodatkowo od razu po wejściu do sklepu rzuca mi się w oczy różowa część przeznaczona dla dziewczynek i taka szara, niebieska, zielona dla chłopców. Niestety nawet moje ukochane LEGO wprowadza podziały a było bardzo długo takie neutrale, bo powstają zestawy dla dziewczynek i dla chłopców. Jeśli zakupimy autka dla dziewczynki usłyszymy o "chłopaciara" Wam rośnie bez większego podtekstu, że coś jest nie tak. Niekiedy nawet jest to wypowiadane z dumą, bo mała kocha autka jak "tatuś". Czy tak samo jest w przypadku chłopców? Jaka byłaby reakcja, kiedy bawiłby się domkiem dla lalek? Chciałby mieć własnego bobasa, wózek itp.? Reakcja otoczenia w tym temacie już nie jest taka przychylna.
Podział jest prosty. Chłopcy dostają, pistolety, samochody, samoloty, roboty a dziewczynki lalki, wózki, korony itp. Co w tym złego? Nic! Jeśli chłopiec naprawdę chce tego robota a dziewczynka lalę, tylko nie kategoryzujmy.



Dlatego bez wahania postanowiłam spełnić marzenie mojego Jasia i w naszym domu zagościła kuchnia Janod (klik). Piękna, drewniana i bardzo starannie wykonana. Dlaczego akurat drewniana? O tym już kiedyś pisałam tu: "Magia zamknięta w drewnie - drewniane zabawki". Co nas w niej urzekło?  To bardzo proste, lubię produkty dobrze wykonane, z dbałością o szczegóły. Musiałam też pomyśleć o tym, że choć prezent jest dla Jasia, to młodszy Staś też będzie chciał się nią bawić, więc rozmiar w tym przypadku miał znaczenie. Myślę, że przy tym modelu spokojnie może bawić się nawet trójka maluchów. Pokrętła od palników wydają bardzo fajne dźwięki, przy ich przekręcaniu, a wszystkie przybory kuchenne przymocowane są za pomocą magnesów, co stanowi dodatkową atrakcję dla małych rączek i dzięki temu się nie gubią. Staś jest nią zafascynowany często biegnie do niej prosto po przebudzeniu, więc może w przyszłości doczekam się śniadania do łóżka? (takie tam optymistyczne fantazjowanie matki). Jaś uwielbia wymyślać różne swoje własne potrawy, które potem starannie przygotowuje. Kroi warzywa, smaży i gotuje, a potem mnie karmi, więc  chyba nie prędko zgubię te dodatkowe 4 kg, które zostały mi po drugiej ciąży. To jedna z fajniejszych zabawek w naszym domu. Jeśli szukacie sprawdzonego miejsca gdzie można ją kupić, to polecam wybrać się TU (klik), bo działają szybko i sprawnie.

Podsumowując, nie dzielmy świata na "niebieski" i "różowy", bo jest jeszcze tyle cudnych kolorów w naszym życiu do odkrycia przez nasze dzieci. Pozwólmy im dokonywać własnych wyborów, poznawać świat, popełniać błędy i odkrywać nowe rzeczy.

A jakie jest Wasze zdanie?






piątek, 21 kwietnia 2017

"Gdy smok się wprowadza ponownie".

 

Wyobraźnia dziecka jest praktycznie bezgraniczna i tylko my możemy pomóc mu ją rozwijać. Książki, to cudowne narzędzie, za pomocą którego można łatwo przenieść się w krainę fantazji, gdzie czeka mnóstwo przygód. Gdy smok się wprowadza ponownie, to kolejna część wspaniałej książki Jodi Moore, o której Wam dzisiaj opowiem. 


Jak przekazać dziecku, że niedługo będzie mieć brata lub siostrę? Jest to naprawdę nie lada wyczyn. A co jeśli mogłaby w tym pomóc książka?! "Gdy smok się wprowadza ponownie", właśnie ta książka będzie do tego bardzo dobrze się nadawać.


 "Jeśli pomożesz tacie budować zamek wprowadzi się do niego smok" Tym razem to nie jest zamek z piasku podczas beztroskich wakacji (tak było w pierwszej części), ale łóżeczko, w którym ma zamieszkać ów skrzydlaty koleżka. W krótkim czasie jednak okazuje się, że ten zamek ma być przeznaczony dla nowego członka rodziny, który aktualnie siedzi u mamy w brzuchu. Chłopiec nie był szczęśliwy z tego powodu a jego starsza siostra na dodatek wyraźnie stwierdziła, że smoki nie istnieją a on zwyczajnie zmyśla. To wszystko spowodowało serię małych psot gdzie głównym winowajcą był właśnie smok. Gdy urodziło się maleństwo okazało się, że ma brata! Jednak ten mały różowy maluch bardzo się ślini, robi śmierdzące kupy i naprawdę głośno płaczę.....a najgorsze jest to, że smok również postanowił się przeprowadzić do jego łóżeczka i tam spać. 
Czy chłopiec przekona się, że młodsze rodzeństwo to nic strasznego? Zaakceptuje nową sytuację i będzie umiał się w niej odnaleźć? Tego wszystkiego możecie dowidzieć się sięgając po książkę "Gdy smok się wprowadza ponownie".





Jeśli chodzi o wygląd, to mnie zachwyca. Duży format sprawia, że bardzo wygodnie trzyma się ją w ręku, ilustracje są kolorowe, wyraziste i cieszą oko. Śliski papier zabezpiecza książkę przed ewentualnymi śladami użytkowania przy częstym czytaniu, więc śmiało można ją codziennie brać do ręki. 




Jeśli jesteście ciekawi jak kończy się ta historia i lubicie czytać to zapraszam Was na konkurs gdzie możecie wygrać jeden egzemplarz tej książki. Zadanie nie jest trudne więc wierze, że bez problemu każdy sobie z nim poradzi.

Co trzeba zrobić?
Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Jaka jest ulubiona książka Waszego dziecka?
Zasady:
- konkurs dla fanów Po drugiej stronie Brzucha oraz Wydawnictwa CzyTam na Facebook’u (przez fanów rozumie się osoby, które polubiły profil), !!!!!!
- udostępnij i polub plakat konkursowy na FB, znajduje się on TU.



Regulamin konkursu
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Po drugiej stronie Brzucha.
2. Konkurs trwa od 21.04.2017 r. do 28.04.2017 r. do północy.
3. Wyniki zostaną ogłoszone do dnia 05.05.2017 r.
4. Wyniki zostaną ogłoszone na fanpage Po drugiej stronie Brzucha.
5. Zwycięzcy konkursu mają obowiązek w ciągu czterech dni od ogłoszenia wyników przesłać do Po drugiej stronie Brzucha swoje dane adresowe w celu wysyłki nagrody.
6. W przypadku niezgłoszenia się po odbiór nagrody w przewidzianym terminie na fan page Po drugiej stronie Brzucha zostanie wybrana kolejna osoba.
7. Konkurs odbywa się na terenie Polski.
8. Konkurs jest kierowany do osób pełnoletnich.
9. Konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związany.
10. Facebook nie ponosi odpowiedzialności za przeprowadzenie konkursu.
Udanej zabawy kochani!!!!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...