czwartek, 21 lipca 2016

Piasek kinetyczny HIT czy KIT?


Piasek kinetyczny przelatywał mi przed oczami w mediach społecznościowych, grupach dyskusyjnych, tv i prasie. Podobno jest "magiczny", "zaczarowany", bo takie opinie o nim słyszałam. Odważyłam się i zamówiłam dla nas ten wynalazek. 

 

Co to jest ten piasek kinetyczny? 

To piasek, który zawsze jest wilgotny i zarazem nie lepi się do dłoni. Powstał z połączenia zwykłego piasku (98%) wraz z nietoksycznymi polimerami (2%) bez użycia magii, zaklęć i innych cudów. Wbrew temu co wcześniej słyszałam "magii" w składzie brak. 

Ile pisku kinetycznego nam potrzeba?

Do zabawy wystarczy już 1 kg piasku, ale większych budowli z niego nie zrobimy. Jeśli lubicie tworzyć, ale nie chcecie zrobić z mieszkania wielkiej piaskownicy, to 2 kg będzie doskonałym wyborem. Występuje on w rożnych wersjach kolorystycznych co jest plusem, bo urozmaica zabawę. 

Jaki piasek kinetyczny wybraliśmy? 

Lubimy dobrą zabawę i piasek, dlatego wybraliśmy duży zestaw od Patatoy, gdzie znajduje się 2 kg piasku. Zawiera on aż trzy kolory, z których możemy tworzyć co tylko nam wyobraźnia podpowie. W środku jest też wiele różnych foremek z których powstają tzw. babki, przy których zawsze jak mantrę Jaś powtarza "babko, babko udaj się!", patyczki i dmuchana piaskownica, która utrzymuje piasek w jednym miejscu. Możecie dokładnie obejrzeć go TU




Kilka naszych pomysłów na zabawę pisakiem kinetycznym. 

Tworzenie przeróżnych "babek".


Wycinanie różnych kształtów. My do tego celu wykorzystaliśmy nasze foremki do ciasta. 


Pisanie po piasku, tu z pomocą mamy, bo Jaś lubi tworzyć wyłącznie abstrakcyjne dzieła. 


Tworzenie własnego "placu budowy". Poruszenie się po pisku autkami to prawdziwa przygoda.


Nasza opinia. 

Piasek kinetyczny to jedna z fajniejszych mas plastycznych jaką miałam przyjemność bawić się z Jasiem. Piasek, który czasami dosłownie ucieka nam między palcami. Ręce ciągle są w ruchu dzięki czemu ćwiczymy naszą motorykę, a zarazem bawimy się. Pobudzamy wyobraźnie przez rożnego rodzaju zabawy, które zaprezentowaliśmy wyżej. Wspaniale sprawdzi się wtedy, kiedy za oknem jest szaro, buro i wypad na podwórko nie jest możliwy. Po zabawie w zwykłej piaskownicy Jasio przynosi na sobie całkiem sporą dawkę piasku do domu i jest on naprawdę wszędzie. Teraz, kiedy Stasio zaczął pełzać i odkrywać świat z podłogi muszę bardziej dbać o czystość, dlatego wolę zdecydowanie zabawy tym kinetycznym. Dmuchana piaskownica dosłownie trzyma go w ryzach, a nieliczne okruszki łatwo zebrać bez większego wysiłku. Dla mnie i Jasia zdecydowanie HIT. 

Jeśli Wy też chcielibyście go wypróbować i zakochać się w piasku kinetycznym tak jak my, to zapraszam wszystkich chętnych na KONKURS!

Do wygrania: Piasek kinetyczny 2 kg w zestawie z foremkami (taki sam jak nasz). 

Zasady:
- konkurs dla fanów Po drugiej stronie Brzucha oraz Patatoy na Facebook’u (przez fanów rozumie się osoby, które polubiły profil),
- w komentarzu pod tym postem lub pod plakatem konkursowym na fb czyli TU napisz: Co najbardziej lubią robić Wasze dzieci w piaskownicy?
- udostępni i polub plakat konkursowy na Facebooku

Będzie mi miło jeśli zaobserwujesz mój blog lub dołączysz do nas na instagramie tu:  https://www.instagram.com/podrugiejstroniebrzucha/






Regulamin konkursu
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Po drugiej stronie Brzucha
2. Sponsorem nagrody jest firma Patatoy
3. Konkurs trwa od 21.07.2016 r. do 31.07.2016 r. do północy.
4. Wyniki zostaną ogłoszone do dnia 05.08.2016 r.
5. Wyniki zostaną ogłoszone na fanpage i blogu Po drugiej stronie Brzucha
6. Zwycięzcy zgadzają się, abym przekazała ich dane adresowe sponsorowi, w celu dostarczenia wygranych.
7. Zwycięzcy konkursu mają obowiązek w ciągu czterech dni od ogłoszenia wyników przesłać do Po drugiej stronie Brzucha swoje dane adresowe w celu wysyłki nagrody.
8. W przypadku nie zgłoszenia się po odbiór nagrody w przewidzianym terminie na fan page i blogu Po drugiej stronie Brzucha zostanie wybrana kolejna osoba.
9. Konkurs odbywa się na terenie Polski.
10. Konkurs jest kierowany do osób pełnoletnich.
11. Konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związany.
12. Facebook nie ponosi odpowiedzialności za przeprowadzenie konkursu.

BAWIMY SIĘ !!!!


 

czwartek, 14 lipca 2016

Książki które pachną.




Do tej pory miałam przyjemność spotkać książki, które się ruszają, grają i śpiewają. Dzisiaj do tego grona dołączyły zapachowe, są wyjątkowe i takie miejsce otrzymają w naszej biblioteczce. Propozycja od Wydawnictwa Olesiejuk, gdzie w skład serii wchodzą cztery książeczki pod tytułem "Księżniczka Malina", "Rycerz Stopa", "Wilk, który pachniał truskawkami", "Skunks", który pachniał wanilią". Dzisiaj Wam o nich opowiem. 



 "Księżniczka Malina". 

Opowieść, przy której wszystkie małe dziewczynki będą siedziały z wielkim podekscytowaniem. Księżniczka Malinka jest miła, śliczna, ma dobre serduszko i pachnie słodkimi malinami. Zła czarownica chce zabrać jej zapach, ale nie potrafi. Rozwścieczona rzuca klątwę, że wraz z nadejściem wiosny pojawi się smok, który albo weźmie ją za żonę, albo ją zje. I tak oto, gdy przyroda zaczęła budzić się do życia Malinka spotkała smoka. Nie był on zły, miał dobre serce i kochał zwierzęta, tak jak Malinka. Smok był bardzo smutny, bo musiał wypełnić klątwę. Czy księżniczka zatrzymała swój cudny zapach? Czy smok wypełnił klątwę? Co stało się dalej? Jeśli jesteście ciekawi musicie koniecznie przeczytać tą książkę. 



"Rycerz Stopa". 

Historia pewnego dzielnego rycerza, który nie bał się niczego, a wszyscy wrogowie uciekali przed nim w podskokach. Niestety uciekali nie tylko wrogowie czy złoczyńcy, ale i ludzie których ratował z opresji. Powodem tego było to, że strasznie śmierdział, brudnymi niemytymi stopami (zanim powąchasz zastanów się 3 razy). Rycerz Stopa miał bardzo niemiłe doświadczenie z kąpielą. Kiedy był mały, mama wrzuciła go do bardzo zimnej wody i porządnie wyszorowała od tego czasu postanowił się już nigdy nie umyć. Pewnego dnia uratował życie księżniczce, którą porwał wielki smok. Zakochali się w sobie, ale czy księżniczka miała wtedy katar. Czy kiedy wyzdrowieje będzie w stanie wytrzymać ten smród? A może rycerz postanowi się w końcu wykąpać? Czy będą żyli długo i szczęśliwie? Musicie tego dowiedzieć się sami. 



 

"Wilk, który pachniał truskawkami".

W lesie mieszka mnóstwo przeróżnych zwierząt w tym wilk, który bardzo lubi polować. W łowach zawsze pomagał mu jego nieświeży oddech, którym powalał swój przyszły obiad jednym kłapnięciem. Z biegiem lat Wilkowi już nie tylko brzydko pachniało z paszczy on cały brzydko pachniał i wszystkie zwierzęta uciekały przed nim zanim zdążył się do nich zbliżyć. Zmizerniały i potwornie głodny postanowił poprosić inne zwierzęta o pomoc. Wilk przyrzekł, że ich nie zje tylko niech mu pomogą. Zwierzęta zgodziły się i każdy wymyślał przeróżne a czasami nawet dziwne sposoby na pozbycie się wstrętnego zapachu. Nie zdradzę Wam czy pomoc się udała, to musicie już przeczytać sami. 



"Skunks, który pachniał wanilią".

Pewien mały skunks zamiast śmierdzieć roztaczał wokół siebie piękny zapach wanilii. Na pewno wiele zwierząt by się z tego cieszyło, jednak nie skunks. Malec był bardzo zmartwiony, bo jak ma się bronić przed drapieżnikami skoro on pachnie! Dodatkowo było mu bardzo smutno, że jest inny niż cała jego rodzina. Po licznych nieudanych próbach zdobycia zapachu prawdziwego skunksa postanawia wyruszyć w świat by znaleźć nową rodzinę, do której będzie pasował. Poszukiwanie okazuję się bardzo trudne. Skunks wpada z tarapaty z których ratuje go pewna mała skunksica. Od razu się zaprzyjaźniają, ale mama i tata bardzo tęsknią za swoim synkiem. Czy malec wróci do swojego domu? Czy uda mu się w końcu zdobyć zapach prawdziwego skunksa? Odpowiedzi znajdziecie w książce. 



Wspaniała seria dla większych i mniejszych. Nie są długie więc, mniejsze dzieci będą się potrafiły skupić na opowieści. Te które rozpoczęły swoja przygodę z czytaniem, same będą mogły ją przeczytać. W środku znajdują się piękne kolorowe ilustracje a twarda oprawa sprawia, że wygodnie się ja trzyma w rękach. 
A co z tymi zapachami? W każdej książce znajdziemy dwie strony które pachną przyjemnie lub nie. Trzeba się przygotować na to, że niektóre kartki powąchacie szybko, a inne moglibyście pocierać godzinami! Ja uwielbiam zapach malin i wanilii, ale cebuli czy zapach niemytych stóp mogę sobie spokojnie darować.

Dane techniczne: 
Tytuł: "Księżniczka Malina", "Rycerz Stopa", "Wilk, który pachniał truskawkami", "Skunks", który pachniał wanilią".
Autor:  Raffaella Bertagnolio
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: twarda


poniedziałek, 11 lipca 2016

Rodzinne spotkanie blogerów - BLOGOLAND


BLOGOLAND to spotkanie, na które dosłownie odliczyłam dni. Dlaczego? Ponieważ pierwszy raz wybierałam się na tego typu wydarzenie z całą rodziną i to na weekend. 

Klaudia autorka bloga Niezłe Ziółko zebrała 30 blogerskich rodzin w jednym miejscu. Mnóstwo atrakcji, emocji i wrażeń! 


DZIEŃ PIERWSZY. 

Wyruszyliśmy w sobotę z samego rana i niestety nie obyło się przeszkód. Kiedy tylko Ł powiedział, że będziemy nawet wcześniej niż zakładaliśmy, zdarzył się wypadek na autostradzie i utknęliśmy w korku na ponad godzinę. Niestety przez to spóźniliśmy się na rozpoczęcie. 



Kiedy dotarliśmy do Rabki Zdrój bardzo miło przywitał nas Pensjonat PREZYDENT, gdzie Pani z uśmiechem od ucha do ucha już w drzwiach przekazała nam wszystkie niezbędne informacje i pozwoliła się rozgościć w naszym pokoju. Pensjonat znajduje się w malowniczej okolicy, a widok z okna powala! Jako matka w pierwszej kolejności zawsze zwracam uwagę na dodatkowe atrakcje dla dzieci. PREZYDENT w 100% spełnił moje oczekiwanie, jest tam trampolina, piaskownica, domek dla dzieci, huśtawka, pokój zabaw z kulkami itp. Żadne dziecko nie będzie się tam nudzić za co osobiście ręczę. 


Pierwszym naszym punktem zwiedzania było Muzeum Górali i Zbójników. Urokliwe miejsce z kawałem pięknej historii. Naszym przewodnikiem, był prawdziwy góral z ciupagą, do której od razu przykleił się Staszek. Opowiedział on z zaangażowaniem o wszystkim co nas otaczało. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie twórczość Jana Fudali - Jaśka z Gorców, prawdziwe dzieła sztuki. Nie zabrakło też atrakcji dla dzieci była komnata skarbów, szybka nauka wyrabiania oscypków oraz malowanie własnych ciupag. 

Następnie w RABKOLANDZIE czekała na nas duża dawka wiedzy odnośnie fotografii filmowej i filmów poklatkowych. Aga Szuścik z Akademii Fotografii zaraża energią, pasją i niesamowicie motywuje do tworzenia. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zobaczycie u mnie krótki filmik wykonany tą metodą. Moja głowa jest pełna pomysłów. 




Wybierając się na spotkanie zastanawiałam się czy mój 2,5 letni Jaś znajdzie jakieś atrakcje w wesołym miasteczku odpowiednie dla niego i czy nie będzie się bał. Rabkoland okazał się prawdziwym rajem! Bawił się tak świetnie, że musieliśmy go wynosić do auta na siłę. Po kilku godzinach zabawy nadal nie miał dość. To wspaniałe miejsce na rodzinny wyjazd. Bilet no-limit kosztuje zaledwie 29 zł i można jeździć na wszystkim do woli, a dzieci poniżej 85 cm wchodzą za darmo. Fajnie nie? Skutek był taki, że Jasio na niektórych karuzelach jeździł po 10 albo nawet i więcej razy. Na jego szczególne względy jako typowego mężczyzny zasłużyły samochody oraz pontony wodne. Okazało się, że nawet Staś może odbyć swoją pierwszą przejażdżkę bowiem naszą czteroosobową rodziną wybraliśmy się na diabelski młyn, gdzie podziwiać można z wysokości piękne okolicę Rabki Zdrój. 



Po powrocie do pensjonatu pobiegłam do pokoju na szybki prysznic, aby potem udać się na wykłady. Pani Renata z centrum terapeutycznego "Tęcza" opowiedziała nam jakie zachowania przenosimy z domu do własnego życia i jakich cech szukamy u swoich życiowych partnerów. Natomiast Pani Magda couch żywieniowy ze Studio My dokonała kompleksowej oceny naszego ciała i BMI. Dzięki temu dowiedziałam się, że u mnie wszystko w normie. Jednak nie jest do końca tak pięknie, bo nad brzuchem powinnam popracować. Nie byłam specjalnie zdziwiona tym faktem w końcu niedawno co urodziłam małego człowieka. No cóż bikini zdecydowanie już nigdy nie będzie dla mnie. Na koniec swoje produkty zaprezentowała nam firma COLWAY INTERNATIONAL. A kiedy my matki szkoliłyśmy się, tatusiowie wraz z dziećmi oglądali teatrzyk. Jasio świetnie się bawił przez cały spektakl siedział "pod sceną". Ślicznie dziękuję Bajdurka w imieniu Jasia i swoim.
Wieczorem wszyscy spotkaliśmy się w ogrodzie, gdzie czekał na nas grill i kapela góralska. Z pełnymi brzuchami przy dźwiękach cudownej muzyki na luzie można było wypocząć. Ja wraz z moją brygadą szybko zaszyliśmy się w pokoju aby Stasio i Jasio mieli siłę na następny dzień. 

DZIEŃ DRUGI. 

Drugiego dnia po śniadaniu godnym królów albo królowych wyruszyliśmy autobusem do Parku Zdrojowego. Oprowadzani przez przewodników podziwialiśmy przyrodę, jednak było bardzo gorąco, więc wybraliśmy najkrótszą trasę. Udało mi się skosztować prawdziwego skarbu Rabki czyli ich wód mineralnych o zdrowotnych właściwościach i chwile wypocząć przy tężni solankowej Jaś zdążył też zaliczyć pobliski plac zabaw. 


Następnym punktem zwiedzania był Skansen Taboru Kolejowego w Chabrówce. Jaśko był tam w prawdziwym raju, bo jest zagorzałym fanem pociągów! Na torach można podziwiać parowozy, lokomotywy elektryczne i spalinowe, wagony i wiele innych zabytków związanych z koleją. Ja i Stasio zasiedliśmy na peronie i podziwialiśmy naszych chłopaków w akcji zwiedzania różnych maszyn. 


Na koniec pojechaliśmy jeszcze raz do RABKOLANDU, gdzie Jasio aż piszczał z radości na sam widok wesołego miasteczka. Koniecznie muszę w niedalekiej przyszłości znów tam pojechać. 


25.06-26.06.2016 do tych dni będę wracać z uśmiechem. Dziękuję wszystkim za możliwość nauki, zabawy i wypoczynku. 30 wyjątkowych rodzin w jednym miejscu a w tym My. 

Nie była bym sobą gdybym tego nie napisała, naprawdę muszę. Klaudia jestem pod ogromnym wrażeniem, że w tak krótkim czasie zorganizowałaś wszytko i to sama! Wielki szacun. Cieszę się, że mogłam być częścią tego spotkania. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ.

ORGANIZATORZY 
HOTEL
PARTNERZY WYDARZENIA 
PATRONAT MEDIALNY

środa, 6 lipca 2016

Moje top 5 "UROKÓW" macierzyństwa.

Moje top 5 "UROKÓW" macierzyństwa.

Macierzyństwo, to bardzo trudny temat a jakie są jego uroki? Dzisiaj przedstawiam Wam moje top 5 "UROKÓW" macierzyństwa.

Pierwszy: zabawki.

Pominę fakt, że jest ich naprawdę dużo i moje mieszkanie zdecydowanie nie wygląda już jak z katalogu wnętrzarskiego. Wolnej przestrzeni zwyczajnie brak. Kiedy stałam się rodzicem całkiem rezolutnego 2,5 latka przekonałam się, że te klocki LEGO potrafią być niezłą bronią. Nadepnięcie na takiego "małego dziada" okupione jest niesamowitym bólem i kilkoma zdrowaśkami wypowiadanymi w myślach. 
Zabawki interaktywne czyli z serii grające, migające i gadające, też potrafią dać się we znaki. Usypiam dziecko 1,5h po czym złażąc w egipskich ciemnościach z łóżka nie wiadomo skąd pod stopą pojawia się "coś" co zaczyna niesamowicie się drzeć i nagle słyszysz "Mama?" Jupiiii!!! Kolejna 1h z głowy. 
Lekki zawał serca, kilka siwych włosów? Znam na to świetny sposób, szczeniaczek uczniaczek to załatwi. Komu stanęło serce, kiedy w nocy idąc do WC usłyszał "widzę cię"! Od teraz zawsze pilnuję żeby w nocy był wyłączony. 
Zdarza mi się, że wstaje lekko niewystarczające a i połamana. Niby nic nowego, bo jako mama dwójki małych dzieci jestem wdzięczna, kiedy w jednym ciągu przesypiam więcej niż 4h, jednak jest coś jeszcze. Okazuje się, że w moim łóżku często znajduje się jakiś bliżej niezidentyfikowany obiekt, który jest częścią jednej z miliona zabawek leżących kilka metrów dalej. Nie żebym była księżniczką na ziarnku grochu, bo z tym nie miałabym problemu, ale "coś" rozmiarów sporej śliwki już mi przeszkadza. Naprawdę staram się pilnować, żeby wszytko było na swoim miejscu, albo chociaż w okolicach swojego miejsca, ale niekiedy jednak przegrywam i wtedy "dzieje się". 

Drugi: jedzenie.  

Codziennie wymyślam menu obiadowe. I staram się żeby wkoło nie jeść tego cholernego kotleta, żeby było zdrowo i kolorowo. Jedzenie jest dla mnie ważne, zwyczajnie je lubię, sprawia mi przyjemność nie jest dla mnie tylko produktem potrzebnym do przetrwania i egzystowania. Niestety, niekiedy moje wysiłki nie są doceniane (całe szczęście tylko niekiedy). Kiedy podaję mu ten pełnowartościowy posiłek z taką wielką dumą i poczuciem spełnienia misji rodzicielskiej, a on mówi "nie, mamusia bleeee...". Młodsza wersja nie jest lepsza jak mu coś nie podejdzie nie ma litości zwyczajnie wypluje robiąc słodkie pfffff...... i wtedy jedzenie jest na mnie, na podłodze, na ciuchach i ścianie. Jedno pffff .....potrafi zrobić niezłą zadymę. 

Trzeci: ciuchy. 

Nie mogę się wypowiadać w kwestii dziewczynek, mój dom zdominowali faceci i mogę śmiało stwierdzić fakt, mój kosz na pranie jest bez dna, a przynajmniej ja osobiście dawno go nie widziałam. Dzień bez prania jest dniem straconym, dodatkowym bonusem są wszelkiego rodzaju plamy. Oczywiście najgorsze robią się na najlepszych ciuchach, tych odświętnych i wtedy kombinujesz na 101 sposobów jak pozbyć się dziadostwa z jego ulubionej koszulki. 

Czwarty: moja kochana ciepła herbata.   

Serio ciepła herbata jest na wagę złota. Niby nic a jednak luksus. Czy twoje dziecko też ma czujnik w tyłku? Moje na pewno ma! Uwielbiam gorącą herbatę, ale zwyczajnie niekiedy wylewam ją do zlewu po 3 podgrzaniach w mikrofalówce. W pierwszych miesiącach życia moich dzieci robiłam ją po 22 godzinie jak cały dom spał i rozkoszowałam się tym, choć niekiedy tą błogą chwilę przerywał płacz (czyli czujnik się włączył). 

Piąty: pełna pielucha. 

Ten moment, kiedy śpieszysz się niemiłosiernie, wyszykujesz całą gromadę. Wystrojona, wypachniona wkładasz buty, podnosisz malucha by włożyć go do wózka i czujesz, że zrobił soczystą dwójkę! Zimą jest jeszcze lepiej, bo zarówno ty jak i dziecko macie na sobie dodatkowo milion warstw do ściągnięcia. Mogę rzec jedno: niech moc będzie z tobą.

A jak jest u Was?

poniedziałek, 4 lipca 2016

Plakaty z cyferkami - do pobrania.


Jeśli jesteście na etapie nauki liczenia, lubicie plakaty tworzone całym sercem to dzisiaj mam dla Was prezent! Poniżej znajdziecie cztery darmowe plakaty do pobrania dla waszych ciekawskich maluchów. Mam nadzieję, że każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie.
Plakaty mogą być fajną ozdobą dziecięcego pokoju. W sieci możemy znaleźć ich całe mnóstwo np. motywujące do działania, śmieszne, słodkie lub edukacyjne. Jeśli Wasze maluchy właśnie zaczynają swoją przygodę z liczbami i poznają ich magię, to dzisiaj mam dla Was coś idealnego. Cztery propozycje plakatów z cyferkami, które mogą być Wasze. Co trzeba zrobić? Kliknąć pobierz, ot cała filozofia. Poniżej moje propozycje.


Subtelne i delikatne balony.

Plakat z cyferkami do pobrania za darmo


Zwierzaki. Nauka z nimi to sama przyjemność.

Plakat z cyferkami do pobrania za darmo

Coś dla fanów czarno białych wnętrz.

Plakat z cyferkami do pobrania za darmo

Z racji tego, że jestem mamą dwóch wspaniałych synków nie mogło zabraknąć samochodów.

Plakat z cyferkami do pobrania za darmo

I jak wam się podobają? Jeśli któryś z nich skradł Wasze serca, to klikajcie, pobierajcie i wieszajcie na ścianach, meblach, oknach lub gdzie Wam się podoba.

A jeśli szukacie fajnego plakatu do Waszego salonu lub innej części domu, to zapraszam TU znajdziecie tam 4 moje propozycje

 Ps. Plakaty jedynie do użytku domowego, jeśli chcecie się nimi podzielić z innymi linkujcie do źródła, czyli do mnie.  







poniedziałek, 27 czerwca 2016

EKO kosmetyki dla dzieci od EkoZuzu.

EKO kosmetyki dla dzieci BEMA


Każdy rodzic chce dać swojemu dziecku to co najlepsze. Starannie wybieramy produkty spożywcze, ciuchy, odpowiednie obuwie oraz kosmetyki. Skóra dziecka jest bardzo wrażliwa i delikatna powinniśmy ją otoczyć szczególną troską. Nie jestem zfiksowaną mamą na punkcie EKO, ale staram się wybierać takie produkty, które są dobre jakościowo i nie szkodzą moim maluchom. Jaś od niedawna borykał się z problemami skórnymi, dlatego tym bardziej niczym Sherlok Holms studiuje skład i właściwości kosmetyków, które na nim użyję.  
Przedstawiam Wam kosmetyki marki BEMA z internetowej drogerii EkoZuzu, które całkowicie zawładnęły moim sercem. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach a ich skład jest w 100% naturalny, czyli żadnej chemii.  
Nie są to tylko słowa rzucone na wiatr, kosmetyki posiadają Włoski certyfikat Eco Bio Cosmetics Instytutu ICEA. Przyznawany jest on kosmetyką najwyższej jakości typu bio/eko/organic, które spełniają bardzo restrykcyjne normy i zasady w zakresie ich produkcji.  



KREM OCHRONNY BEMA LOVE BIO BABY  
Opakowanie jest śliczne i przyciąga wzrok, zwierzęta to jeden z ulubionych motywów mojego Jasia, a tu zobaczymy bardzo sympatyczną zebrę. Pojemnik solidnie wykonany z dozownikiem w postaci pompki. Jest to moje ulubione rozwiązanie, bo nic się nie marze, nie muszę brać do rąk całego opakowania żeby wycisnąć kolejną porcję kiedy ręce mam całe w kremie.  

Konsystencja jest dosyć gęsta, zapach łagodny i przyjemny, sama się nim posmarowałam, bo tak mi się podobał. Jednak dla noworodków do 1 mc życia wolałabym używać kremów bezzapachowych, aby nie drażnić niemowlaka. Wydajny, dwiema pompkami jestem w stanie wysmarować mojego 2,5 letniego synka. Wchłania się szybko i nie pozostawia na skórze tłustych plam. Skóra po zastosowaniu jest nawilżona, miękka i przyjemna w dotyku. Dostępny TU.  

Co o produkcie KREM OCHRONNY BEMA LOVE BIO BABY pisze producent?  
Delikatne mleczko bogate w substancje aktywne, dedykowane dla delikatnej i wrażliwej skóry naszych pociech. W składzie kremu ochronnego Bema Love Bio znajdują się m.in. masło shea oraz skrobia ryżowa, które nawilżają skórę, zachowując jej elastyczność przy jednoczesnym zapobieganiu zapaleniom oraz podrażnieniom. Formuła wzbogacona o rumianek, destylowaną wodę bławatkową i wyciąg z aloesu, koi oraz zmiękcza skórę, chroniąc i w pełni ją odżywiając. 

EKO kosmetyki dla dzieci BEMA
EKO kosmetyki dla dzieci od BEMA
DELIKATNY MUS MYJĄCY BEMA LOVE BIO
Opakowanie również z motywem zwierząt, tym razem możemy podziwiać małego łosia. Pojemnik sztywny, trwały z aplikatorem, który po naciśnięciu wytwarza produkt w postaci pianki. Bardzo fajne rozwiązanie, łatwe w użyciu.

Konsystencja lekka, zapach bardzo delikatny i przyjemny. Dobrze rozprowadza się na skórze. Ja wypróbowałam go również na sobie ponieważ, poparzyłam skórę na słońcu i potrzebowałam coś delikatnego. Pianka sprawdziła się w 100%, oczyściła moją skórę, ale nie podrażniła jej. Jasio lubi ją stosować, bo sam naciska aplikator i ma przy tym niesamowitą frajdę. Dostępny TU.  

Co o produkcie DELIKATNY MUS MYJĄCY BEMA LOVE BIO pisze producent?  
Odżywczy mus Bema Love Bio w formie łagodnej i kojącej pianki, idealnie sprawdza się zarówno przy oczyszczaniu skóry niemowląt, jak i w higienie intymnej dzieci starszych. Jego skład jest zbliżony do preparatów przeciw odparzeniom. Myje wrażliwą skórę i eliminuje nieprzyjemny zapach w całkowicie naturalny sposób. Olejek kopaiwa w połączeniu z właściwościami zmiękczającymi oliwy z oliwek i olejku makadamia powoduje natychmiastowe i długotrwałe nawilżenie skóry. Wyciąg z aloesu działa z kolei kojąco na wszelkie zaczerwienienia. Idealny dla każdego rodzaju skóry, nawet najbardziej wrażliwej.  
 
EKO kosmetyki dla dzieci BEMA

EKO kosmetyki dla dzieci BEMA

Możecie spokojnie zaufać kosmetykom z serii BEMA skóra dziecka w ich rękach jest całkowicie bezpieczna. Po zastosowaniu produktów nie wystąpiły u nas żadne podrażnienia, uczulenia lub inne zmiany skórne.  

Wybierajmy kosmetyki, które będą chronić i dbać o zdrową skórę naszych dzieci. Kosmetyki, które nie tylko mają dobry skład, ale również certyfikaty, które to potwierdzają.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...